500+ po rzymsku, czyli jak Oktawian podjął walkę o przyrost naturalny

Upadek dotychczas funkcjonujących norm społecznych i moralnych to znak szczególny i rozpoznawczy schyłku funkcjonującej cywilizacji lub przynajmniej kres pewnego istotnego jej etapu. Spadająca liczba formalizowanych małżeństw, spadająca liczba posiadanych dzieci, czy generalnie niechęć do ich posiadania wydają się być doskonałym oddaniem charakteru naszych czasów. Jednakże nie jest to stan rzeczy wyjątkowy na skalę historii, lecz opis sytuacji, który można przypasować przynajmniej do jeszcze jednego punktu na linii czasu.

Wbrew pozorom czasy starożytne to nie okres, w którym pogańskie religie funkcjonowały w ówczesnych społeczeństwach utrzymując pewien uniwersalny zbiór norm moralnych czy też pełna zgodność z naturą, jak to inni zdają się postulować. Wiele bardziej zaawansowanych kulturowo ludów wykształciło odpowiednio bardziej zaawansowany zespół norm, którymi kierowały się w swoim życiu, tak jako jednostki, jak również jako społeczności. Nie inaczej było w Rzymie, który z tego co płynęło z ich religii jak i od państwa (wszakże przed nastaniem chrześcijaństwa nieznana była koncepcja rozróżnienia instytucji państwowych i kościelnych) utworzył cały szereg wartości, którymi obywatel rzymski w swoim życiu winien się kierować.

Zdecydowanie mieścił się w tym zbiorze szacunek dla rodziny, która jako podstawowa komórka społeczna była w Rzeczpospolitej Rzymskiej niezwykle szanowana, a głowa rodziny (pater familias) ze współczesnego punktu widzenia miałaby wręcz absolutną władzę nad rodziną. Upadek republikańskiego systemu politycznego (choć Rzym do samego końca był postrzegany jako rzeczpospolita) i nastanie świtu ery pryncypatu nie pojawiło się bez przyczyny – stał za tym proces rozkładu społecznego, który rzutował również na funkcjonowanie instytucji państwa. Jednym z przejawów był właśnie wspomniany na wstępie upadek wartości rodzinnych, a co za tym idzie, problemy z odpowiednio wysokim przyrostem naturalnym wśród rzymskich obywateli.

Zarówno powyższe problemy, jak i wyniszczające Rzeczpospolitą demograficznie wojny domowe stanęły u zarania rozwiązań prawnych, jakie pierwszy z cesarzy, Oktawian August, podjął, by zapobiec dalszemu rozkładowi Rzymu. Już w roku 18 przed Chr. wprowadził lex Iulia de adulteriis. Adulterium, czyli cudzołóstwo, to przestępstwo znane już wcześniej prawu rzymskiemu, a teraz znajdujące się pod szczególną troską princepsa Oktawiana. Wcześniejsze uprawnienie do karania cudzołóstwa, zastrzeżone dla ojca rodziny (pater familias) teraz miało znaleźć się w zakresie kompetencji władzy publicznej. W nowym prawie utrzymywanie stosunków innych niż małżeństwo miało być karane, wyjątek stanowiły konkubinaty (a więc faktyczny i trwały związek mężczyzny i kobiety, będący nieformalną instytucją, lecz od dawna funkcjonująca w Rzymie) oraz przelotne związki z kobietami o wątpliwej reputacji (aktorki, prostytutki etc.).

Prawo wciąż w pierwszym rzędzie przyznawało uprawnienia do karania adulterium pater familias bądź mężowi (warto pamiętać, że nie zawsze to musiały być tożsame osoby, gdyż rodzina rozumiana była w szerszym sensie niż potocznie rozumie się to dziś), zmiana natomiast następowała w tym aspekcie, że nie była to już jedynie kwestia woli uprawnionego do ukarania, ale jego obywatelski obowiązek. W przypadku jego niewypełnienia w określonym przez prawo czasie każdy obywatel uzyskiwał roszczenie, z którym mógł wystąpić, aby sprawiedliwości stało się zadość, co więcej pobłażliwy mąż lub głowa rodziny mogła również być ukarana za zbytnią wyrozumiałość wobec niemoralnego sposobu prowadzenia się.

Jeśli chodzi zaś o efekty, to podobno nie były one zbyt trwałe. Rzeczywiście, w pierwszym odruchu niemoralne zapędy wśród Rzymian zostały opanowane, później jednak miały powrócić, choć sama ustawa była nadal stosowana i w późniejszym okresie, o czym świadczą przekazy, z których wynika, że z całą pewnością ustawa była stosowana za panowanie Tyberiusza.

W tymże samym roku co wspomniana ustawa została wprowadzona również lex Iulia de maritandis ordinibus, która to wiele lat później, bo w roku 9 po Chr. uzupełniona została o lex Papia Poppea. Zgodnie z zasadami funkcjonującymi w prawie rzymskim ustawy, które wzajemnie się nie znosiły, a dotyczyły tego samego zagadnienia i wykazywały różne uregulowania tej samej materii należało interpretować wspólnie jako całość, dlatego też ustawy te znane są również jako lex Iulia et Papia Poppea. Te regulacje miały odmienny charakter niż omawiana wcześniej, ponieważ ich celem nie było napiętnowanie i ukaranie zachowań moralnie nagannych, lecz wzmocnienie i wdrożenie w życie właściwego wzorca życia rodzinnego.

Przede wszystkim ustanowiono prawnie nakazany obowiązek pozostawania w związku małżeńskim, który dotyczył mężczyzn w wieku od 25 do 60 lat oraz kobiet w wieku od 20 do 50 lat. W przypadku, gdyby doszło do rozwodu, bądź też śmierci któregoś z małżonków prawo przewidywało obowiązek zawarcia nowego związku natychmiast w przypadku mężczyzn oraz z zachowaniem pewnego okresu, w którym kobiety mogły się powstrzymać od ponownego zamążpójścia.

Drugi człon ustawy zobowiązywał do posiadania potomstwa. Ci obywatele, którzy uchylali się od wypełnienia wymogów prawa (w obu wymienionych jego przepisach) podlegali ograniczeniom w prawie spadkowym nie mogąc dziedziczyć w ogóle (jeśli nie pozostawali w związku małżeńskim) lub otrzymując jedynie ograniczoną część spadku (jeśli nie posiadali potomstwa), który w normalnych warunkach im się należał.

Z oczywistych względów w każdej epoce prawo, które narzuca jakiekolwiek obowiązki ponad dotychczas istniejący stan rzeczy wzbudza opór w społeczeństwa, toteż nie ma co się dziwić, że próbowano prawo obchodzić i jednocześnie minimalizować jego negatywne skutki. Wyłączenie z dotkliwości ustawy można było uzyskać poprzez zaręczyny, które przecież nie stanowiły nieodwołalnej zapowiedzi małżeństwa, a jednocześnie pozwalały na przedłużanie ich w nieskończoność, co ostatecznie skutkowało wydaniem prawa ograniczającego instytucję narzeczeństwa w czasie jej trwania do okresu 2 lat.

Warto również nadmienić, że istniała jeszcze jedna, choć dość ryzykowna możliwość odzyskania swojej capacitas, czyli zdolności do dziedziczenia, a mianowicie szczęśliwe przeżycie do górnej granicy wymogu pozostawania w związku, dzięki czemu pełna zdolność spadkowa z mocy prawa była przywracana takiemu obywatelowi, choć zapewne kilka co ciekawszych spadków mogło takie Rzymianina w życiu ominąć. Należy tu jeszcze wspomnieć, że w późniejszym okresie, za panowania Tyberiusza, wyłączono możliwość przywrócenia capacitas takiemu obywatelowi, który w uprzednim czasie nie żył w taki sposób, jakiego wymagało od niego dobro Rzeczpospolitej (czyli innymi słowy niekoniecznie przejmował się wymogami omawianych ustaw), choć prawdopodobnie obywatel, który jednak nawet w późniejszym czasie wywiązałby się z swoich demograficznych obowiązków Rzymianina, mógł odzyskać utracone prawa.

Jednak ustawy prodemograficzne Oktawiana Augusta to nie tylko nakazy i zakazy, ale też realna możliwość podwyższenia swojego statusu społecznego przez nabycie uprawnień nie przysługujących przy normalnej kolei rzeczy. Mowa tu o ius trium liberorum, czyli przywileju, który nadawał określone korzyści. W przypadku mężczyzn było to przede wszystkim odzyskanie zdolności spadkowej nawet gdyby pozostawali później bezżennymi oraz możliwość uchylenia się od niektórych obowiązków przewidzianych przez prawo, mianowicie tuteli oraz kurateli, a więc odpowiednio zobowiązania do opieki nad osobą lub jej majątkiem, jeśli z przewidzianych prawem powodów dana osoba sama nie mogła tego zrobić. Zdecydowanie więcej uzyskiwały tutaj kobiety, które wychodziły spod opieki (a więc właśnie tuteli) uzyskując pełną zdolność do czynności prawnych oraz swobodę w sporządzaniu testamentu (która wcześniej była ograniczona i wymagała zatwierdzenia przez jej opiekuna – mimo że niejednokrotnie zgoda ta była czysto formalna, a nawet wbrew woli samego opiekuna i pod przymusem odpowiedniego urzędnika rzymskiego). Aby uzyskać ten wiele dający przywilej należało spełnić jeden, prosty warunek – dostarczyć Rzymowi trzech nowych obywateli. Jest to znamienne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że właśnie trójka dzieci na rodzinę potrzebna jest, aby zapewnić zastępowalność pokoleń w społeczeństwie.

Na przestrzeni lat ustawy julijskie spotykały się z krytyką. Nie tylko zwykłych, szarych obywateli, którym nie w smak było przywracanie do życia dawnych cnót obywatelskich w tak twardy sposób, ale zarzuty podnoszono również w Senacie. Zarzucano mianowicie, że nowe prawo nie służy poprawie sytuacji demograficznej Rzeczpospolitej, lecz poprawie jej kondycji finansowej, ponieważ wyczerpane wojnami państwo potrzebowało pieniędzy dla swojego funkcjonowania i rozwoju. I rzeczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę, że z adulterium wiązały się pewne konfiskaty majątku, natomiast przy braku dziedziców ostatnim dziedzicem w całym porządku pozostaje państwo.

Z drugiej jednak strony można sprawę rozpatrywać pod kątem realnych efektów demograficznych. Oczywiście trudno odczytywać statystyki w tak uproszczony sposób, jednak gdyby rzeczywiście za wyznacznik przyjąć suche fakty, to Oktawian odniósł pełen sukces. O ile bowiem w pierwszych latach jego panowania spis ludności wykazał nieco ponad 4 mln rzymskich obywateli, to na zakończenie rządów Augusta obywateli było już niemal 5 mln. Trzeba przyznać, że to całkiem niezły wynik jak na niecałe pół wieku.

Sebastian Bachmura

Absolwent prawa, tradycjonalistyczny konserwatysta, publicysta. Współpracuje m.in. z czasopismem "Pro Fide Rege et Lege" oraz "Portalem Myśli Konserwatywnej - konserwatyzm.pl" i portalem "Myśl Konserwatywna".