Biedni walczący z biedą

Najnowsza kontrola NIK dotycząca sytuacji pracowników socjalnych jest kolejnym już dowodem ich katastrofalnych warunków pracy. Ludzie mający wyciągać z biedy najuboższych Polaków, sami nie są od nich wiele zamożniejsi.

Fatalna sytuacja pracowników socjalnych nie jest już tajemnicą co najmniej od końca 2018 roku, gdy federacja związków pracowników socjalnych (PFZPSiPS) zorganizowała „czarny tydzień”, czyli kilkudniową akcję protestacyjną, która miała zwrócić uwagę na koszmarne warunki ich pracy. Pracujący w terenie pracownicy MOPS-ów codziennie stykają się z biedą nie tylko w mieszkaniach beneficjentów pomocy społecznej, ale także we własnych domach. Ich zarobki sytuują ich wśród najbiedniejszych obywateli naszego kraju i nie odbiegają bardzo od dochodów osób, którym pomagają. Można więc powiedzieć, że polscy pracownicy socjalni bez wątpienia doskonale wiedzą, czym jest bieda, jednak chyba nie chodzi o to, żeby ich szkolić poprzez doświadczanie ubóstwa na własnej skórze. Przecież lekarzowi nikt nie życzy przejścia każdej z chorób, którą leczy, bo to mu pomoże w pracy.

Dolne 20 procent

Według oficjalnych danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w 2018 roku przeciętne wynagrodzenie pracowników socjalnych zatrudnionych w ośrodkach pomocy społecznej (OPS – czyli na przykład MOPS-y) wyniosło 2635 złotych brutto. Pracownicy socjalni zatrudnieni w powiatowych centrach pomocy rodzinie (PCPR) zarabiali jeszcze mniej, bo 2602 zł brutto. Gdy porównać te dane z opublikowaną niedawno przez GUS „Strukturą wynagrodzeń według zawodów w październiku 2018”, to się okazuje, że pracownicy socjalni należą do 20 procent najmniej zarabiających – ponieważ ich przeciętna pensja ledwo przekracza połowę średniej krajowej. W niektórych krajach pracownicy z dolnego kwintyla kwalifikują się do pomocy socjalnej, tymczasem w Polsce tacy pracownicy pomocy socjalnej sami udzielają. Gdyby to się nie działo naprawdę, tylko było elementem jakiejś absurdalnej komedii w stylu Monty Pythona, to byłoby nawet śmieszne. Problem w tym, że to się dzieje naprawdę. A to już śmieszne nie jest.

Według wyżej przytoczonych danych GUS, żadna wielka grupa zawodowa nie zarabia przeciętnie mniej niż pracownicy socjalni. Najmniej zarabiają pracownicy wykonujący prace proste – 3002 zł brutto. Pracownicy usług i sprzedawcy otrzymują średnio 3130 zł brutto, a kolejne grupy już wyraźnie więcej. Nawet w województwie pomorskim, w którym pracownicy socjalni zarabiają średnio najwięcej w Polsce (2875 zł), ich zarobki są niższe niż przeciętna dla pracowników niewykwalifikowanych. W warmińsko-mazurskim ich średnia pensja nie przekraczała nawet 2,5 tysiąca. Jakby tego było mało, według ministerstwa, wciąż niektóre gminy wliczają dodatek za pracę w terenie (250 zł) do pensji zasadniczej.

Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej już po raz drugi opublikowała czarną listę stu gmin, w których ich zarobki są najniższe w kraju. Oczywiście większość z nich stanowią małe gminy wiejskie lub miejsko-wiejskie. Jednak nie tylko, na liście znalazły się trzy miasta na prawach powiatu – Siemianowice Śląskie, Leszno, a nawet wojewódzki Białystok. W zeszłorocznej „edycji” tej listy miasta na prawach powiaty były tylko dwa – Żory i Olsztyn.

Przemęczeni i źle wyposażeni

16 grudnia NIK opublikowała wyniki kontroli warunków pracy pracowników socjalnych, którą przeprowadzono w II połowie 2018 r. w 24 wybranych ośrodkach pomocy społecznej. Okazało się, że nie tylko płace są problemem w tym zawodzie, ale też niemal wszystko inne. Po pierwsze, pracowników socjalnych jest zdecydowanie za mało. Według przepisów ośrodki pomocy społecznej powinny zatrudniać co najmniej jednego pracownika socjalnego na 50 gospodarstw domowych korzystających z pomocy społecznej. Tego warunku nie spełniało 16 z 24 skontrolowanych OPS. Niektórzy pracownicy musieli zajmować się ponad 150 rodzinami, a więc normy ustawowe były przekraczane trzykrotnie. Nic więc dziwnego, że według ankiety przeprowadzonej przez NIK aż 84 proc. pracowników socjalnych uskarżało się na nadmiar obowiązków.

NIK wykazało również, że wyposażenie pracowników OPS pozostawia sporo do życzenia. Telefon służbowy ma mniej niż co czwarty, a przecież mowa jest o pracownikach wykonujących zadania w terenie. 14 proc. nie ma własnego komputera, więc musi korzystać ze wspólnych. Aż 22 proc. ankietowanych wskazało, że nie ma dostępu do elektronicznych baz danych, przez co nie ma jak zweryfikować informacji podawanych przez beneficjentów pomocy.

Wiedza pracowników OPS o beneficjentach pomocy społecznej jest niska jeszcze z jednego powodu. Okazuje się, że gminy nie badają prawdziwych potrzeb socjalnych mieszkańców. Pomoc socjalna jest udzielana tylko na wniosek, nie są natomiast prowadzone rejestry osób potrzebujących. To sprawia, że wiele osób, które kwalifikują się do pomocy społecznej, finalnie z niej nie korzysta. Aż 61 proc. pracowników socjalnych stwierdziło, że na ich terenie są takie osoby, a kolejne 27 proc. przyznało, że nie może powiedzieć na pewno, że ich nie ma.

Praca w warunkach szkodliwych

W 10 z 24 kontrolowanych OPS warunki pracy były niezgodne z przepisami BHP. W jednym przypadku stan budynku, w którym mieścił się ośrodek pomocy społecznej, był tak zły, że kontroler NIK dokonał zgłoszenia do miejscowego inspektoratu budowlanego o zagrożeniu zdrowia i życia pracowników. Mimo wszystko pracownicy socjalni czują się zdecydowanie mniej bezpiecznie w terenie. Dwie trzecie z nich obawia się o siebie podczas pracy w terenie, a brak bezpieczeństwa w biurze odczuwa jedna trzecia. Połowa ankietowanych stwierdziła, że była narażona na agresję fizyczną. Niemal każdy pracownik socjalny przyznał, że był narażony na agresję werbalną.

Najczęstszymi przypadkami agresji werbalnej są nieuzasadnione donosy (ofiarami ich było 40 proc. pracowników), poniżanie (32 proc.) oraz pomówienia (25 proc.). Wyzwiska i groźby spotkały po kilkanaście procent pytanych pracowników socjalnych. Podczas pracy w terenie najpowszechniejszym środkiem bezpieczeństwa jest asysta kolegi lub koleżanki z pracy. Gaz pieprzowy ma w pogotowiu 16 proc. pracowników OPS, a zaledwie co dziesiąty przeszedł kurs samoobrony. Także same OPS-y nie są specjalnie zabezpieczone. Dwie trzecie ankietowanych przyznało, że w ich biurach nie ma żadnych zabezpieczeń. Co piąty stwierdził, że ma do dyspozycji przycisk bezpieczeństwa, a zaledwie 3 proc. pracuje w miejscu monitorowanym.

NIK oczywiście wspomniał również o fatalnych zarobkach pracowników socjalnych, choć akurat to nie było głównym przedmiotem kontroli. Kontrolerzy wykazali, że niejednokrotnie beneficjenci pomocy społecznej mieli wyższe dochody, niż pracownicy socjalni, którzy im pomagali. To zresztą jest tajemnica poliszynela. Swego czasu wśród pracowników katowickiego sektora komunalnego krążyła anegdota, że pracownicy tamtejszego MOPS powinni być pierwsi w kolejce do zasiłku. Kontrola NIK jedynie wykazała to czarno na białym. Jeśli pracownicy socjalni miewają gorszą sytuację ekonomiczną niż ich podopieczni, a wielu mieszkańców gmin, którzy rzeczywiście powinni otrzymywać pomoc, jej nie dostaje, to jawny znak, że polski system pomocy społecznej jest postawiony na głowie.  

Piotr Wójcik

Publicysta ekonomiczny. Współpracuje z „Nowym Obywatelem”, "Krytyką Polityczną'„Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.