Czy można żyć bez Trybunału?

W ostatnim czasie na nowo rozgorzał spór o Trybunał Konstytucyjny, w którym słowa „demokracja” i „konstytucja” odmienione zostały przez wszystkie znane naszemu językowi przypadki i powtórzone w niezliczonej wręcz liczbie. O ile nie mam tu zamiaru wchodzić w szczegóły sporu i rozstrzygać, kto ma rację, chciałbym skupić się na nieco pobocznym wątku tej historii, mianowicie na temacie Trybunału Konstytucyjnego jako gwaranta praworządności. Nie ulega wątpliwości, że zdecydowana większość państw Unii Europejskiej taki trybunał (bądź inaczej nazywaną, lecz zbieżną z jego funkcją, instytucję) posiada i w zasadzie spośród wybranych tutaj sześciu przykładów jedynie dwa z nich wyłamują się z utartego schematu. Jeśli bez Trybunału Konstytucyjnego nie ma praworządności, jak więc radzą sobie te tyranie i zamieszkujący je obywatele? Odpowiedź Szanowni Czytelnicy znajdą w dalszej części tekstu.

Dla szybkiego przypomnienia pozwolę sobie streścić w kilku zdaniach, jak to wygląda według Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Zgodnie z nią Trybunał ma kompetencje orzekania w sprawach zgodności z Konstytucją ustaw, umów międzynarodowych oraz przepisów wydawanych przez organy centralne (w tym wypadku również z rzeczonymi ustawami i umowami). Rozstrzyga również o zgodności ustaw z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, zgodności celów i działalności partii z ustawą zasadniczą, rozpatruje skargi konstytucyjne oraz spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi organami państwa. Orzeczenia wydane przez Trybunał są ostateczne, a więc nie podlegają dalszemu zaskarżeniu. Sędziowie (łącznie w liczbie 15) wybierani są indywidualnie przez Sejm na 9-letnie kadencje.

Dwoma czołowymi graczami Unii pozostają Niemcy i Francja, dlatego też im przyjrzyjmy się w pierwszej kolejności. W niemieckim Federalnym Trybunale Konstytucyjnym zasiada 16 sędziów wykonujących swoje obowiązki w trakcie 12-letniej kadencji. Dzielą się w swojej pracy na dwa senaty, różniące się zakresem rozstrzyganych spraw. Wyłanianie sędziów pozostaje w kompetencji Bundestagu, niemniej scedował on tą kompetencje na wydelegowaną do tego celu komisję, w której wszystkie frakcje parlamentarne reprezentowane są w sposób proporcjonalny.

We Francji opisywaną rolę pełni Rada Konstytucyjna. Składa się ona z 9 członków powoływanych na 9-letnią kadencję, a wymiana następuje co 3 lata odświeżając gremium o takąż właśnie liczbę radców. Ponadto w jej skład wchodzą wszyscy żyjący prezydenci Francji. Jeśli chodzi o wybieralnych członków, to rozwiązanie francuskie różni się od tych już przedstawionych, ponieważ uznaje za zasadne zróżnicowanie sposobu wyłaniania ze względu na organ, który wskazuje właściwych kandydatów na te stanowiska. I tak po trzeciej części radców wskazują Prezydent, Zgromadzenie Narodowe i Senat.

Nieco zbliżonym do powyższego rozwiązaniem dysponują Włochy, które dysponują liczbą 15 sędziów, jednak wybieranych w dużo bardziej zróżnicowany sposób. Po trzeciej części wybiera Prezydent oraz parlament na wspólnym posiedzeniu obu izb. Z ostatniej części 3 sędziów mianuje Trybunał Kasacyjny oraz po jednym – Rada Stanu i Trybunał Obrachunkowy. Kadencja, podobnie jak w Polsce trwa 9 lat. Co jest tu dla nas chyba najważniejsze, włoski Trybunał Konstytucyjne cieszy się dość dużą popularnością i autorytetem. Dzieje się tak pomimo (a może właśnie dlatego) jego wyjątkowej aktywności przejawiającej się imponującą liczbą ponad 100 orzeczeń rocznie. W parlamencie zaś nie mówi się o tym, jak należałoby go ograniczyć, ale o tym jak rozszerzyć jego kompetencje, by był jeszcze skuteczniejszy.

Ostatnim z omawianych państw posiadających odrębny sąd konstytucyjny jest Hiszpania. W ustawie zasadniczej nie jest on jednak wskazany jako organ sądowniczy, ale wyjęty został z tego rozdziału i osadzony w odrębnym. Kadencja dwunastu tym razem członków trwa 9 lat. Formalnie wszyscy powoływani są przez Króla, co 3 lata odnawiając trzecią część składu. Po 4 sędziów przedstawiają mu do nominacji obie izby parlamentu, a po 2 kolejnych odpowiednio Rząd oraz Rada Główna Sądownicza.

Co się dzieje w przypadku, gdy sądu konstytucyjnego po prostu nie ma? A no nic. Państwo funkcjonuje tak jak przez wieki, sam fakt istnienia, bądź nieistnienia tego organu nie ma wpływu na ocenę praworządności przez opinię międzynarodową. Holandia jest tutaj jednym ze skrajniejszych przykładów, ponieważ nie przewiduje ani odrębnej instytucji, ani nie przekazuje stosownych kompetencji żadnemu innemu organowi. Zgodnie z holenderską konstytucją w przypadku, gdyby umowa międzynarodowa zawierała przepisy stojące w sprzeczności z ustawą zasadniczą, to w dalszym ciągu można by ją ratyfikować, jeśli Stany Generalne przegłosują to większością 2/3 głosów. Sądy nie mają żadnych kompetencji do badania zgodności prawa wewnętrznego z Konstytucją, wobec czego nie można też go zaskarżyć. Jedyną formą zmiany przepisu, potencjalnie naruszającego prawa lub wolności obywateli (bądź też generalnie praworządność) jest procedura legislacyjna w Stanach Generalnych.

Innym z państw europejskiej czołówki jest Wielka Brytania, nie będą nią się jednak w tym tekście zajmował. Bynajmniej przez ich znaną już w świecie zdecydowaną wolę podjęcia decyzji, której równie zdecydowanie podjąć nie mogą, ale ze względu na fakt, że anglosaski system common law zbyt różni się od naszego kontynentalnego, by w tej, w gruncie rzeczy, dość prostej analizie sytuacji porywać się na przyrównywanie rozwiązań brytyjskich do tych, które stosowane są po drugiej strony Kanału La Manche (czy jak kto woli Kanału Angielskiego). Z podobnych względów nie będę powoływał się na rozwiązania amerykańskie, choć dzięki posiadaniu formalnej konstytucji z pewnością byłoby to bardziej zasadne.

Na koniec warto wspomnieć o państwie z drugiego końca Europy, które ani nie należy do kontynentalnych potęg, ani nie jest z reguły przedstawiane jako wzór praworządności (bynajmniej z powodu jakichś uchybień, jednak nie ulega wątpliwości, że nasza część Europy raczej nie jest zbyt często dostrzegana na jej drugim krańcu). Mowa tu o Estonii, która podobnie jak Holandia sądownictwa konstytucyjnego nie posiada, ale dysponuje za to instytucją, którą bez wątpienia warto przytoczyć, choćby dla samego faktu zaznaczenia, że istnieją również takie, dość osobliwe rozwiązania. Okazuje się, że praworządność można chronić również przy pomocy organu jednoosobowego, którym w systemie politycznym Estonii jest Kanclerz Sprawiedliwości.

Kanclerz sprawuje nadzór nad zgodnością aktów prawa wykonawczego i ustawodawczego z Konstytucją i ustawami. Jeśli uzna, że dany akt prawny pozostaje w sprzeczności z ustawą zasadniczą (również ustawą w przypadku aktów wykonawczych) zwraca się w tej kwestii do parlamentu, który ma 20 dni na zapoznanie się ze sprawą i uzgodnienie nieścisłości z aktem prawa wyższego rzędu, z którym wchodzi w kolizję. Jeśli to nie nastąpi, Kanclerz zwraca się do Sądu Państwowego (odpowiednik polskiego Sądu Najwyższego) z wnioskiem o orzeczenie nieważności aktu.

Ten osobliwy, estoński, „jednoosobowy trybunał” wybierany jest na 7-letnią kadencję i choć zgodnie z przepisami konstytucyjnymi jest niezawisły, to jednak nie jest nieusuwalny. Za zgodą większości członków parlamentu może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej, natomiast na drodze orzeczenia sądowego może zostać usunięty z urzędu.

Oczywiście dysponując ograniczoną długością tekstu (wszak z założenia stosunkowo krótki artykuł publikowany na portalu nie powinien zbytnio zanudzić czytelnika i nie wywołać bólu oczu lawiną tekstu na monitorze) trudno jest dokonać pełnej analizy stanu rzeczy, ani też szczegółowo opisać każdy z wyżej wymienionych przypadków. O ile nie ulega wątpliwości, że w zdecydowanej większości państw europejskich mamy do czynienia z istnieniem Trybunału Konstytucyjnego lub inaczej nazwanego, lecz odpowiadającego mu organu, to przykłady w pełni demokratycznych i uznawanych za praworządne państw jasno pokazują, że brak takich rozwiązań nie jest politycznym nietaktem na europejskich salonach.

Co więcej jeśli chodzi o zarzut dokonywania wyborów sędziów Trybunału według kryteriów politycznych jest on o tyle nietrafiony, że (jak istotnie w naszej debacie publicznej podnoszono) rzeczywiście rozwiązanie niemieckie również posługuje się podobnym modelem i to w sposób najbardziej zbieżny z polskim spośród omawianych tu przykładów. Być może jest więc to kwestia bardziej „cywilizowanych” metod przeprowadzenia tej procedury, ponieważ trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek zakłada brak inspiracji politycznej w przypadku wyboru dokonywanego przez parlament, który w porządku demokratyczno-liberalnym stanowi reprezentację partii politycznych danego kraju.

Jeśli miałbym pokusić się o własną opinię, nie wydaje mi się rozwiązaniem rozsądnym sugerowanie, że Polska mogłaby sobie „poradzić” bez Trybunału Konstytucyjnego, który bez wątpienia jest potrzebny. Funkcjonowanie w przypadku braku podobnej instytucji to przejaw skutecznie wykształconych w organicznym procesie norm politycznych, które pozwalają na zachowanie takiego stanu rzeczy. Polska takich norm ani nie miała okazji wytworzyć, ani tez nie daje szans na ich powstanie w dobie coraz bardziej polaryzującej się debaty publicznej, wieszczącej koniec porządku politycznego do jakiego przywykliśmy.

To co można by zrobić w obecnej sytuacji, o ile nie jest zbyt abstrakcyjnym pomysłem wzbicie się ponad partyjne podziały, to stworzenie bardziej niezależnego od parlamentu Trybunału i rzeczywista zmiana Konstytucji w tym zakresie. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby przy obecnym stanu rzeczy zgodne orzeczenie woli ustanowienia lepszego, bardziej profesjonalnego i bardziej niezależnego sądownictwa konstytucyjnego i zaczerpnięcie inspiracji z rozwiązań włoskich czy hiszpańskich, gdzie droga mianowania poszczególnych części składu sędziowskiego jest bardzo zróżnicowana, przez co trudniejsza do kontrolowania przez jeden ośrodek.

Kończąc, należałoby odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie. Zatem czy da się przeżyć bez Trybunału? Owszem da się, choć nie zawsze będzie to dobre życie. Jednak trzeba pamiętać, że jeszcze gorsze jest życie ze źle funkcjonującym i pozbawionym autorytetu Trybunałem.

Sebastian Bachmura

Absolwent prawa, tradycjonalistyczny konserwatysta, publicysta. Współpracuje m.in. z czasopismem "Pro Fide Rege et Lege" oraz "Portalem Myśli Konserwatywnej - konserwatyzm.pl" i portalem "Myśl Konserwatywna".