Polska szkoła lepsza niż się wydaje

            Tegoroczne badanie PISA bezapelacyjnie wygrali Chińczycy, którzy w każdej z kategorii zajęli całe podium. Uczniowie z Polski po raz kolejny jednak pokazali, że za poziom szkolnictwa wstydzić się nie musimy. Niestety zamożność rodziny wciąż w ogromnym stopniu wpływa na wyniki w nauce uczniów nad Wisłą.

            Polska szkoła w społecznej świadomości nie ma dobrej prasy. Według często pojawiających się w różnych miejscach opinii, absolwenci polskich szkół trafiają na uniwersytety nie mając podstawowej wiedzy, a profesorowie podobno łapią się za głowy z powodu niskiego poziomu pierwszoroczniaków na uczelniach wyższych. Gdzieniegdzie słychać nawet głosy, że obecny poziom polskiego szkolnictwa jest niższy niż w PRL, o II RP nie wspominając. Gimnazja były podobno wylęgarnią patologii, dlatego zresztą je zlikwidowano, a nauczyciele w większości trafili do tego zawodu tylko po to, by mieć dwumiesięczny urlop w lecie oraz kilkunastogodzinny tydzień pracy. Oczywiście stereotypy dotyczące polskiej edukacji nie biorą się całkiem znikąd, powstają na bazie doświadczeń części rodziców i uczniów, jednak zbierając je razem ułożymy wyjątkowo przekłamany obraz nadwiślańskich szkół – typową karykaturę, w której wady są wyolbrzymione, a zalety celowo pominięte. Najnowsze wyniki badań PISA za rok 2018 po raz kolejny udowadniają, że akurat edukacja podstawowa w ciągu tych trzech dekad III RP udała się nam nie najgorzej.

Chiny kontra reszta świata

            Oczywiście tym, co najczęściej przykuwa uwagę w corocznych publikacjach badania PISA (Programme for International Student Assesment), przeprowadzanego pod egidą OECD, są wyniki uczniów w wieku 15 lat w trzech kategoriach: czytanie, matematyka i nauki ścisłe. Każdą z tych kategorii zdominowali Chińczycy, w każdej zajmując… całe podium. Było to możliwe, gdyż w badaniu PISA oddzielnie występuje w sumie pięć organizmów politycznych, które zamieszkują Chińczycy. Trzy z nich są pod kontrolą Chińskiej Republiki Ludowej (Makau, Hongkong, a także cztery chińskie prowincje i metropolie – Pekin, Szanghaj, Jiangsu i Zhejiang występujące wspólnie jako B-S-J-Z), a dwa kolejne są suwerennymi państwami (Singapur oraz Tajwan). W każdej z kategorii wygrali uczniowie z B-S-J-Z, na drugim miejscu byli młodzi mieszkańcy Singapuru, a na trzecim 15-latkowie z Makau. Ten pogrom, jaki zgotowali uczniowie z Chin reszcie świata, musi budzić respekt i przypominać globalnych ambicjach tego państwa. Warto jednak pamiętać, że w badaniu wzięli udział uczniowie tylko z kilku zdecydowanie najbardziej rozwiniętych rejonów Chin. Gdyby PISA 2018 objęła także uczniów z chińskiego interioru, uśrednione wyniki Chińczyków byłyby zdecydowanie gorsze.

            Dla nas najważniejsze są oczywiście wyniki uczniów z Polski. I one muszą nastrajać bardzo pozytywnie, gdyż w każdej z kategorii znaleźliśmy się w czołówce. W czytaniu ze zrozumieniem młodzi Polacy znaleźli się na dziesiątym miejscu, za Koreańczykami a przed Szwedami. Także dziesiąte miejsce uczniowie znad Wisły zajęli w umiejętnościach matematycznych, ale tym razem znaleźli się między Holendrami i Szwajcarami. Jedenaste miejsce, pomiędzy Tajwanem i Nową Zelandią, polscy 15-latkowie zajęli w naukach ścisłych. W badaniu wzięli udział uczniowie z 99 państw, więc pod względem przeciętnych umiejętności uczniów kończących szkolnictwo podstawowe jesteśmy w ścisłej światowej czołówce.

            Jako że badanie PISA, jak co roku zresztą, zdominowali uczniowie z Azji (poza Chińczykami świetne wyniki zanotowali także młodzi Koreańczycy i Japończycy), wyniki Polaków wyglądają jeszcze lepiej jeśli weźmiemy pod względem tylko kraje należące do Unii Europejskiej. W takim zestawieniu Polacy znaleźli się na trzecim miejscu w naukach ścisłych (za Estonią i Finlandią) oraz matematyce (za Estończykami i Holendrami), a także na czwartym w czytaniu ze zrozumieniem (oczywiście za Estończykami i Finami, a także Irlandczykami).

Biedniejsi wypadają gorzej

            Mniej optymistyczne są już za to różnice w wynikach polskich uczniów przy podziale na grupy socjo-ekonomiczne. Mianowicie zamożność rodziny w bardzo dużym stopniu przekłada się na wyniki w nauce poszczególnych dzieci. Przykładowo średni wynik z czytania wśród uczniów pochodzących z rodzin należących do 10 proc. najbogatszych Polaków jest o 120 punktów wyższy niż przeciętny wynik uczniów pochodzących z 20 proc. najbiedniejszych. W Estonii ta różnica wynosi tylko nieco ponad 50 punktów. Różnica w wynikach dzieci pochodzących z 20 proc. najbiedniejszych i najzamożniejszych części społeczeństwa w Polsce wynosi 110 punktów, a w Irlandii 80 punktów. Oczywiście umiejętności polskich uczniów z biednych rodzin w porównaniu do analogicznej grupy z pozostałych państw także są wysokie (12 miejsce w czytaniu), jednak wyniki badania niezbicie dowodzą, że zamożność rodziny w bardzo dużym stopniu przekłada się na oceny w szkole, a co za tym idzie na dalsze możliwości życiowe.

            Widać to jeszcze wyraźniej w innym wskaźniku. Zaledwie 30 proc. uczniów z biednych środowisk planuje ukończyć studia. To czwarty najniższy wynik z 80 występujących w tym zestawieniu krajów. Średnia dla wszystkich krajów to nieco ponad 50 procent. Wśród polskich dzieci z zamożnych rodzin chęć ukończenia uczelni wyższej jest już zdecydowanie wyższa, bo wynosi 87 procent, co jest nawet nieco wyższe od średniej. Przyjmując, że te deklaracje przekładają się na późniejsze decyzje edukacyjne, trzeba wyciągnąć wniosek, że ukończenie studiów jest w Polsce determinowane w ogromnym stopniu przez status ekonomiczny rodziny, w której się przyszło na świat. Potwierdzają to zresztą inne badania, na przykład te przeprowadzone parę lat temu przez Instytut Badań Strukturalnych.

            Tezę, że w Polsce to status socjo-ekonomiczny rodziny w dużo większym stopniu determinuje wyniki w nauce, niż szkoła, do której się chodzi, pośrednio potwierdzają także różnice w wynikach wewnątrz szkoły i pomiędzy szkołami. Przeciętne wyniki w nauce uczniów różnych placówek w Polsce różnią się jedynie o 18 proc., przy średniej dla wszystkich krajów wynoszącej 29 proc. Tylko w 10 krajach świata różnice w wynikach pomiędzy szkołami są niższe. Można więc powiedzieć, że polska sieć szkół jest bardzo egalitarna. Za to już różnice między wynikami poszczególnych uczniów wewnątrz jednej szkoły są w Polsce jednymi z wyższych na świecie – wynoszą niemal 80 proc., przy średniej 71 proc.

Niskie różnice między płciami

            Polskie szkoły wyróżniają się zresztą tym, że ich wyposażenie jest bardzo zbliżone. Zarówno pod względem liczebności kadry nauczycielskiej jak i wyposażenia szkoły z biednych regionów kraju („defaworyzowane) nie odbiegają od szkół zamożnych („uprzywilejowane). Pod względem kadry nauczycielskiej w tych pierwszych jest nawet minimalnie lepiej. Warto zauważyć, że poziom wykształcenia polskich nauczycieli jest najwyższy na świecie. Zarówno w szkołach „defaworyzowanych” jak i „uprzywilejowanych” odsetek nauczycieli mających wyższe wykształcenie zdecydowanie przekracza 95 procent, a w tych drugich niemal sięga 100 proc. Żaden inny kraj nie może się pochwalić takim wynikiem. Najbliżej Polski są Finlandia, Czechy i Słowacja. 

            Polska wyróżnia się także w innym aspekcie – różnic między płciami. Różnice w wynikach w matematyce pomiędzy chłopakami i dziewczynami wynoszą 2 punkty na korzyść tych pierwszych, więc są w zasadzie pomijalne. Podobnie minimalna różnica między płciami występuje w chęci rozwijania się w kierunkach ścisłych – inżynierem chce zostać tylko 2 pkt. proc. więcej chłopców niż dziewczyn. W żadnym innym kraju, poza Słowacją, różnice w zainteresowaniu naukami ścisłymi między płciami nie jest tak małe, jak w Polsce. Przy czym warto też zauważyć, że w Polsce generalnie zainteresowanie naukami ścisłymi wśród uczniów jest niewielkie. Rozwijać się w tym kierunku chce 12 proc. dziewczyn i 14 proc. chłopaków. Średnia dla chłopców we wszystkich krajach jest 10 punktów procentowych wyższa niż w Polsce. Młode Polki chcą za to zdecydowanie częściej niż Polacy rozwijać się w medycynie – o tym kierunku studiów myśli 30 proc. dziewcząt i tylko 10 proc. chłopców.

            Warto pamiętać, że obecne badanie PISA jest ostatnim wykonanym przed reformą edukacyjną likwidującą w Polsce gimnazja. Z badań PISA wynika, że ostatnie kilkanaście lat było dla polskiej edukacji wyjątkowo udanych. Raport opublikowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego „PISA 2018, czyli ostatni pokaz umiejętności polskich gimnazjalistów” wskazuje, że postęp w wynikach zanotowany od 2000 roku był wśród polskich uczniów bardzo duży – w 2000 r. notowali oni średnio 480 punktów, a w 2018 roku już niecałe 520. Choć w tym czasie średnie wyniki dla wszystkich krajów nieco spadły – z 500 do 490. Co ważniejsze, od początku wieku Polska zanotowała najwyższy na świecie wzrost wyników wśród najsłabszych uczniów – poprawili się oni o 41 punktów. Uczniowie najlepsi poprawi się w tym czasie o 33 punkty, co też było jednym z najlepszych wyników wśród badanych krajów. Pytaniem jest oczywiście, w jakim stopniu do tego niewątpliwego postępu przyczyniły się same gimnazja, a w jakim ogólna poprawa stanu polskiego szkolnictwa wynikająca z nieustannego wzrostu zamożności naszego kraju.

            Tego, jak wpłynie likwidacja gimnazjów na wyniki polskich uczniów, dowiemy się najwcześniej w 2022 roku. Bo wtedy zostanie opublikowane badanie PISA 2021, które po raz pierwszy obejmie roczniki, które w całości przeszły przywrócony system 8-letniej podstawówki. Jeśli wyniki młodych Polek i Polaków okażą się wyraźnie gorsze, będzie to pierwszy jasny sygnał, że likwidacja gimnazjów była błędem. Obecnie za wcześnie to osądzać.

Piotr Wójcik

Publicysta ekonomiczny. Współpracuje z „Nowym Obywatelem”, "Krytyką Polityczną'„Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.