Czy USA uderzą w końcu sankcjami w Nord Stream 2?

Zza oceanu znów nabiegły wieści o możliwych sankcjach Stanów Zjednoczonych na spółki zaangażowane w projekt Nord Stream 2. Czy Ameryka zdąży jeszcze wyhamować ten projekt?

W mediach pojawiły się kolejne zapowiedzi dotyczące możliwych sankcji USA na gazociąg Nord Stream 2. Zgodnie ze słowami Jima Rischa, przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Senatu USA, instrumenty te mają być już przewidziane w budżecie Pentagonu na nowy rok finansowy. Jeśli rzeczywiście doszłoby do nałożenia skutecznych i szerokich sankcji na spółki zaangażowane ten kontrowersyjny projekt, to okazałoby się, że Stany Zjednoczone znacznie dynamiczniej działają na rzecz budowy europejskiego bezpieczeństwa energetycznego niż np. Niemcy, Francja czy Austria (w tym przypadku bezpieczeństwo to jest w interesie Waszyngtonu, a nie Berlina, Paryża czy Wiednia). Niemniej, sprawa Nord Stream 2 to tylko jedno z wielu pól, gdzie USA starają się kontrować Rosję, która przeszła w Europie do energetycznej ofensywy.

Przez ostatnie lata Moskwa rozpoczęła realizację projektu Turk Stream (gazociągu biegnącego po dnie Morza Czarnego, który stanowić ma południową drogę dostaw gazu do Europy), sfinansowała 80% rozbudowy węgierskiej elektrowni jądrowej Paks (wiążąc w międzyczasie państwo Viktora Orbána dużymi umowami gazowymi), zaangażowała się w budowę elektrowni jądrowej w białoruskim Ostrowcu (choć jednostka ta miała być symbolem niezależności Białorusi) i weszła we współpracę przy budowie fińskiej siłowni atomowej Hanhikivi.

Wszystkie te działania Rosji składają się na sieć zależności energetycznych, którą Kreml rozpościera nad Europą, uzależniając ją m.in. od dostaw swojego gazu. Działania Moskwy na tym polu nie są bowiem jedynie posunięciami ekonomicznymi, mało tego: często mają niewiele wspólnego z finansowym rachunkiem zysków i strat (vide: Nord Stream 2, który z czysto gospodarczego punktu widzenia jest trudnym do uzasadnienia projektem). Rosja używa swojego potencjału surowcowego do gry politycznej – boleśnie przekonali i przekonują się o tym Ukraińcy, którzy doświadczyli wojen gazowych, a teraz pozbawiani są statusu gazowego kraju tranzytowego. Swoje wiedzą o tym także Polacy – wystarczy wspomnieć dziwne „awarie” dostaw gazu realizowanych przez Jamał, które przytrafiły się przy okazji Szczytu NATO w Warszawie i wizyty Donalda Trumpa w stolicy Polski. Wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej na temat takich działań Kremla polecam książkę „Gazprom. Rosyjska broń” Michaiła Zygara i Walerija Paniuszkina.

Wróćmy do USA. Waszyngton dostrzega te ruchy Rosji i stara się je – w miarę możliwości – kontrować, zwłaszcza, że leży to w amerykańskim interesie (politycznym i gospodarczym). Sporo z tych działań zogniskowało się w Polsce (mowa m. in. o LNG czy współpracy przy projekcie jądrowym), więc nasza optyka jest skupiona w dużej mierze na współpracy z Ameryką i stopniowym wypieraniu energetycznych wpływów Rosji. Jesteśmy jednak europejskim wyjątkiem.

Czy zatem ewentualne sankcje na Nord Stream 2 będą w stanie zmienić ten energetyczny krajobraz Europy? Jest to tak naprawdę zakamuflowane pytanie o to, czy budowę tego gazociągu da się jeszcze zatrzymać. Obecnie byłoby to bardzo trudne, żeby nie powiedzieć: niemożliwe. Zwłaszcza, że USA mają już od dawna odpowiednie instrumenty prawne, by nałożyć takie sankcje (jest to możliwe dzięki wprowadzonej w 2017 roku ustawie Countering America’s Adversaries Through Sanctions Act) i jak na razie wstrzymują się z ich uruchomieniem, choć groził tym m. in. amerykański ambasador w Berlinie Richard Grenell.

Podsumowując: sankcje Stanów Zjednoczonych na Nord Stream 2 mogą się pojawić, mogą też być dotkliwe (zwłaszcza, że w 2020 roku Amerykanie wybierać będą prezydenta, a uderzenie – nawet pośrednie – w Rosję byłoby niewątpliwym atutem w kampanii), ale gazociągu raczej nie zatrzymają. Niemniej, USA ma szereg innych pól w Europie, które wymagają działań, by nie oddać ich Kremlowi. Powinniśmy obserwować je nie mniej pilnie niż budowę Nord Stream 2.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.