Operacja ,,Farsz”, czyli jak dezinformacja otworzyła Aliantom drzwi do Europy

„Mincemeat”, czyli Farsz, to kryptonim jednej z najciekawszych operacji wywiadowczych II Wojny Światowej.

Początek roku 1943. Kampania północnoafrykańska zbliża się do końca. Wojska alianckie przymierzają się do inwazji na Europę kontynentalną. Zwycięstwo w Maghrebie sugeruje, że furtką na kontynent powinny być Włochy, a dokładnie- Sycylia, wyspa wysunięta w kierunku Afryki. Jednakże, o dogodności tej wiedzą zarówno Alianci jak i Rzesza oraz jej sojusznicy. Dlatego też, Brytyjczycy stawiają sobie ambitny cel: oszwabić Niemców. Przekonać Hitlera, że Sycylia jest jedynym bezpiecznym skrawkiem ziemi w całym obszarze Morza Śródziemnego.

Jak przekonać nieprzyjaciela, że informacja, którą otrzymuje jest prawdziwa, nie wzbudzając jednocześnie jego podejrzeń ani co do źródła, ani co do treści tegoż komunikatu? Trzeba wywołać przekonanie, że wróg wszedł w posiadanie tej treści w sposób przypadkowy, dzięki swojemu szczęściu.

Do tego celu należy użyć bardzo specjalnego człowieka. Mianowicie, martwego człowieka. Albo też ,,człowieka, którego nie było”. Tak rozpoczyna się przygotowanie operacji ,,Mincemeat” (czyl Mięso Mielone, a więc: Farsz), którą dowodzi komandor Ewen Montagu.

Wywiad brytyjski wpada na pomysł, by zdezinformować Niemców za pomocą listu, który będzie miał przy sobie martwy oficer, wyrzucony przez morze u wybrzeży Hiszpanii (działał tam intensywnie niemiecki wywiad). Pomysł pochodził od jednego z pracowników MI5, który proponował początkowo, by spreparować śmierć skoczka spadochronowego. Jednakże, sfingowanie zgonu desantowca byłoby znacznie trudniejsze niż podstawienie topielca

Brytyjczycy szukają więc ciała. Dzięki pomocy patomorfologa Bernarda Spilsbury’ego natrafiają na ciało 34-letniego mężczyzny, który zmarł w końcu listopada 1942 roku na chemicznie zainfekowane zapalenie płuc (spożył trutkę na szczury). Dzięki temu, płyny w jego płucach mogły uchodzić za takie, jakie znajdują się w płucach topielca.

Londyn doskonale wie, że będzie miał do dyspozycji tylko jeden strzał. Dlatego też, przygotowania przeprowadzono niezwykle skrupulatnie. Stworzono fikcyjną postać majora czasu wojny Williama Martina z Royal Marines, urodzonego w 1907 roku w Cardiff. Zakupiono mundur polowy z odpowiednimi dystynkcjami, buty i płaszcz, które następnie ,,znoszono” chodząc w nich przez trzy miesiące. Z kolei bieliznę uzyskano od rodziny tragicznie zmarłego historyka H.A.L. Fishera. Do zrobienia legitymacji wykorzystano zdjęcie podobnego mężczyzny.

Następnie, postać Martina ,,uczłowieczono”. Do portfela dodano mu zdjęcie narzeczonej imieniem Pam (w rzeczywistości była to urzędniczka MI5, Jean Leslie), dorzucono też trochę listów miłosnych i list od ojca Martina, który krytykował jego związek z ,Pam. W kieszeniach nieboszczyka schowano klucze, wykorzystane bilety do kina i inne drobiazgi. Przy majorze znaleziono też niezapłacony rachunek i notę z banku o przekroczeniu limitu konta.

Kluczowym atrybutem Martina był list z informacjami od generała Archibalda Nye’a do gen. Harolda Alexandra, dowódcy wojsk brytyjskich w Afryce Północnej. Jako cel ataku aliantów wskazywał on Sardynię i Korsykę oraz Grecję. W liście była też wzmianka o przeprowadzeniu pozorowanego ataku na Sycylię.

Następnie, spreparowane zwłoki i dokument przetransportowano na pokładzie okrętu podwodnego ,,Seraph” do wybrzeży Hiszpanii i wrzucono do wody. Zostały one odnalezione 30 kwietnia 1943 roku przez rybaka z wioski Punta Umbria, który natychmiast powiadomił policję. Wkrótce znaleziskiem zainteresował się Adolf Clauss, rezydent Abwehry w Hiszpanii. Dotarł on do dokumentów znalezionych przy denacie i zbadał je (otwierając kopertę z listem nie zauważył ,,czujki” w postaci dwóch rzęs umieszczonych w niej przez Montagu). Oryginały zostały zwrócone ambasadzie brytyjskiej (prośba o zwrot wystosowana przez Londyn też była elementem uwierzytelniania operacji, podobnie jak zamieszczenie nazwiska Martina na łamach The Times w rubryce z poległymi w danym miesiącu oficerami). Niemieckie służby – pomimo drobiazgowej kontroli i sprawdzenia nawet biletów do kina – dały się oszukać, rybka połknęła haczyk.

Ze względu na informacje, które znaleziono przy Martinie, Hitler nakazał wzmocnienie Sardynii i Korsyki, a do Grecji posłał feldmarszałka Rommla. Sycylia została natomiast praktycznie opróżniona z wojsk Rzeszy. Odwołano z niej nawet łodzie patrolowe i trałowce. Dzięki temu, Alianci mogli swobodnie przeprowadzić desant na tę wyspę, czyli operację ,,Husky”.

Jakie wnioski wysuwają się z tej historii? Cóż, przede wszystkim, należy pamiętać, by do takich ,,szczęśliwych trafów” podchodzić z ogromną ostrożnością. Nie wiadomo, czy informacja, którą ,,przypadkiem pozyskano” nie jest czasem celową wrzutką przeciwnika. Jednakże należy pamiętać, by nie przesadzać z nieufnością. Trauma wywiadowcza po operacji Mincemeat spowodowała, że gdy w dwa dni po D-Day roku w estuarium rzeki Vire w Normandii znaleziono barkę desantową z dokumentami, które zawierały wskazania przyszłych celów Aliantów, to informacje te zostały całkowicie zignorowane i uznane za oszustwo.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.