Chiński cel uświęca środki

24 kwietnia 2017 roku w chińskim portalu społecznościowym Fan Yusu opublikowała autobiograficzny esej o problemach z migracją zarobkową. W ciągu kilkunastu godzin Fan stała się głosem grupy, której oczekiwania czekają na rozwiązanie przez państwo.

Za wielkim światem

Fan Yusu ma 44 lata, dwie córki, dwóch braci, siostrę i matkę. Urodziła się w Xiangyang w prowincji Hubei położonej około tysiąca kilometrów od Pekinu. W wieku 20 lat pojechała do stolicy, by – jak sama pisze – zobaczyć wielki świat.

Swoje losy opisała w opublikowanym w internecie pod koniec kwietnia 2017 roku eseju liczącym 7 tys. słów. W ciągu 24 godzin udostępniono go ponad 100 tys. razy, pojawiło się pod nim 20 tys. komentarzy. Chińskie media twierdzą, że tekst zatytułowany “Jestem Fan Yusu” przeczytało już ponad milion osób.

Przez długi czas Fan ukrywała się przed mediami. Dziennikarze szukali jej w wiosce Picun, 30 km na wschód od centrum Pekinu, gdzie Fan pisała, że mieszka od kilku lat. Wraz z nią 30 tys. osób, które przyjechały do stolicy w poszukiwaniu lepszego życia. Łącznie w całym kraju liczbę migrantów zarobkowych szacuje się na ponad 281 mln.

Głos pokolenia

Opisując swoją historię Fan stała się tym samym głosem nie tylko pokolenia, ale i ogromnej społeczności Chińczyków, którym opuszczają rodzinne strony w poszukiwaniu lepszej pracy i warunków życia. Wioska Picun jest według Fan jednym z przykładów zmian zachodzących w chińskim społeczeństwie. Ze względu na rozrastające się miasta ceny gruntu na przedmieściach rosną czyniąc z dotychczasowych rolników milionerów. “Nuworysze obnoszą się ze swoim bogactwem, samochodami, zegarkami czy torebkami” – pisze Fan. “Ale my w Picun obnosimy się ze swoimi psami. Mamy ich więcej niż gdziekolwiek indziej” – dodaje.

Fan od dziecka pochłaniała książki. Nawyk został jej do dzisiaj, kupuje używane tomy na kilogramy. Twierdzi, że jednym z najsmutniejszych widoków na świecie jest nieczytana książka. Literatura pozwalała jej przetrwać trudne chwile. Od dziecka była oczytana i, jak twierdzi, poznawała świat dzięki literaturze. Śledziła także gazety i dlatego pisze o zjawisku “wiosek pozbawionych matek”, które pojawiło się na przełomie wieków. Przed latami 90. XX wieku Chinki na wsiach najczęściej na świecie popełniały samobójstwa ze względu na brak pracy. Gdy mogły zacząć pracować na własną rękę, zaczęły opuszczać rodziny, a prasa pisała o “dzikich kaczkach mandarynkach, które decydują się na samotne życie” (kaczki w Azji uchodzą za wzór wierności). Wsie oraz przedmieścia dużych miast zapełniały się samotnymi przez całe dnie dziećmi, których matki emigrowały za pracą. Dodatkowo ze względu na brak meldunku w mieście, dzieci nie mogą liczyć na miejsca w szkołach. Dwie córki Fan spotkał ten los. Podczas gdy ona spędzała całe dnie opiekując się dzieckiem swojego pracodawcy, sercem była przy własnych dzieciach.

Fan wielokrotnie podkreśla w swoim opowiadaniu, jak wiele zawdzięcza matce, Zhang Xianzhi. Podziwia ją za energię, nietracenie wiary w ludzi i własną rodzinę, nieskończone pokłady wytrwałości, także wtedy gdy lokalne władze skonfiskowały jej ziemię pod budowę stacji szybkiej kolei. Za teren o powierzchni ok. 4 tys. metrów kwadratowych płacono równowartość 23 tys. juanów (ok. 3300 dolarów). Fan opisuje, że młodzi ochroniarze zatrudnieni do pilnowania porządku brutalnie pacyfikowali protesty starszych mieszkańców wioski chcących walczyć o lepsze traktowanie.

Prawdziwy stan rzeczy

Tekstem Fan zainteresowali się nie tylko internauci, ale również rządowe media. Oficjalny “Dziennik Ludowy” pisał o “opisującym prawdziwy stan rzeczy, jednak zmuszający do myślenia” stylu – “Nie możemy ignorować osobistego cierpienia i problemów społecznych opisanych w eseju, takich jak kształcenie dzieci migrujących pracowników i wynagrodzenie za uprawianie ziemi”. Fan określono także jako “antropologa, który poprzez obserwowanie ludzi z różnych ścieżek życia w mieście zaoferował czytelnikowi nową perspektywę”.

Autorka po udzieleniu kilku wywiadów na początku maja ukrywa się przed mediami. Mówi, że nie ma talentu i nigdy nie marzyła o zmienianiu swojego przeznaczenia przy pomocy długopisu. “Jeżeli za życie uważa się jedzenie, prości ludzie jak ja mogą przetrwać jedząc słodkie ziemniaki, ale po co żyć, jeżeli nie miałoby się myśleć o duszy? Trzeba marzyć. Czuje się wtedy szczęśliwym jak podróżnik, który widzi na horyzoncie światełko” – mówiła w wywiadzie dla “Pekińskiego Dziennika Młodzieży” Fan Yusu.

Trudne życie w wielkim mieście

Kilka tygodni po eseju Fan chińscy internauci dostali kolejny tekst o tym, jak trudne jest życie w nowoczesnym mieście. Konkretnie w Pekinie. 23 lipca 2017 roku bloger Zhang Wumao za swój “Pekin ma 20 mln osób, które udają, że tam mieszkają” został okrzyknięty “Fan Yusu 2.0”.

Według Zhanga w Pekinie nie ma już rdzennych mieszkańców, a ci którzy zostali jedynie udają normalne życie. Bloger nazywa to wprost “fake’iem”, tak jak od czasów Trumpa mówi się o “fake newsach”. Pekin przeszedł zbyt duża transformację, kwartały ulic równane są do zera pod nowe inwestycje, okna sklepów stanowiących od lat jedyne źródło utrzymania niektórych mieszkańców muruje się na polecenie nowej administracji. Pozostają po nich świeże ślady zaprawy i nierówno układane cegły widoczne spod krat, którymi dodatkowo utrudnia się prowadzenie interesów od strony ulicy. W rezultacie sklepy i tak działają, zza krat zawsze znajdzie się jakaś ręka chętna podać towar, a front ulicy staje się jeszcze bardziej połatany i obskurny.

Podobnie jak w przypadku Fan Yusu państwowe media nie zlekceważyły popularności tekstu Zhanga i odniosły się do zarzutów. Agencja informacyjna Xinhua odbiła piłeczkę twierdząc, że nie można mówić o nieprawdziwości Pekinu. Napisano “Życia w mieście nie mogą być +jiazhuang+ czyli udawane”, a Zhang jedynie podnosi niepotrzebną wrzawę. Rządowa telewizja CCTV broni stolicy mówiąc, iż nie jest tak bezduszna jak się ją przedstawia, a jej mieszkańcy dają z siebie wszystko w pogoni za marzeniami. Zhang nie pozostawia wątpliwości – “Pekin jest guzem, którego tempa wzrostu nikt nie jest w stanie kontrolować. Pekin jest rzeką, której granic nikt nie potrafi określić” pisze dodając, że jedyną nadzieją dla miasta pozostaje nowa strefa ekonomiczno-mieszkalna w Xiong’an. Jej utworzenie zapowiedział w kwietniu prezydent Xi Jinping. Xiong’an miałby ułatwić rozładowanie przeciążonego stołecznego organizmu i przejąć od niego dużą część populacji. Zgodnie z tym planem Pekin miałby pozostać centrum politycznym, a jego mieszkańcy mieliby większy komfort przenosząc się 100 km na południowy zachód od stolicy.

Na chińskie warunki nie jest to misja niewykonalna. Jeszcze niedawno z dumą przedstawiano koncepcję stworzenia mega miasta o nazwie JingJinJi złożonego z Pekinu, Tianjinu i prowincji Hebei, które mieściło by ponad 130 mln osób na terenie większym od połowy powierzchni Polski. Z najnowszych badań wynika, iż do 2025 r. 70 proc. Chińczyków, czyli ok. 900 mln ludzi, będzie mieszkać w miastach. Kraj szybko podlega zmianom, a za nie odpowiadają z kolei zaufani ludzie prezydenta Xi. Były burmistrz Pekinu Cai Qi, obecnie szef partii w stolicy, dla mediów to bliski współpracownik Xi. W ciągu ostatnich pięciu lat awansował siedem razy, a tempo zamurowywania sklepów wychodzących na ulice i wyburzanie dzielnic starych chińskich hutongów wynikały z chęci jak najszybszego dostosowania stolicy do zimowych igrzysk olimpijskich planowanych na 2022 r. Choć dotychczas żadne miasto na świecie nie gościło zimowych i letnich igrzysk, dla Pekinu to zaledwie kolejne wyzwanie na liście celów politycznych. Dla jego realizacji poświęcić można tysiące historii jak te opowiedziane przez Fan Yusu, Zhanga Wumao czy ich następców.

Próba dla Pekinu

Na czas XIX Kongresu partii Pekin został po raz kolejny wystawiony na próbę. Wiele restauracji ma zakaz korzystania z instalacji gazowej, ze względów bezpieczeństwa serwuje się zimne dania, nie sprzedaje noży ani nożyczek. Okna mieszkań wychodzących na ważne budynki pozostają opieczętowane naklejkami przymocowanymi przez policję tak, by nie było wątpliwości, że nikt nie będzie w stanie zakłócić wydarzenia, które prawdopodobnie uczyni z Xi Jinpinga nowego Mao XXI wieku. Kontrole bezpieczeństwa przy wejściu na stacje metra zaostrzono do poziomu znanego z lotnisk. Początek święta partii wiązał się dla zwykłych ludzi z dodatkową godziną spędzoną w gigantycznej kolejce do wejścia pod ziemię. Z pewnością niedługo to wydarzenie znajdzie swoje odzwierciedlenie w kolejnym eseju, który błyskawicznie rozejdzie się po sieci.