Dlaczego ludzkość przetrwała Kryzys Kubański?

Połowa października 1962 roku. Kryzys Kubański wchodzi powoli w swoje apogeum, które może przerodzić się w ostatnią wojnę ludzkości. Świat

Ale obyło się bez nuklearnego unicestwienia planety.

Dlaczego?

Zaważył na tym szereg czynników.

Po pierwsze, młody prezydent Kennedy nie uległ presji wojskowych, którzy dość jednoznacznie nakłaniali go do wojny ze Związkiem Sowieckim. „Wyrwijmy niedźwiedziowi nogę aż do jaj! Zaraz, wyrwijmy mu też jaja!” – miał powiedzieć generał lotnictwa Curtis LeMay, znany m.in. z decyzji o bombardowaniu Tokio bombami zapalającymi. Wojskowy ten sugerował wtedy, że „wojna nuklearna i tak jest nieunikniona, a teraz USA mają szanse ją wygrać”. Z kolei generał Thomas Power – również z US Air Force – powiedzieć miał „Trzeba zabić drani. Jeśli po wojnie zostanie dwójka Amerykanów i jeden Rosjanin, to wygraliśmy”. Prezydent Kennedy odparł wtedy: „Tylko niech pan się upewni, że to będzie mężczyzna i kobieta”. Jak widać, wojskowe „jastrzębie” nie zdominowały niedoświadczonego prezydenta, który i tak działał brawurowo, sygnalizując m.in. gotowość zatapiania sowieckich statków płynących na Kubę.

Po drugie, zarówno Stany Zjednoczone jak i Związek Sowiecki nie miały dostatecznie dużych arsenałów jądrowych, by czynnik ten zadecydował o zwycięstwie lub porażce którejkolwiek ze stron. Co ciekawe, w 1962 roku Amerykanie mieli prawie cztery razy więcej międzykontynentalnych rakiet balistycznych zdolnych do przenoszenia głowic nuklearnych niż ZSRS.

Po trzecie, Amerykanie dysponowali informacjami wywiadowczymi, pochodzącymi m.in. od Olega Pieńkowskiego, który dość jasno zobrazował realny potencjał nuklearny Związku Sowieckiego i niegotowość Moskwy na konflikt. Dzięki temu, taktyka Kennedy’ego polegająca na blefie i sygnalizowaniu gotowości do wojny mogła zostać opracowana i wprowadzona.

Po czwarte, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, zadziałało szczęście. 27 października Walentyn Grigorijewicz Sawicki, dowódca jednego z sowieckich okrętów podwodnych, zdezorientowany wybuchami podwodnych pocisków sygnalizacyjnych mających zmusić jego jednostkę do wynurzenia, uznał, że na powierzchni prawdopodobnie trwa już wojna. Podjął zatem decyzję o wystrzeleniu torpedy nuklearnej, biorąc za cel amerykańskie okręty. Żeby to uczynić, potrzebował zgody dwóch innych oficerów. Sprzeciwił się mu jeden z nich – Wasilij Aleksandrowicz Archipow.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.