Hongkong, port pachnący gazem łzawiącym cz. 2

Zobacz część pierwszą!

Cały czas szuka się nowych form oporu. 5 sierpnia przeprowadzono pierwszy w historii Hongkongu strajk generalny. Nazwano go potrójnym (三罷) ze względu na strajk pracowników (罷工), usług (罷消費) i edukacji (罷課冀). 罷 to po kantońsku strajkować. Czyta się “ba”, a to uwielbiającym zabawy słowne mieszkańcom Hongkongu kojarzy się z melodią restauracji McDonald’s. Taką samą, jaką znamy i u nas. 罷喇罷罷罷 brzmi jak “ba la ba ba ba” i sprowadza się do powtarzania słowa “strajk”. Na plakatach zapowiadających protest pojawiło się zatem charakterystyczne logo restauracji z hasłem 勿當奴, “nie bądź niewolnikiem”. W ten sposób przekręcano przed laty chińską nazwę McDonald’s 麥當勞 protestując przeciwko Donaldowi Tsangowi, byłemu gubernatorowi Hongkongu. 

Do masowego strajku mieszkańcy przygotowywali się kilkanaście dni. Żeby bowiem raz a dobrze zablokować system miejskiego transportu, trzeba było sprawdzić, co stanie się w przypadku krótszych, kilkunastominutowych przestojów w kursowaniu pociągów na wybranych odcinkach.

Nowoczesny bunt w Hongkongu choć pozbawiony lidera wzoruje się na jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii miasta – aktorze i mistrzu sztuk walki, Bruce’ie Lee. Hasłem dającym demonstrantom siłę w starciach z uzbrojoną po zęby policją jest wypowiedź, jakiej Bruce Lee udzielił w telewizyjnym wywiadzie w 1971 roku. Pytany o swoją filozofię i podejście do życia powiedział, że najlepiej być jak woda: “Oczyść swój umysł. Porzuć formę i kształt, bądź jak woda. Jeżeli umieścisz wodę w filiżance, stanie się filiżanką. Jeżeli nalejesz ją do butelki, stanie się butelką. A jeżeli wodę umieścisz w czajniku do herbaty, przybierze kształt czajnika. Woda może płynąć lub roztrzaskać się. Mój przyjacielu, bądź wodą” – tłumaczył Lee powołując się na jeden ze swoich ulubionych cytatów, którym posługiwał się na ekranie.

Przepraszamy, ale walczymy o swoją przyszłość

Demonstracje odbywały się również przez pewien czas na międzynarodowym lotnisku Chek Lap Kok. Pasażerów witano “przewodnikami” po gościnnym Hongkongu, w którym do atrakcji turystycznych zaliczano pobicie przez gangsterów, oberwanie gumową kulą czy wdychanie policyjnego gazu łzawiącego. Ponieważ władza pozostawała głucha na postulaty mieszkańców, a lotnisko okazywało się dość bezbronne wobec masowego paraliżu, protesty zadomowiły się w nowej części miasta. Demonstranci przepraszali za wprowadzane zamieszanie, ale twierdzili, że walczą o swoją przyszłość, więc muszą być konsekwentni.

W pewnym momencie sami uznali, że przesadzili. Dwudniowa blokada lotniska 12 i 13 sierpnia o mały włos nie wymknęłaby się wszystkim (łącznie z policją) spod kontroli. Za dnia odwoływano setki lotów, a wieczorami na międzynarodowy terminal przyjeżdżała policja, żeby siłą czyścić teren z ludzi. Ten stan rzeczy nie mógł się długo utrzymać. Skutecznie odcięto protestującym możliwość okupowania portu i demonstracje wróciły do centrum miasta.

Wspominana przesada i agresja ze strony protestujących nie wzięła się znikąd. Dzień przed opanowaniem lotniska, 11 sierpnia jedna z sanitariuszek została trafiona pociskiem śrutowym (tzw. bean bag) w prawe oko. Policja wciąż prowadzi dochodzenie i nie wyklucza możliwości, że do uszkodzenia doszło ze względu na strzał metalową kulką przez innego protestującego, jednak od tamtego momentu pojawiło się kolejne hasło: 黑警還眼!, czarna/skorumpowana policjo oddaj oko! (wym. haakgin łanngan). Wybicie oka było jednym z kolejnych przełomowych momentów w protestach 2019 roku.