“Jestem typkiem z wadami, w sumie jak każdy człowiek” – historia Chady w kinach

Byłam bardzo ciekawa, jak przedstawione zostaną losy rapera Tomasza Chady w filmie “Proceder”, dlatego wybrałam się do kina już w dzień premiery – 15 listopada. I przyznam szczerze, że nie rozczarowałam się. Mimo że nie jestem miłośnikiem jego twórczości, nie miało to żadnego znaczenia w ocenie tej historii. Nie jest to bowiem produkcja tylko dla fanów Chady czy ogólnie hip-hopu, ale dla każdego, kto poszukuje ciekawej fabuły.

W zapowiedziach możemy przeczytać, że film to “poruszająca historia rapera Tomasza Chady – chłopaka z blokowisk, z duszą poety i darem do wpadania w poważne kłopoty. Prawdziwy i szczery do bólu w swoich tekstach Chada ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, zostawiając zszokowanych fanów i dziewczynę, którą kochał”.

Reżyser Michał Węgrzyn podkreślił, że będzie to obraz o ulicy, ulicznych poetach i gangsterach. I właśnie ta mieszanka sprawia, że ten dość długi film wciąga od początku do końca. Wzbudza skrajne uczucia wobec głównego bohatera (myślę, że szczególnie odczuwają to osoby, które nie znają biografii muzyka), raz tłumaczymy sobie jego wybory trudnym dzieciństwem i brakiem perspektyw, a innym razem jesteśmy wściekli, że mimo wyciągniętej pomocnej dłoni, Chada popełnia te same błędy.

Poznajemy rapera jako młodego chłopaka, który zarabia na życie kradnąc sprzęty AGD. Faktycznie dość dobrze nakreślona jest egzystencja w polskich blokowiskach — awantury, pijaństwo, przemoc. Dodatkowo Węgrzyn idealnie odwzorował rodzime realia lat 90. – ludzi zagubionych w nowym, kapitalistycznym systemie, w którym nie są w stanie się odnaleźć. Szukają różnych dróg, aby zarobić na utrzymanie. Idealną sceną, która pokazuje ówczesną sytuacje jest moment, w którym Chada (Piotr Witkowski — zapamiętajcie to nazwisko, bardzo dobra kreacja) opłaca rachunki — po odliczeniu wszystkiego na życie zostaje mu niewielka kwota, za którą musi utrzymać siebie i swoją schorowaną mamę. Większość kolegów z blokowiska angażuje się w nielegalne interesy, nie stroni od alkoholu, narkotyków i kobiet. W podobne ślady idzie również główny bohater za namową “Łysej” – szefowej gangu. W tej roli… Małgorzata Kożuchowska. Nie mogłam się początkowo przyzwyczaić do tej aktorki, ale z każdą sceną radziła sobie coraz lepiej. Nieco infantylna, bardzo kobieca, ale i bezwzględna postać. Tomasz przyjmuje jej propozycje i zaczyna kraść samochody, po jednej z takich akcji wpada w ręce policji wraz z wspominaną “Łysą”. Od tego momentu raper, co jakichś czas ląduje w więzieniu, także z powodu uzależnienia od narkotyków.

Nie jest to jednak postać jednowymiarowa, co idealnie przedstawia “Proceder”. Chada to bohater, który ma wiele odcieni szarości, nie jest czarno-biały. Widzimy, jak troszczy się o swoją mamę, jak szuka w swoim życiu bezpieczeństwa i miłości. Nigdy nie potrafił zagłuszyć wspomnień z trudnego dzieciństwa — jest dzieckiem alkoholika, który znęcał się nad rodziną. Ewidentnie młodemu mężczyźnie brakuje odpowiedniego wzorca męskiego i nie radzi sobie ze swoim życiem. Szuka różnych metod ucieczki od myśli, które nie dają mu spokoju i doprowadzają nawet do próby samobójczej. Jedna z nich prowadzi w ślepy zaułek — narkotyki, alkohol i przypadkowy seks. Druga była jego szansą na wielką metamorfozę, mowa oczywiście o muzyce. W momentach, w których Chada tworzy zmienia się w zupełnie inną postać – jest dowcipny, potrafi idealnie przekazać swoje emocje i trafia do młodych ludzi swoim jasnym i mocnym przekazem. Rap staje się dla niego całym światem i dzięki niemu poznaje ludzi, którzy naprawdę chcą mu pomóc. Jego aniołem stróżem jest Kroku – wydawca płyt Chady. To dzięki niemu artysta dostaje wiele szans na zmianę swojej sytuacji. W tej roli zobaczymy Antoniego Pawlickiego.

Tomasz Chada nagrywał swoje kawałki między odsiadkami, ponieważ co jakichś czas pojawiał się za kratami. Oceniany przez strażników raczej jako chłopak z problemami niż faktyczny kryminalista. Pod koniec filmu widać pewną przemianę, raper zakochuje się w młodej studentce psychologii, która początkowo chce mu pomóc wyjść z nałogu, ale w konsekwencji również odwzajemnia jego uczucia. Postać Moniki, w którą wciela się Agnieszka Więdłocha, jest w mojej opinii nijaka. Spodziewałam się konkretnej kobiety, a nie miałkiej bohaterki.

Chada zaczyna kolejną trasę koncertową, nawiązuje kontakt z mamą, której nie widział kilka lat, planuje wspólne życie z Moniką. I właśnie wtedy kończy się jego historia – kończy się w filmie, ale i w życiu. Reżyser nie daje konkretnej odpowiedzi, co do okoliczności śmierci rapera. W zasadzie i w rzeczywistości ciężko określić, co stało się naprawdę. Zaburzona psychika i nałogi skłaniają nas ku wersji samobójstwa, jednak ostanie dni życia Chady nieco temu zaprzeczają. Tym bardziej że część środowiska mafijnego chciała się go pozbyć, na czele z “Łysą”, która przez niego trafiła do więzienia. Sprawa nadal nie jest wyjaśniona przez prokuraturę, jednak patrząc na to, jak wielu wysoko postawionych funkcjonariuszy było uzależnionych od gangsterów, to być może nigdy nie dowiemy się prawdy.

Nie dziwię się, że życie tego konkretnego rapera zostało wykorzystane do stworzenia obrazu kinowego. Historia, która daje do myślenia, zwraca uwagę widza, a do tego przeplatana jest najlepszymi rapowymi kawałkami Chady, które przybliżają emocje bohatera. Wszystko to sprawia, że klimat filmu przyciąga osoby o różnych gustach muzycznych i filmowych.

Dla mnie jest również swego rodzaju pokłonem dla dzieciaków z blokowisk. Wszystkich tych, którzy każdego dnia walczą o swoją przyszłość i godne życie. Tych, którzy nie widzą lepszych perspektyw. Pewnie każdy z nas zna takiego “chadę” z osiedla, o którym jednak filmu nikt nie robi. Sam reżyser w napisach końcowych apeluje do opinii publicznej — takich ludzi też musimy zauważać. Miejmy tylko nadzieję, że ich losy potoczą się zupełnie inaczej. “Proceder” przyciągnie do kin różnych ludzi, jestem tego pewna. Dodatkowo warto odnotować fakt, że część dochodów ze sprzedaży biletów zostanie przekazana niepełnosprawnym ze stowarzyszenia Prometeus, które wspierał Chada.