Książę-Minister. Zapomniany prekursor pracy organicznej

W przypadającą właśnie teraz kolejną rocznicę nocy listopadowej i jej kolejnych następstw trudno uciec od narodowej martyrologii, która stała się, czy nam się to podoba czy nie, nieodłącznym elementem naszej tożsamości. Jednak to właśnie teraz, kiedy wydarzenia roku 1830 na ten krótki czas wracają do życia, by jeszcze raz można było wspomnieć o bohaterstwie walczących w tej wojnie żołnierzy, pozwolę sobie wykorzystać ten moment, by oddać honory jednemu z tych, o których dziś niewielu pamięta, ponieważ woleli rzetelną, cierpliwą i merytoryczną pracą wywalczyć dla własnego narodu to, co inni tak łatwo wystawiali na szwank, pozwalając zadeptać lata pracy pod butami moskiewskich sołdatów.
fot.: Domena publiczna

Książę Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki, bo o nim mowa, urodził się 16 grudnia 1779 roku w Pohoście na terenie dzisiejszej Białorusi. Odbył naukę w petersburskim Korpusie Kadetów, a następnie, już po rozbiorach, służył jako oficer w armii rosyjskiej, walcząc w kampanii włoskiej przeciw siłom rewolucyjnej Francji. W latach 1813-1815 był członkiem Rady Najwyższej Tymczasowej Księstwa Warszawskiego. Książę prezentował prorosyjski punkt widzenia, upatrując po upadku Księstwa nadzieję na odbudowę Polski właśnie w tej konfiguracji geopolitycznej.

Odziedziczony po Księstwie sukcesywnie drenowanym przez wymogi Napoleona skarb państwa znajdował się w kiepskiej kondycji i nie poprawiły tego pierwsze lata istnienia odrodzonego Królestwa Polskiego. Sam książę Lubecki jeszcze przed objęciem teki ministerialnej był autorem raportu o stanie finansów państwa, który przedstawiał jego rzeczywistą i opłakaną kondycję. Niedługo potem przyszło mu samemu zająć się tym problemem, ponieważ nominacji na ministra skarbu otrzymał w 1821 roku.

Swoją pracę rozpoczął od rewizji zastanego planu budżetu na rok nadchodzący, którego koncepcja w zupełności go nie zadowalała. Od początku wypowiedział również wojnę procederowi defraudacji środków publicznych, co też czynił skutecznie do tego stopnia, że spotykało się to ze skargami w komisjach Izby Poselskiej na zbytnią surowość. Podjął działania na rzecz pozyskania do swojego ministerstwa najbardziej uzdolnionych urzędników, którzy podnieśliby jakość kadry jaką dysponował, a która stała przed trudnym zadaniem zrównoważenia budżetu państwa. Dążył do wytworzenia etosu służby urzędniczej, który chciał zaszczepić w swoich podwładnych, sam zresztą się nie oszczędzał, pracując nieraz podobno nawet i po 20 godzin.

Jego działania na rzecz naprawienia finansów Królestwa przyniosły niezwykle szybki rezultat, bo już pierwszy budżet (1822) w całości wykonany przez niego zakończony został ze znaczną nadwyżką finansów, co wobec dotychczasowych, rosnących długów musiało być niemałym zaskoczeniem, zwłaszcza dla wszelkich „sceptyków”, którzy z upodobaniem słali donosy na księcia do samego Petersburga. Co więcej, cały ten sukces osiągnięty został bez nakładania nowych podatków i podwyższania już istniejących (jednak w późniejszym okresie sięgnięto już po takie rozwiązania), choć oczywiście należało zaangażować się w bardziej efektywne ściąganie podatków oraz sięgnąć po pieniądze, które dopiero miały wpłynąć do kasy państwowej.

W tym celu książę zwrócił się do polskich obywateli odwołując się do ich uczuć patriotycznych z apelem o zapłatę części przyszłych zobowiązań podatkowych, co też wielu z nich skwapliwie uczyniło. Niestety później zszargał nieco swój dobry wizerunek doprowadzając do wojskowej egzekucji zaległości podatkowych w taki sposób, że niejeden podatnik, który dopiero co z patriotycznego odruchu zapłacił swój przyszły podatek, teraz musiał niejako „pod bagnetem” płacić  inne należności. Przysporzył tym sobie Drucki-Lubecki nowych krytyków.

Ugaszenie palącego problemu finansowego Królestwa pozwoliło skierować uwagę księcia na nowe tory. W dobie rewolucji przemysłowej Polska wciąż jawiła się jako gospodarczo zacofane państwo agrarne, o nieadekwatnych do potrzeb epoki stosunkach feudalnych. Niezbędnych krokiem było więc stworzenie przemysłu na miarę potrzeb XIX stulecia, a do tego trzeba było instytucji, które napędzą ten proces. W poprzednim okresie, w dobie zawieruchy wojennej i terytorium przechodzącego z rąk do rąk, wiele majątków ziemskich zostało zadłużonych na ogromną skalę i choć działania wojenne początkowo odwlekały nieuniknione, to ostatecznie zadłużenie to należało spłacić – w efekcie wiele z tych majątków zostało zlicytowanych. Aby zapobiec dalszemu rozwojowi wypadków, z inicjatywy księcia Druckiego-Lubeckiego powołane zostało Towarzystwo Kredytowe Ziemskie.

Jego celem było udzielanie długoterminowych kredytów, co miało stanowić wsparcie dla gospodarstw rolnych. Jego członkami mogły zostać osoby opłacające co najmniej 100zł podatku, co wykluczało drobna szlachtę i chłopów. Działalność Towarzystwa posłużyła oddłużeniu wielu majątków spłacając zaległe należności i udzielając kredytów na dogodnych warunkach. To dzieło Druckiego-Lubeckiego miało przetrwać ponad 100 lat, ostatecznie kończąc swój żywot w 1950 roku.

Drugą ze sztandarowych inicjatyw był Bank Polski powołany 3 lata później, w 1828 roku. Było to wcielenie w życie koncepcji obecnych jeszcze w ostatnich dziesięcioleciach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a ostatecznie zrealizowane już w Kongresówce. Pełnił on przede wszystkim funkcje banku centralnego, a więc zajmował się przede wszystkim emisją pieniądza i nadzorem nad krajową bankowością. Miał też stanowić źródło finansowania inwestycji gospodarczych planowanych przez księcia-ministra, udzielał kredytów komercyjnych, a nawet prowadził pośrednictwo handlowe, na własny rachunek obracając towarami. Przetrwał aż do represji po powstaniu styczniowym, kiedy to od dawna pozbawiony funkcji banku centralnego, a wciąż zajmujący się udzielaniem kredytów Bank Polski został zlikwidowany.

Jeszcze przed objęciem urzędu przez księcia Franciszka Ksawerego rozpoczął się stopniowy rozwój przemysłu. W pierwszej kolejności odbudowano górnictwo i hutnictwo, które po reorganizacji struktury zarządzania zaczęło się rozwijać i przynosić obfite owoce. Następnie przemysł włókienniczy wszedł w fazę rozwoju dynamicznego do tego stopnia, że wkrótce krajowy rynek zbyt przestał mu wystarczać. Dlatego też książę podjął działania na rzecz zniesienia barier celnych między Królestwem Polskim a Imperium Rosyjskim, a doprowadzając do skutecznej realizacji swoich zamierzeń uzyskał nie tylko rosyjski rynek, ale za jego sprawą dalsze rynki zagraniczne.

Z drugiej jednak strony (również w sensie geograficznym) narastał konflikt gospodarczy między Polską a Prusami. Konkurencja niemiecka skłoniła księcia Druckiego-Lubeckiego do przyjęcia polityki protekcjonistycznej i ustanowienia odpowiednich ceł na towary pochodzące z tych krajów. Niejako ubocznym efektem wojny celnej z Prusami jest istniejący do dzisiaj Kanał Augustowski – celem jego budowy było ominięcie granicy pruskiej w dostępie do Bałtyku, co zresztą osiągnięto.

Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki nie było ekonomistą, nie posiadał żadnego wykształcenia w tej materii, a jednak okazał się niezwykle skutecznym zarządcą finansów publicznych oraz inicjatorem wielu istotnych przedsięwzięć, które pchnęły Królestwo na tory gospodarczego rozwoju. Jednocześnie nie popadał w doktrynerstwo opierając się na wierze w odgórnie nakreślone teorie poszczególnych szkól ekonomicznych, ale pozostał praktykiem i pragmatykiem, zdolnym do adoptowania zdobytej wiedzy do zastanych warunków gry.

W sferze politycznej pozostawał stronnikiem unii polsko-rosyjskiej jako drogi do wzmocnienia państwa, które w przyszłości w dogodnym momencie zdolne stałoby się wybić na niepodległość. Należy tu zauważyć, że nie brakło ku temu podstaw, zwłaszcza, że wiele zapowiedzi cara Aleksandra dawało takie nadzieje. Nadto poczynione zostały pewne kroki do odtworzenia dawnej państwowości, jak choćby utworzenie Korpusu Litewskiego zjednoczonego z polską armią jednym wodzem – wlk. ks. Konstantym. Korpus nosił mundury zbliżone do polskich, posługiwał się litewską Pogonią w swych oznaczeniach, a jego utworzenie miało być zwiastunem przyszłego połączenia ziem zabranych na wschodzie z odrodzonym Królestwem Polskim. Do tego ostatecznie nie doszło, zwłaszcza że ku rozczarowaniu Polaków wielokrotne żądania realizacji tych zapowiedzi nie spotkały się ze zrozumieniem następcy Aleksandra, cara Mikołaja (co też było jedną z przyczyn późniejszego powstania).

Wbrew temu co zwykło się myśleć współcześnie na temat „opcji prorosyjskiej” jego wizja polityczna nie opierała się na karierowiczowskim (czy też, co gorsza, zdradzieckim) podporządkowaniu się dyktatowi z Petersburga, lecz była to racjonalna postawa przepełniona miłością do Ojczyzny. Jeśli nie dość dowodzi tego jego wieloletnia, wytężona praca na rzecz wzrostu Królestwa Polskiego, wspomnieć wystarczy na jego działania bezpośrednio przed wybuchem powstania listopadowego i już w jego trakcie. Mimo zdecydowanego sprzeciwu wobec dążeń rewolucyjnych wciąż domagał się realizacji tych samych postulatów co środowiska spiskowców. Oczekiwał, że pod rządami cara Mikołaja konstytucja ponownie będzie respektowana, wojska rosyjskie ustąpią z terytorium kraju (wszak w Królestwie Polskim stacjonowała już polska armia i żadna inna nie była tu potrzebna), a monarcha w końcu zrealizuje z dawna obiecywane włączenie terytoriów rozbiorowych do Królestwa. W grudniu 1830 był członkiem delegacji, która w stolicy Imperium domagała się od Mikołaja I spełnienia tych oczekiwań, jednak wobec odrzucenia petycji przez cara, a nie widząc jednocześnie miejsca dla siebie w nowej sytuacji w kraju, zdecydował się pozostać w Rosji.

Trudno jest w tak krótkim tekście w pełni oddać zasługi na rzecz ówczesnej Polski, jakie na swoim koncie ma książę Franciszek Ksawery, niemniej powyższe dokonania wskazują na główne działania, jakie stały u fundamentów rozwoju gospodarczego Królestwa. Mimo że, jak w przypadku wielu innych polityków polskich opowiadających się za polityką zachowawczą (na czele z bohaterem późniejszych wydarzeń, margrabią Wielopolskim)  skończył z dala od Ojczyzny, to jego przykład powinien aż po dziś dzień stanowić wzór rzetelnej pracy, której celem jest mozolny, ale efektywny w swych skutkach trud na rzecz budowania siły państwa, które zdolne będzie skutecznie decydować o samym sobie na arenie międzynarodowej, a więc – będzie państwem suwerennym.

Sebastian Bachmura

Absolwent prawa, tradycjonalistyczny konserwatysta, publicysta. Współpracuje m.in. z czasopismem "Pro Fide Rege et Lege" oraz "Portalem Myśli Konserwatywnej - konserwatyzm.pl" i portalem "Myśl Konserwatywna".