Kultura prawicowa/lewicowa?

Od czasu do czasu zdarza mi się trafić na dwa sformułowania: “kultura lewicowa” (częściej) i “kultura prawicowa” (rzadziej). Nie ukrywam, że mam problem z takim postawieniem sprawy. Jeśli miałbym już dzielić jakoś kulturę, to na dobrą i złą, a nie lewicową i prawicową. Przybranie ideologicznych barw robi z niej propagandę. Oczywiście prowadzi to do pytania: czy kultura może nią być? Niestety każda próba odpowiedzi to potencjalny przedmiot polemiki. Cóż, jak stwierdził Johann Herder: “Nie ma nic bardziej nieokreślonego niż słowo kultura”.

Uważam, że kultura jako całość wymyka się próbom jej “szufladkowania”. Często przekracza ona granice podziałów politycznych i ideologicznych. Wiele jest bowiem dzieł, które doceniane są przez ludzi o skrajnie różnych poglądach. I tak oto “Władca Pierścieni” autorstwa J.R.R. Tolkiena osiągnął globalną popularność w dużej mierze dzięki amerykańskim hippisom. W książce konserwatysty i ortodoksyjnego katolika odnaleźli oni pacyfizm, ekologię, antymaterializm a nawet marihuanę (fajkowe ziele). Pod koniec lat 60-tych na amerykańskich kampusach zdominowanych przez lewicę można było spotkać napisy “Gandalf for president” (Gandalf na prezydenta). Dekadę później włoscy neofaszyści organizowali przez kilka lat festiwal Campo Hobbit (Obóz Hobbitów), na którym można było usłyszeć m.in. zespół Compagnia dell’Anello (Drużyna Pierścienia).

Campo Hobbit. 1977 rok.

Twórczość Tolkiena inspirowała (i wciąż inspiruje) nie tylko ludzi spod znaku pacyfy czy krzyża celtyckiego. Sięgają do niej m.in. blackmetalowe zespoły. Przykładem może być nazwa solowego projektu Varga Vikernesa – Burzum. Słowo to w tzw. “czarnej mowie” oznacza “ciemność”. Zresztą black metal często jest słuchany przez tych, którzy zupełnie nie zgadzają się z jego treścią. Kolejny przykład na to, że kultura wymyka się ideowym podziałom. Widać to doskonale na gruncie muzycznym.

Trudna do politycznego zaszufladkowania (pomimo niewątpliwego zaangażowania) jest twórczość Jacka Kaczmarskiego. Jego piosenki są śpiewanie zarówno przez zwolenników partii rządzącej, jak i ich przeciwników. Jest zresztą paradoksem, że “Mury” poddające krytyce masowe ruchy są śpiewane na manifestacjach (od Solidarności po Komitet Obrońców Demokracji). Cóż, kultura i paradoks często idą w parze.
Swego czasu, nie bez zdziwienia odkryłem, że tradycyjna muzyka ludowa nie jest w Polsce domeną tradycjonalistów lecz raczej ludzi o poglądach lewicowych. Blokada “marszu faszystów” 11 listopada 2011 roku przez Kapelę ze Wsi Warszawa jest tego jaskrawym przykładem. I tutaj dochodzimy do sedna problemu “lewicowości” i “prawicowości” kultury. Bo choć podział ten nie istnieje, to trudno nie zauważyć zaangażowania politycznego niektórych artystów. To z kolei prowadzi do postrzegania ich twórczości przez pryzmat poglądów. Oczywiście nie przez wszystkich. Stąd i wspomniany już fenomen popularności Tolkiena wśród amerykańskich hippisów…