Niepaństwowy dom kultury

W 2018 roku w Polsce funkcjonowało 4 237 centrów, domów i ośrodków kultury oraz klubów i świetlic. Tak wynika z raportu GUS “Kultura w 2018 roku”. Co znamienne – 93% należało do sektora publicznego, w ramach którego organizatorem instytucji był niemal w całości samorząd terytorialny. Oczywiście nie oznacza to, że 7% to inicjatywy utrzymywane z prywatnych środków. W praktyce bowiem wiele z nich działa tylko dzięki państwowym grantom. Prowadzi to do prostego wniosku: kultura w Polsce jest uzależniona od państwa. Pytanie jednak brzmi: czy musi tak być?

Nie ma zbyt wielu niepaństwowych miejsc kultury w Polsce. Cóż, prowadzenie regularnej działalności kulturalnej zwykle generuje tylko koszty. Z tej przyczyny niewiele organizacji pozarządowych lub osób prywatnych decyduje się na taki wysiłek. A jeśli już, to głównie mając wsparcie tej czy innej instytucji państwowej.

Art Squat w Tarnowie.

Od wielu lat obserwuję różne nietypowe miejsca w Polsce, które zajmują się kulturą. Zazwyczaj działają one o wiele wydajniej niż instytucje państwowe. Doskonałym przykładem jest tarnowski Art Squat, czyli “pierwszy, artystyczny coworking w Małopolsce” stworzony i prowadzony przez Fundację Promocji Artystycznej Aspiranci. Od końca lutego do końca grudnia 2016 roku w miejscu tym odbyło się ponad 100 wydarzeń – wystaw, koncertów, warsztatów, w których uczestniczyły tysiące osób. A wszystko przy budżecie nie przekraczającym kilkunastu tysięcy złotych. Dla porównania Tarnowskie Centrum Kultury w 2015 roku miało do dyspozycji ponad 3 miliony złotych, z czego 1472000 wydało na wynagrodzenia.

Niestety większość środków jakimi dysponował Art Squat, pochodziła z grantu. Gdy więc okazało się, że w 2017 roku pieniędzy z Urzędu Miasta Tarnowa nie będzie, to inicjatywa upadła. Cóż, mimo podejmowanych prób nie udało się wypracować skutecznego systemu oddolnego finansowania miejsca. Bez mecenasów ani rusz. Zwłaszcza jeśli chce się utrzymać centrum kultury. Nieco łatwiej jest w przypadku małych klubów. Tutaj doskonałym przykładem są “Pieśniarze” – niewielki lokal w centrum Wrocławia (Szewska 68A), prowadzony przez pasjonata Donata Kamińskiego. Klub działa od 2013 roku. Bez państwowych dotacji, co jest nie lada wyczynem. Trzeba jednak mieć świadomość, że wszystko ma swoją cenę. “Pieśniarze” to 35 metrów kwadratowych. Niewielki lokal wynajmowany od miasta to koszt, który o wiele łatwiej udźwignąć niż ćwierć kamienicy wynajmowanej od “prywaciarza”. Z drugiej jednak strony miejskie lokale to ograniczona suwerenność, o czym “Pieśniarze” gorzko się przekonali. W 2019 roku nie przedłużono im umowy najmu z powodu “afery”, która wybuchła wokół spotkania promującego książkę Jacka Międlara. Do wydarzenia ostatecznie nie doszło, ale “Pieśniarze” wylądowali na czarnej liście i musieli opuścić lokal. Na szczęście później udało się zmienić decyzję urzędników, ale casus pozostał – ku przestrodze.

Pieśniarze we Wrocławiu.

Czy zatem oddolne, niezależne inicjatywy skazane są na minimalizm środków? Niekoniecznie. Przykładem może być Królestwo Bez Kresu – pierwsza w Polsce “herberciarnia”, czyli centrum kultury prowadzone w duchu poezji Zbigniewa Herberta. Od 2015 do połowy 2019 roku działało ono w Rzeszowie. W czerwcu 2019 roku (po wypowiedzeniu umowy najmu) przeniesione zostało do Krakowa. Obecnie trwa remont nowego lokalu przy Biskupiej 18.

KBK od samego początku przyjęło zasadę: “Ani złotówki z budżetu państwa”. Od blisko 5 lat działa tylko dzięki darczyńcom, którzy wspierają Fundację Tradycji Miast i Wsi. Dzięki ich ofiarności udało się wyremontować 144 metry kwadratowe w Rzeszowie i utrzymać miejsce przez 4 lata. Dzięki ich wsparciu remontowany jest również krakowski lokal o powierzchni 126 metrów kwadratowych (zrzutka na ten cel trwa). Warto jednak zaznaczyć, że od samego początku Królestwo Bez Kresu próbowało nie tylko dywersyfikować źródła wpływów, ale również szukać nowych form działania. Przykładem jest np. pokój zagadek oparty na wierszach Zbigniewa Herberta. Krakowska “herberciarnia” pójdzie jeszcze dalej wykorzystując nowe technologie takie jak VR i blockchain.

Królestwo Bez Kresu w Rzeszowie.

Funkcjonowanie Królestwa Bez Kresu bez dotacji z budżetu państwa jest niewątpliwym sukcesem. Nie oznacza to jednak, że oddolne finansowanie jest optymalne. W postkomunistycznej rzeczywistości wcale tak nie jest. Dla większości inicjatyw to gra o przetrwanie. Nie ma mowy o ekspansji. Niestety w Polsce wciąż stosunkowo niewiele jest osób gotowych wspierać regularnie kulturalną pracę u podstaw. O wiele większym “wzięciem” cieszą się kontrowersyjne akcje ideologiczne. I cóż, jeszcze sporo wody w Wiśle musi upłynąć, by statystyki przytoczone na początku niniejszego artykułu się zmieniły. Warto jednak o to zabiegać. Nie ma bowiem wątpliwości co do większej efektywności oddolnych ośrodków kultury w porównaniu ze skostniałymi często instytucjami państwowymi.