“Nieplanowane” – aborcja jako biznes

W związku z zapowiedzią filmu “Nieplanowane”, który wszedł do polskich kin 1 listopada, pojawiło się sporo niedomówień, przeinaczania faktów, a także bojkotu obrazu ze strony lewicy i zwolenników aborcji. Co takiego chcieli powiedzieć Chuck Konzelman i Cary Solomon tworząc tę historię? Dlaczego wywołała ona tak intensywną dyskusję? Odpowiedzi na powyższe pytania, szukałam oczywiście, będąc w sali kinowej.

Chcesz u nas publikować swoje teksty? Odezwij się na merytoryczny.pl@gmail.com

Film powstał na podstawie bestsellerowej książki Abby Johnson i Cindy Lambert pod tym samym tytułem. Przedstawia historię dyrektor kliniki aborcyjnej Planned Parenthood, która po kilku latach pracy, zmienia swoje dotychczasowe życie i dołącza do ruchu pro-life. Oczywiście opowieść oparta jest na faktach, ale nie była konsultowana z samą kliniką i jej personalem. Jest to subiektywna relacja Abby Johnson (Ashley Bratcher) i jej moralne odczucia, które możemy śledzić podczas całego seansu.

Tematyka aborcyjna w filmografii nie jest czymś popularnym, najczęściej wykorzystywana jest w świetle, które ukazuje aborcję jako prawo kobiety i ułudne rozwiązanie niechcianej ciąży. Oczywiście jest kilka dzieł sprzeciwiających się proaborcyjnemu światopoglądowi, ale ciężko je określić mianem dobrego kina lub po prostu nie ma do nich dostępu. Przykładem na pewno może być projekcja pt. “October Baby”, przedstawiająca losy kobiety, która przeżyła swoją aborcję. Film organizowany był w wynajętych salach przez działaczy narodowych i prolajferów. Niestety nie można było liczyć na dotarcie do mas, które w przypadku “Nieplanowanych” mogły wybrać się do kina. Na pewno dodatkowym plusem filmu jest całkiem dobrze stworzony scenariusz, pozbawiony kiczowatych elementów, które najczęściej występują w niszowych filmach. Nie jest to może dzieło wybitne z punktów widzenia konesera filmowego, ale śmiało można powiedzieć, że jest obrazem dobrym — przyzwoita gra aktorska, ciekawe ujęcia, odpowiednia muzyka. Pewne jest, że jednak nie to było samym zamysłem powstania tej produkcji, ale jej temat.

Jeśli liczycie na drastyczne sceny czy ckliwe momenty to na pewno się rozczarujecie. W mojej opinii jest tylko jedno, może dwa ujęcia, które w jasny i dobitny sposób pokazują owy “zabieg”. Jednak skonstruowane są tak, że będziecie je pamiętać po wyjściu z kina i mam nadzieję przy każdej dyskusji światopoglądowej, w której będziecie brać udział.

Zupełnie inaczej pokazana jest natomiast cała otoczka dotycząca wspomnianej kliniki aborcyjnej. Od samego początku widzimy zmagania dwóch światów; personelu i wcześniejszej dyrektorki Planned Parenthood – Cheryl (Robia LaMorte) z grupą pro-life modlącą się przed wejściem do budynku. Można odczytać to jako walkę o dusze kobiet, które bardzo często zagubione, nie są w stanie podjąć konkretnej decyzji. Od początku widzimy jednak, że zmagania wygrywają wolontariuszki kliniki. Jedną z nich jest główna bohaterka filmu Abby. Dowiadujemy się, jak wyglądała droga młodej dziewczyny wychowanej w katolickiej, prolajferskiej rodzinie, która doprowadziła ją do stania się jedną z najlepiej działających szefowych klinik aborcyjnych. Nie bez znaczenia jest fakt, że sama Abby Johnson poddała się dwóm aborcjom.

Aspekt psychologiczny w filmie jest dobrze nakreślony. Dość szybko jesteśmy w stanie pojąć, jak kobieta próbuje sobie wyjaśnić pracę w klinice. Duże “zasługi” w tej kwestii miała przyjmująca ją do pracy Cheryl. Jedna z lepszych ról w tym filmie – kobieta pozbawiona uczuć, kierująca się w życiu tylko i wyłącznie biznesowym aspektem swojej pracy. Słynne zdanie “aborcja jest jak frytki i napoje” pada właśnie z jej ust. Aborcja ma przynosić zyski, a życie ludzkie zarówno kobiety, jak i przyszłego dziecka, nie ma żadnego znaczenia. Nieco inaczej rozumie to Abby, która przekonana jest, że jej praca pomaga kobietom w trudnych chwilach. I w ten właśnie sposób tłumaczy swoją pracę rodzicom, którzy stale modlą się o przemianę córki, a także mężowi, który nie akceptuje aspiracji żony. Sytuacja nie zmienia się również w momencie, w którym bohaterka zachodzi w ciążę. Narodziny córeczki, nie sprawiają, że kobieta zmienia swoje podejście. Jeszcze w ciąży stara się nagabywać kobiety, które rozmawiają z działaczami pro-life i zachęca je do wykonania aborcji — jako psycholog, doskonale wie, jak przekonać młode dziewczyny do swojego zdania.

Przez kilka lat jako następczyni Cheryl, Abby prowadzi klinikę, która przynosi coraz większe zyski i przeprowadza coraz więcej aborcji. W pewnym momencie dostaje nawet nagrodę dla pracownika roku. W tym samym czasie korporacja odpowiedzialna za sieć klinki domaga się jeszcze lepszych wyników od wszystkich zaangażowanych osób. Pomału zauważamy bunt na zaistniałą sytuację. Abby zabiera nawet głos na oficjalnej konferencji, mówiąc, że aborcja nie powinna być najważniejszą usługą w klinice. I właśnie od tej wypowiedzi zaczynają się kłopoty Johnson. Nagana w pracy, niezrozumienie ze strony współpracowników, a także pojawiające się wątpliwości co do słuszności swojej drogi, zaczynają wpływać na przemianę bohaterki.

I w tym momencie nieco fabuła filmu się rozmywa. Brakowało mi scen dotyczących samej przemiany Abby. Z perspektywy widza wygląda to trochę tak, jakby kobieta wstała w pewien piękny dzień, poszła do pracy i stwierdziła, że ją rzuca i wstępuje do fundacji pro-life. Nieco naciągane, ale w późniejszym czasie dowiadujemy się kolejnych szczegółów z jej życia. Jednak od samego początku mimo ogromnych różnic, Abby miała dobre relacje z grupą modlitewną przed kliniką. Zatem nie dziwi, aż tak bardzo fakt, że szybko staje się jedną z nich.

Rozeznałam się, jak wygląda zainteresowanie produkcją w polskich kinach, sale faktycznie są zapełnione. Podobnie było na seansie, na którym byłam. Cieszy bardzo, że są to ludzie w różnym wieku, którzy, jak widać po reakcjach — film bardzo przeżywają. Szczególnie końcowe wyznania głównej bohaterki, mogą wpływać na emocje – walka z wyrzutami sumienia i odpowiedzialnością za 22 tysiące przeprowadzonych aborcji nie daje jej spokoju.

Uderzyło mnie w filmie również to, że większość kobiet, które przychodziły do kliniki, wcale nie były przekonane, o tym, że chcą dokonać aborcji. Wiele z nich zmieniłoby swoje decyzje, gdyby nie rozmowa z wolontariuszkami klinki, które zachęcały do zabiegów na przeróżne sposoby (nawet promocjami i rabatami) i uczestnictwo w tym najbardziej przeżywa, po swojej metamorfozie, Abby.

“Nieplanowane” nie oceniają i nie piętnują kobiet, które przychodzą do kliniki. Pokazują raczej, jak bardzo potrzebują one pomocnej dłoni i wsparcia, często po prostu rozmowy. Dodatkowo film pokazuje, jak dochodowym interesem jest aborcja. Zestawia to z ludźmi, którzy osiągają wiele dzięki modlitwie. Statystyki kliniki pokazują, że obecności ludzi modlących się przed takimi miejscami, sprawia, że kobiety nie wchodzą do środka. Natomiast nie jest to też obraz, który bezrefleksyjnie pokazuje środowisko obrońców życia. Sceny prezentujące agresywne osoby z transparentami, podkreślają, że nie jest to dobra droga do ochrony kobiet i ich przyszłych dzieci.

Nie dziwi zatem, że film bojkotowany jest przez środowiska lewicowe, że zarzucane są mu kłamstwa, a sama historia Abby jest przez nich modyfikowana. “Nieplanowane” mogą zmienić myślenie na temat aborcji i oby właśnie tak było.