“Polakofobia” w “Mowie ptaków”

Ciekawy scenariusz, bardzo dobry, chociaż kontrowersyjny reżyser i świetna obsada aktorska zachęciły mnie do obejrzenia produkcji “Mowa ptaków”. Film wyświetlany był w seriach “kino konesera” i w małych kinach studyjnych, co pogłębiało jego tajemniczy klimat. Dlaczego zatem czuję ogromne rozczarowanie po obejrzeniu tego obrazu? Postaram się wytłumaczyć w poniższym tekście.

Jadąc samochodem parę tygodni temu, słuchałam audycji kulturalnej, w której omawiano wspomniany film. Kontrowersje, oryginalność, ciekawa obsada — wszystko sprawiło, że czekałam aż film wejdzie do kin i będę mogła go zobaczyć. Okazało się, że nie jest to takie proste, ponieważ nie ma go w ogólnym repertuarze. Przez przypadek natknęłam się na zapowiedź “Mowy ptaków” w małym kinie, niedaleko mojego miasta. Jeden jedyny seans, organizowany przez klub dyskusyjny, wypadł idealnie w moje urodziny. Wszystko zatem zaplanowałam i punktualnie o dwudziestej zasiadłam w starej, ale urokliwej sali studyjnego kina.

“Mowa ptaków” stała się jednym z najgłośniejszych tytułów tego roku. Film nie został zakwalifikowany do Konkursu Głównego 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, choć rekomendowała go Rada Programowa, a krytycy podkreślali jego wysoki poziom. Sam obraz powstał na podstawie scenariusza zmarłego w 2016 roku Andrzeja Żuławskiego, aktora, reżysera, scenarzysty oraz autora takich filmów jak: “Opętanie”, “Trzecia część nocy” czy “Na srebrnym globie”. Za kamerą “Mowy ptaków” stanął jego syn Xawery Żuławski – znany z obrazu “Wojna polsko-ruska” czy seriali “Krew z krwi”, “Diagnoza” i “Druga szansa”.

Na wyróżnienie zasługuje na pewno młoda obsada: Sebastian Fabijański, Eryk Kulm, Sebastian Pawlak czy Katarzyna Chojnacka. Nie zabrakło również nazwisk znanych wszystkim kinomaniakom — Szyc, Chyra, Żmuda-Trzebiatowska, Olbrychski, Obuchowicz oraz Zborowski.

“Mowa ptaków” z założenia ma pokazywać trudność, jaką wiele jednostek ma z odnalezieniem się w społeczeństwie. Poznajemy losy nauczyciela historii, który nie radzi sobie z uczniami, polonisty, który zostaje zwolniony z pracy, a także prostej dziewczyny wychowanej w domu dziecka oraz pary bogatych biznesmenów.

W zapowiedzi możemy przeczytać:

“Licealny nauczyciel historii Ludwik zostaje upokorzony przez nacjonalistycznie i katolicko nastawionych uczniów. W jego obronie staje polonista i niespełniony pisarz Marian. Zostaje on jednak zwolniony, gdyż ratując historyka, użył w samoobronie noża. Brat Mariana, Józef to ambitny kompozytor, którego toczy… trąd. Obaj bracia próbują zarobić, napisawszy piosenkę przebój. Żeby utrzymać Józefa, jego dziewczyna Ania zatrudnia się jako sprzątaczka u dyrektora banku Jakubca, choć musi znosić szykany ze strony jego ciężarnej żony”.

Sama fabuła nie budzi moich zastrzeżeń, to dość intrygująco pokazane ludzkie życie, na różnych jego etapach. Życie, które zależy od perspektywy, układów czy zamożności. W takim świecie najczęściej nie mogą odnaleźć się jednostki artystyczne, szukające pozornej wolności. I tak właśnie możemy opisać trójkę głównych bohaterów. Ludwik (Eryk Kulm) żyje marzeniami z czasów studenckich o idealistycznym zawodzie… nauczyciela historii. W praktyce zmaga się z uczniami, którzy znęcają się nad nim zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Nieco groteskowo w filmie ukazana jest walka nauczyciela ateisty z katolicką klasą. Żuławski na siłę próbuje zestawić te dwa światy, ale w mało przekonywający sposób. Szczególnie zauważyć to można, kiedy pobity i upity, przez uczniów, Ludwik, ubrany na styl skinheadowski, bierze udział w różnych manifestacjach “patriotycznych”.

Kolejnym “wolnym ptakiem” jest Marian – nauczyciel języka polskiego. Na co dzień spaceruje po ulicach, a jego ulubionym zajęciem (poza cytowaniem klasyków polskiej literatury) jest pokazywanie środkowego palca wszelkim polskim symbolom. Jest to nieco zabawne, biorąc pod uwagę jego profesję. Marian zostaje wyrzucony z pracy, ponieważ pomaga swojemu koledze — wspomniany Ludwik, w opanowaniu “katolicko-faszystowskiej” klasy. Co ciekawe decyzję o jego wyrzuceniu, nie podejmuje sam dyrektor placówki, ale… ksiądz katecheta, który rządzi pokojem nauczycielskim. Postać ratuje gra aktorska Sebastiana Fabijańskiego. Mimika, gesty, wypowiadane słowa — sprawiają, że mimo wszystko widz zaczyna się z nim identyfikować. Myślę, że obok Gierszała czy Gelnera, Fabijański ma przed sobą naprawdę ciekawą karierę. Na razie wybiera bardzo dobre, chociaż i kontrowersyjne role.

Trzeci artysta marzyciel to Józef, który jest kompozytorem. Zmaga się on z chorobą, która niszczy jego karierę. Dla mnie postać zupełnie nieistotna w filmie. Nic niewnosząca. Natomiast związane z nią wątki poboczne wydają się zdecydowanie bardziej interesujące. Józefem opiekuje się Ania (Katarzyna Chojnacka) prosta, niezbyt inteligenta dziewczyna, która utrzymuje kompozytora, sprzątając w domu zamożnego bankiera – Jakubca (w tej roli Borys Szyc). W tej części filmu obserwujemy zderzenie dwóch światów. Ciężko jednak stwierdzić, który z nich jest tym lepszym. Jakubiec ucieka od swojej ciężarnej, rozhisteryzowanej żony w wir pracy i pasji, jaką jest kompletowanie różnych pamiątek z II wojny światowej. W panią Jakubcową wciela się znana przeważnie z seriali i komedii romantycznych Marta Żmuda-Trzebiatowska. I to faktycznie może Was zaskoczyć. Przyznaję rację krytykom, że pierwszy raz widziałam ją w takiej formie. Widać, że Xawery bardzo starannie dobierał aktorów do swojego filmu. Z Martą również mu się udało.

Na tym jednak pochwały można zakończyć. Nie krytykuję samego przekazu ani formy. Wiem, że film nie jest dla wszystkich, a jego futurystyczna forma może odrzucać. Byłam na to przygotowana, podobnie, jak na to, że dzieło ma pokazywać poglądy nacjonalistyczne w złym świetle (nie pierwszy i nie ostatni film, który widziałam w tej tematyce). Jednak jeśli znasz wartość kina i umiejętności obu Żuławskich po prostu czujesz się – oszukanym.

Film miał ukazywać wściekłość na Polskę, na świat, na miałkość i głupotę, na odrzucenie, na szalejący konformizm i oportunizm. Co tak naprawdę pokazał? I to w sposób banalny, mało inteligentny (a za taki przecież miał uchodzić)? Że wszystko, co polskie jest zaściankowe i nienawistne. Linia dobra i zła jest przedstawiona bardzo jednoznacznie – Bóg, Honor i Ojczyzna mówią tylko ci, którzy są po złej stronie. Przykładów jest sporo. Każdy z uczniów znęcających się nad nauczycielem chodzi do kościoła i na manifestacje. Wyśmiewane są nie tylko polskie symbole, ale również wydarzenia historyczne czy ofiarność Polaków. W zasadzie z filmu wynikają dwie rzeczy: albo musisz się bać tego, co polskie i uciekać, albo tego nienawidzić i z tym walczyć. Nie ma innej możliwości, w świecie Żuławskiego nie ma dobrego Polaka ani katolika. Część scen kręcona była na Marszu Powstania Warszawskiego, w którym wzięli udział aktorzy (widziałam Eryka Kluma, przeciskającego się przez kolumnę uczestników, wtedy oczywiście nie wiedziałam, że to scena z filmu). Wykorzystano również banery Obozu Narodowo-Radykalnego, który w produkcji jest ucieleśnieniem zła.

Zdaję sobie sprawę, że sztuka ma swoje prawa i nigdy nie ograniczam się do oglądania filmów, tylko i wyłącznie zgodnych z moimi poglądami czy wartościami. Nie ma takiej możliwości, jeśli chce się poszerzać horyzonty. Mam jednak wrażenie, że fobia, jaka powstała w świecie kultury, zatacza coraz większe kręgi. Zazwyczaj ma ona podłoże finansowe, filmy kręcone są propagandowo i mają na siebie po prostu zarobić np. “Kler” czy “Polityka”. Jednak “Mowa ptaków” z założenia ma być dziełem awangardowym, kierującym na samodzielne myślenie, można zatem stwierdzić, że u Panów Żuławskich występowała jakaś niezrozumiała, nawet dla nich, fobia polskości. A szkoda, można było stworzyć coś bardzo świeżego i odważnego (wcale nie patriotycznego), ale jednak dającego do myślenia. Wyszło kiczowato, żenująco i zupełnie nieinteligentnie.