Recenzja: Wasilij Aksionow, „Pokolenie zimy. Saga moskiewska. Tom 1”

Rosyjski pisarz Wasilij Aksionow urodził się w 1932 r. To ważne z tego względu, że miał nieszczęście osobiście doświadczyć okrucieństwa sowieckiego komunizmu, w stalinowskiej wersji. Jego rodzice, członkowie partii bolszewickiej, zostali aresztowani w czasie „wielkiej czystki”, a on sam skierowany do domu dziecka.

Matka pisarza, Eugenia Ginzburg, opisała swoje przeżycia z łagrów w książce „Stroma ściana”, która z oczywistych przyczyn długo nie mogła się doczekać publikacji w Rosji. Wasilij ukończył medycynę oraz pisał opowiadania i powieści. W 1980 r. wyjechał do USA, w wyniku czego pozbawiony został obywatelstwa Związku Sowieckiego, które odzyskał na początku lat dziewięćdziesiątych. W Stanach Zjednoczonych wykładał na uniwersytetach literaturę rosyjską, współpracował z rozgłośniami radiowymi i pismami. Zmarł w Moskwie w 2009 r.

Rodzina zaangażowana politycznie

„Pokolenie zimy” jest pierwszym tomem opowieści o rosyjskich inteligentach, pisanej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX w. Motywem przewodnim są losy rodziny Gradowów, Rosjan „starego stylu”, którym rewolucja wywróciła świat do góry nogami. Nestor rodu, dystyngowany lekarz i jego żona, dorobili się potomstwa, które aktywnie włączyło się w życie polityczne ówczesnego ZSRS. Jeden z synów robił karierę w Armii Czerwonej, drugi był ortodoksyjnym stalinistą, a córka, którą pociągała artystyczna bohema, aktywnie działała w grupie trockistów.

Pokolenie zimy

Powieść rozpoczyna się w 1925 r., gdy w ZSRS popularność zdobywał NEP (Nowa Polityka Ekonomiczna), przywracający nadzieje na to, że Rosję można urządzić w sposób choć trochę zbliżony do świata sprzed „katastrofy”. Z jednej strony, książka jest utworem obyczajowym, opowiadającym o (przede wszystkim) moskiewskiej codzienności, relacjach damsko-męskich i romansach, wątpliwościach i obawach dotyczących systemu. Z drugiej strony, to w pewnym sensie powieść historyczna. Dużo w niej miejsca zajmuje polityka, wewnątrzpartyjne rozgrywki i siłowanie się frakcji. Autor wplata w akcję prawdziwe postaci, jest Stalin, Trocki, Tuchaczewski, Woroszyłow, Kalinin, Beria i wielu innych, a także sprawnie wykorzystuje znane wydarzenia – jedna z głównych postaci jest zaangażowana w operację i zagadkową śmierć Michaiła Frunzego.

Pierwsza część książki to konflikt stalinistów z trockistami, co wieńczy opisana z rozmachem manifestacja z okazji dziesiątej rocznicy rewolucji. Następne rozdziały ukazują kolejne etapy umacniania się rządów Stalina, i realizacji jego planów, z których szczególnie ciekawie Aksionow opisał kolektywizację zapadłych rosyjskich wsi. Nie zabrakło rozważań na temat roli intelektualistów w komunistycznym uniwersum lat trzydziestych, gdy pisarze i poeci podejmowali uchwały i rezolucje wzywające do ukarania śmiercią „wrogów ludu”. Podejmuje tu autor fundamentalny problem, jakim jest próba odnalezienia, lub inaczej, znalezienia sobie bezpiecznego miejsca w totalitarnym państwie. Bohaterowie przekonują się, że w praktyce jest to niemożliwe.

Dzieci pożerane przez rewolucję

Sporo miejsca zajmuje opis stalinowskiego terroru okresu „wielkiej czystki” z drugiej połowy lat trzydziestych. Wokół bohaterów krążą postaci, które po cichu odchodzą w cień, stają się z dnia na dzień podejrzani, są wykluczani i niezauważenie znikają. Jak jeden z sąsiadów, wyrzucony z partii, snujący się po ulicy: „Jest już w innym wymiarze. Życie się skończyło, oczekuje aresztowania. Podobno spakował rzeczy w węzełek i czeka”. Można to zagadnienie rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Często zapomina się, że dosięgał on głównie ludzi, którzy tworzyli reżim będąc jego funkcjonariuszami. Symbolizuje to zwłaszcza postać Kiryła Gradowa, surowego bolszewika, szczerze oddanego idei. To właśnie te dzieci pożarte przez rewolucję.

W tym kontekście w „Pokoleniu zimy” ma miejsce rzadka sytuacja, bowiem pisarz nie ogranicza się do prezentowania postaw ludzi, jak to często bywa w tego typu literaturze, rozczarowanych systemem, bądź krytykujących jedynie pewne jego sfery, ale pojawiają się Rosjanie, którzy byli wrodzy rewolucji od samego początku. Mocno wybrzmiewa to w konfrontacji pewnego małżeństwa – byłej zwolenniczki trockiego, i lekarza, który bolszewizmu nigdy nie popierał.

Z drugiej strony pamiętać należy o charakterystycznej dla sowieckiej machiny metodzie odpowiedzialności zbiorowej. Zaraz za aresztowaniem głównego podejrzanego szły kolejne zatrzymania członków jego rodziny, przyjaciół, a nawet osób mających to nieszczęście zetknąć się z nim na krótko w przeszłości. To z kolei pociągało za sobą rozbijanie więzi między bliskimi, i przede wszystkim dramat pozostawianych dzieci, którymi najchętniej zajęłoby się państwo. Skutki masowego zniewolenia i postępującego terroru Aksionow wymownie ukazał na przykładzie Gruzji, konkretnie Tbilisi, gdzie umiejscowiona jest część akcji. Opisuje jak gwarne i żywe miasto, w którym życie świętowali poeci z Osipem Mandelsztamem na czele, upadało i staczało się w szarość i bylejakość.

Przekrój postaci, a raczej sposobu w jaki bohaterowie patrzą na Sowiety, jest bardzo szeroki. Od pełnej akceptacji przez wątpliwości po pogardę. Ciekawe jest zwłaszcza zdumienie pisarza, ujęte w rozterki Nikity Gradowa, oficera Armii Czerwonej, który nie może pojąć i nie może się pogodzić z masakrą strajkujących w Kronsztadzie w 1921 r., z którymi brutalnie się rozprawiono. Aksionow wyraźnie daje do zrozumienia, że rewolucja już niemal u samego zarania zwróciła się przeciwko tym, którym obiecała świetlaną przyszłość.

Naiwność liberalnych zachodnich intelektualistów

Rosyjski pisarz jest jednoznaczny w ocenie sowieckiego państwa sprzed 1939 r. – w tym momencie opowieść się urywa. Pojawia się nawet, co prawda epizodyczna, refleksja, że niewiele różni się ono od niemieckiej III Rzeszy. Zauważa naiwność liberalnych zachodnich intelektualistów lat trzydziestych, którzy natychmiast odrzucają nazistowski rasizm, ale naiwnie dają się manipulować klasowymi hasłami Związku Sowieckiego.

Tom drugi sagi nosi tytuł „Wojna i więzienie”.