„Ręka” Bożego Narodzenia

W Oratorium Marianum znajdują się freski, które przedstawiają wizję Narodzenia Pańskiego. Freski Handkego zostały całkowicie zniszczone podczas bombardowań Wrocławia w czasie II wojny światowej. Potrzebna była ich całkowita rekonstrukcja. Jakie tragedie przeszła wrocławska sala? Czy Madonna na fresku ma rysy wrocławianki? Dlaczego na fresku nie ma osła? I czemu Ślązacy są nazywani osłożercami? Tajemnice zdradzi nam Kamilla Jasińska z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Pechowa sala

Wchodzimy do Głównego Gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego od strony placu z Fontanną z Szermierzem. Aby zobaczyć Aulę Leopoldyńską należy wejść na piętro i na lewo, natomiast Oratorium Marianum znajduje się na parterze, po prawej stronie. Autorem zdobień i fresków, najbardziej reprezentatywnych sal barokowych, jest  Johann Christoph Handke. Na Oratorium Marianum od samego początku spadały nieszczęścia. –  Do katastrofy doszło w 1731 roku, w której zginęło kilku budowlańców. Architekci przeliczyli coś błędnie. Okazało się, że Schody Cesarskie, które prowadzą na Wieżę Matematyczną są za ciężkie. Cała konstrukcja się zawaliła i pogrzebała w gruzach Oratorium, które było już gotowe, mówi Kamilla Jasińska z Uniwersytetu Wrocławskiego. Największego pecha Sala Muzyczna miała 1 kwietnia 1945 r. podczas obrony Festung Breslau, kiedy w Niedzielę Wielkanocną nad Wrocławiem przelatywało tysiące bombowców. Z relacji m.in. księdza Paula Peikertaautora „Kroniki oblężenia Wrocławia w roku 1945”, wiemy, że ok. 750-800 bombowców zrzuciło wtedy na miasto ok. 5.5 tys. bomb. Jedna z nich uderzyła w sam środek Gmachu Głównego tuż obok Wieży Matematycznej i rozerwała wszystko od dachu po piwnicę. Zachowały się tylko ściany lateralne. Oratorium Marianum zostało w całości pogrzebane. Prof. Stanisław Kulczyński i inni, którzy przyjechali w 1945 r. pisali, że po wejściu do gmachu zamiast fresków namalowanych przez Handkego, na których Maryja jest wzięta do nieba, zobaczyli prawdziwe wrocławskie niebo. Tam nie było sufitu. Postanowiono salę szybko odbudować. Nikt nie zastanawiał się, jak sala wyglądała w przeszłości. Zbliżała się jesień, a co za tym idzie niepewna aura pogodowa oraz rozpoczęcie zajęć akademickich. Przy użyciu dostępnych środków zrobiono zadaszenie w postaci stropu, który w latach późniejszych uniemożliwił przeprowadzenie prawidłowej rekonstrukcji.

Sala muzyczna

Przez wiele lat sala nie spełniała swojej pierwotnej funkcji, gdyż mieściło się tam Studium Wojskowe, gdzie m.in. spotykali się na zajęciach: prof. Jan Miodek i prof. Marek Bojarski. Sala znana jest jako muzyczna, a to za sprawą znakomitej akustyki. W przeszłości spełniała funkcję lazaretu oraz magazynu do przechowywania zboża. Była także Główną Siedzibą Instytutu Muzyki Kościelnej, który działał na wrocławskiej uczelni. Spełniała rolę Sali Muzycznej, która gościła wielu znanych artystów. To tu koncertowali: Liszt, Paganini, Wieniawski, Rubinstein, Schumann i Brahms. Ten ostatni skomponował specjalnie dla uczelni „Uwerturę akademicką”,  wśród której znalazł się hymn studencki „Gaudeamus igitur”.

Sala Maryjna – Oratorium Maryjne Kongregacji Łacińskiej

W zamyśle jezuitów, którzy założyli Uniwersytet Wrocławski w I poł. XVIII w., było, by sala była jeszcze większa od Auli Leopoldyńskiej. Miała być dedykowana Najświętszej Maryi Pannie. – Sala Oratorium Marianum została niemal w 100 proc. odtworzona. Jej historia jak w soczewce przedstawia historię Śląska, mówi Kamilla Jasińska. Handke wiedział, że sala będzie miejscem spotkań Kongregacji Maryjnych stąd taki, a nie inny wystrój. We wnętrzu znajdował się ołtarz. Nie wiemy,  jak naprawdę wyglądał. Z zapisów możemy wywnioskować, że był on wielki, złocony lub srebrzony. Niektórzy twierdzą, że drewniany. W sali znajdowały się organy, które prawdopodobnie trafiły po sprzedaży przez uczelnię do Środy Śląskiej. Nawet po zmianie funkcji sala zachowała swój maryjny wystrój. Znajdowały się niej kartusze i pięć wielkich fresków na suficie, które zajmowały łącznie 220 metrów kwadratowych.

Odwrócenie pecha

Szczęście zaczęło się uśmiechać do Oratorium Marianum dopiero w latach 70-tych XX w. W niemieckim Instytucie Herdera w Marburgu odnaleziono zdjęcia sali zrobione w 1945 przed jej zniszczeniem. – Chichotem historii jest fakt, że zdjęcia zrobiono na życzenie Adolfa Hitlera. Kanclerz III Rzeszy zdawał sobie sprawę, w jaki sposób wojna jest prowadzona i że wiele zabytkowych obiektów w jej trakcie zostanie zniszczonych. Wydał zatem rozkaz obfotografowania dokładnie wszystkich niemieckich miast. We Wrocławiu takie zdjęcia, dokładniej szklany diapozytywy o wymiarach ok. 20×30 cm, robił w kilku odbitkach Rudolf Jagusch. Cztery z nich miały trafić do wyznaczonych miejsc, a piąty egzemplarz fotograf mógł zostawić dla siebie. To, że wiemy jak we Wrocławiu wyglądało Oratorium Marianum oraz inne obiekty, zawdzięczamy tzw. piątemu egzemplarzowi Günthera Grundmanna, który w 1945 roku ucieka z Wrocławia zabierając ze sobą kilkaset zdjęć. Trafiły one do instytutu w Niemczech, a Wrocław dowiedział się o ich istnieniu. Okazało się, że maryjna sala jest przedstawiona na ok. trzydziestu fotografiach i na tej podstawie zaczęto zastanawiać się, czy jest możliwa rekonstrukcja wnętrza.

Odzyskać dawny blask

Prace nad przywróceniem dawnego barokowego wyglądu trwały od 1985 r. Renowacja zakończyła się w 1997 r. po wielkiej powodzi. Poświęcenia dokonał kard. Henryk Gulbinowicz, który przywrócił jej dawne imię Oratorium Marianum. Po wielkiej powodzi nie zdecydowano się jednak na odtworzenie pięciu fresków. Puste plafony na suficie, które przypominały tragiczną przeszłość, doczekały się „ręki” artysty dopiero w 2013 r. – Tej rekonstrukcji nie dało dokonać się w całości. Nie było takiego autora, który podjąłby się odtworzenia fresków od zera. Fotografie też nie należały do idealnych, trzeba było wyprostować perspektywę. Przez prawie 20 lat na suficie straszyły wielkie białe plamy, które przypominały o trudnej historii Oratorium i były świadectwem tego, co się wydarzyło, przypomina Kamilla Jasińska. Niemiecko-Polskie Towarzystwo Uniwersytetu Wrocławskiego zdecydowało,  że tak dłużej być nie może z racji zbliżającej się 70. rocznicy zakończenia działań wojennych. Strona niemiecka zaoferowała pomoc. Ostatecznie wykonanie kopii wszystkich malowideł powierzono Christophowi Wetzelowi, malarzowi z Drezna, który specjalizował się w malarstwie barokowym. Rozpoczął odtwarzanie malowideł na postawie trzydziestu kolorowych diapozytywów oraz czternastu czarno-białych zdjęć wykonanych na początku XX w. Pierwszym freskiem, od którego zaczął w lipcu 2013 roku, było malowidło ukazujące Boże Narodzenie. – To nie było łatwe zadanie, a ogromny wysiłek fizyczny, zaznacza Kamilla Jasińska. Wyobraźmy sobie człowieka, który ma ponad 60 lat. Spędza na rusztowaniach ok. 10-12 godzin z głową pod sufitem, co chwilę zerka na zdjęcie, co jakiś czas schodzi, by zobaczyć namalowaną perspektywę, którą udało się mu uzyskać. Prace trwały ponad rok. Handke miał pomocników, a Wetzel malował sam od początku do końca. Handke był autorem koncepcji,  Wetzel  odtwarzał. Nie mógł pozwolić sobie na improwizację, żeby np. namalować aniołka w innej pozycji niż zakładał oryginał.

Boże Narodzenie – od tego wszystko się zaczęło

Pierwszy obraz ze żłobkiem ma formę poprzeczną. Każdy z plafonów ma trochę inny kształt. Wetzel  rozpoczął od namalowania Bożego Narodzenia. Fresk znajduje się nad emporą muzyczną. W centrum znajduje się Maryja, żłobek z Jezusem i anioły. Według legendy twarz Madonny przedstawia wrocławiankę. Wetzel stwierdził, że postać Maryi jest za mało uduchowiona i zaczął poszukiwać inspiracji. W końcu znalazł. – Kiedy spojrzymy na twarz Madonny widać, że jest to twarz zupełnie inna, widać w niej emocje. To Madonna pochylająca się z pieluszką nad Jezusem, mówi Kamilla Jasińska. Na fresku nie ma też osła. Dawniej mieszkańców Dolnego Śląska nazywano osłożercami. Nikt nie potrafi wytłumaczyć tej zależności. Było to powszechne określenie w stosunku do wrocławian. Według legendy, w XVIII stuleciu przed Świętami Bożego Narodzenia postanowiono wysłać na dwór wiedeński przedstawicieli patrycjatu wrocławskiego, którzy mieli ze sobą dary w postaci złotej szopki dla cesarza. Po przybyciu na miejsce, delegat długo oczekiwał na audiencję. Zniecierpliwiony posłaniec postanowił sprzedać jedno ze złotych zwierząt, które miał ofiarować władcy. Los padł na osła. Za uzyskane pieniądze kupił jedzenie i picie, by utrzymać się w Wiedniu. Kiedy doszło do spotkania z cesarzem zauważono brak jednego daru – osła. Mówiono: Musiał go zatem przejeść i przepić. Zanim posłaniec dotarł z powrotem do Wrocławia przydomek – osłożercy o wrocławianach utrwalił się w całej Europie. Zdarza się w opisach, że fresk przedstawia Boże Narodzenie z orkiestrą anielską, której tam nie ma. Wynika to z błędu przypisania Oratorium Marianum trzech dodatkowych fotografii, na których widnieją cherubiny. Centralnym freskiem w sali jest Wniebowzięcie NMP, na którym przedstawionych jest ponad pięćdziesiąt postaci ziemskich i niebiańskich. Spotykamy tam scenę Nawiedzenia św. Elżbiety, Ofiarowania Jezusa w Świątyni. Ostatni fresk nad organami przedstawia Boga Ojca. Przy oknach znajdują się fragmenty wezwania Litanii Loretańskiej. W sali znajdują się także trzy mniejsze freski pod balkonem: Stella Maris  – Gwiazda Morza – Maryja wyciągająca grzesznika z wody. Ręka przedstawiona w pełnym reliefie, wychodzi z portretu i łapie się ram obrazu. – Jest taka teoria historyków sztuki, że Handke nie był zbyt przystojnym mężczyzną, dlatego nie sportretował się pod postacią np. aniołka, co było naturalne w baroku. Miał za to nazwisko, które w wielu językach oznacza rękę. Być może jest to kryptopodpis Handkego. Oryginał został zniszczony. Ręka została odtworzona dłonią Wetzela. I to dalej jest kryptopodpis Handkego, ale mający kształt nowego autora. Ta dłoń rzeczywiście wygląda bardzo prawdziwie, zaznacza Kamilla Jasińska z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Uroczyste odsłonięcie fresków, których poświęcenia dokonał bp Ignacy Dec, odbyło się w rocznicę zakończenia wojny – 9 maja 2014 r. Od tej pory oczy turystów i mieszkańców mogą spoglądać w twarz Maryi. Być może ktoś z nas rozpozna tam tajemniczą twarz wrocławianki?