Stanisław Cat-Mackiewicz, Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów

Stanisław Cat-Mackiewicz uważany jest za jednego z najwybitniejszych polskich publicystów XX w. W książce Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów spisał swoje wrażenia po podróży do Związku Sowieckiego z wiosny 1931 r. Jak sam podawał, wizę otrzymał po dwu latach starań, a w drogę udał się razem z polskimi przemysłowcami, jednak inne odwiedzali miejsca – jak kot z przybranego przydomku, chodził własnymi drogami. Co skłoniło bolszewików do otwarcia granicy przed polskim konserwatystą? Otóż tłumaczyli to w ten sposób: „O nas dużo ludzie piszą rzeczy kłamliwych, Pan jest monarchista, lecz pańska osoba daje gwarancję, że Pan napisze tylko prawdę”. I taki zamiar przyświecał Mackiewiczowi. O tym, że nie jest to rzecz pisana z antykomunistycznym zaślepieniem, negująca wszystko dla zasady, najlepiej świadczy uznanie talentów partyjnych towarzyszy, w tym np. Lenina, czy szacunek dla niektórych dziedzin sztuki.

            Myśl w obcęgach zawiera rozważania na kilka tematów: szkolnictwo, sztuka, religia, liszeńcy, relacje bolszewickiej Rosji z azjatyckim kontynentem, a także charakterystyka Mikołaja II. Materiału dostarczały wizyty w muzeach, placówkach naukowych, rozmowy z aktywistami partyjnymi, pracownikami instytucji oraz spacery po miastach i miasteczkach.

Główna konkluzja wycieczki zawarta została w tytule książki. To ta niemożność podjęcia intelektualnej konfrontacji z otaczającą rzeczywistością jest cechą charakterystyczną dla mieszkańców, jak to określał, Bolszewii. Dochodziło do tego kłamstwo, a w zasadzie świat zbudowany na kłamstwie, które graniczyło z obłędem. W największym stopniu dotykało ono młodych ludzi. Cat podawał, że właśnie najwięcej zwolenników bolszewicy mieli wśród młodzieży, to ona odpowiadała na rewolucyjne wezwanie, i to ona była motorem rewolucyjnego wzmożenia. Tę miłość młodych do systemu, ich rozemocjonowane dyskusje na aktualne tematy, zgrabnie przedstawił Wasilij Aksionow w powieści Pokolenie zimy, pierwszym tomie swojej moskiewskiej sagi opisującej przełom lat 20 i 30 XX w.

Stanisław Mackiewicz był gorącym orędownikiem realizmu politycznego, podobnie jak jego brat Józef. I choć obaj hołdowali myśleniu realistycznemu, inaczej jednak interpretowali niebezpieczeństwo ze Wschodu. Stanisław kontynuował punkt widzenia Władysława Studnickiego, gdzie Sowiety były kolejną odmianą państwa rosyjskiego, niezmiennie zagrażającego Polsce. Józef natomiast był spadkobiercą myśli Marian Zdziechowskiego i nowoczesnego rozpatrywania komunistycznego zagrożenia, wielokrotnie akcentując w powieściach, że Sowiety to nie Rosja. Tym niemniej pod wieloma stwierdzeniami zawartymi w omawianej pracy Józef na pewno by się podpisał. W jednej z książek, wskazując na różnice między panowaniem carów, a sekretarzy, podawał przykład, że za krytykę Mikołaja II zasądzano dwa tygodnie twierdzy. W państwie Stalina nie sposób wyobrazić sobie, by krytykować partyjne kierownictwo i zachować życie. Dokładnie na tę samą kwestią zwracał uwagę Stanisław; przywołał Wierę Zasulicz, rewolucjonistkę, która w zamachu na gubernatora Sankt Petersburga ciężko go raniła, a przez sąd została uniewinniona. Kwestia różnic mocno wybrzmiewa na kartach wspomnień.

Wiele z przywoływanych opisów jest i śmiesznych, i strasznych. Śmiesznych, bo muzea antyreligijne pełne były naukowych dowodów potwierdzających, że Jezus nie istniał. Strasznych, gdy okazuje się, że z uwagi na represje i szykany zwykłe uczestnictwo w nabożeństwach było aktem bohaterstwa, co z całą powagą zaznaczał autor. Cat uważał, że niepotrzebna była płytka, histeryczna antysowiecka propaganda. Jego zdaniem życie w Bolszewii było znacznie gorsze niż przedstawiano to w owej literaturze. Wystarczyło pisać prawdę. Dlatego też rozbijał stereotypy na temat Sowietów, które teoretycznie miały pogrążać bolszewicki system. Dotyczyło to choćby rzekomej rozpusty panującej w Sowietach. Nic bardziej mylnego, do tego stopnia, że mieszkańcy oddając się zabawie tańczyć mogli jedynie tańce „przyzwoite”. Pisał o tym Marcin Kula, co świadczy jak trwały był to obraz sowieckiego społeczeństwa: „Dziś mówi się wiele o rozprzęgnięciu zasad moralnych za komunizmu. Takie zjawisko z pewnością następowało i stosunkowo łatwo je wytłumaczyć. Jednocześnie na powierzchni zjawisk komunizm był bardziej pruderyjny niż królowa Wiktoria. Był pruderyjny na podobieństwo tradycyjnej gromady wiejskiej, w której wprawdzie po krzakach dzieją się różne rzeczy, ale gdzie zewnętrznie obowiązuje rygoryzm. By się o tym wszystkim przekonać, wystarczy poczytać literaturę piękną z czasów stalinowskich. Jeżeli chłopak w niej przedstawiony odchodził na bok z dziewczyną, to wyłącznie w cień traktora i z myślą o zwiększeniu wydajności orki”.

Niektóre z uwag, rzucone jakby mimochodem, znajdą swoje potwierdzenie wiele lat później w naukowych opracowaniach. Stwierdzał Cat, że, wbrew państwowej antyreligijności, życie religijne w Sowietach nie umarło. Podawał przykład pielgrzymek i kolejek przed mauzoleum Lenina, co przypominało podróże wiernych do świętych miejsc. Uczony Waldemar Gurian, na konferencji zorganizowanej przez Amerykańską Akademię Sztuk i Nauk w 1953 roku, poświęconej totalitaryzmom, przekonywał, że są one polityczno-społecznymi zsekularyzowanymi religiami.

Publikacja Stanisława Cata-Mackiewicza, oprócz zdobycia popularności w Polsce, dotarła do zachodnich elit. Tak pisał o niej dziennikarz w „Daily Express”: „Mam nadzieję, że książka ta trafi do sflaczałych rąk tych ciekawskich pisarzy i tak zwanych intelektualistów i ciężkich zarozumialców, co jadą do Rosji, a gdy im pokażą programowe widoki (portrety) i napchają niezgrabnymi oficjalnymi kłamstwami, wracają do Anglii, pełni nerwowego podniecenia”. Zresztą, wersja z 2012 r. przygotowana przez wydawnictwo Universitas zawiera passusy z recenzji, które ukazały się w latach 30 w prasie angielskiej, niemieckiej i innych. Niestety, na niewiele zdały się Mackiewiczowskie analizy, a potwierdzeniem tego będzie choćby tzw. Lista Orwella,  tworzona przez znanego pisarza po II wojnie światowej. Znalazły się na niej nazwiska zachodnich intelektualistów, których podejrzewał o sympatyzowanie lub aktywne uczestnictwo w komunistycznej propagandzie (pojawili się na niej m.in. Charles Chaplin i George Bernard Shaw).

To, co sprawia, że Myśl w obcęgach czyta się jednym tchem, oprócz pisarskiej lekkości, to ogromna ciekawość i zdziwienie światem, z którym przyszło się zetknąć autorowi. Wejrzenie w świat Rosjan żyjących w zamkniętym państwie bolszewickim, obecnie dziwi nie mniej niż niemal 90 lat temu.