Trzy filmy o Estonii

Estonia nie budzi wielu skojarzeń. Lasy, chłód i wolność gospodarcza. Tyle. Czasem nawet mniej. Mimo geograficznej bliskości i podobnych doświadczeń historycznych wciąż jest to kraj niemal nie istniejący w świadomości Polaków. Nigdy jednak nie jest za późno, by nadrobić zaległości.

Najłatwiej jest sięgnąć po filmy. Estonia, mimo iż z państw bałtyckich leży najdalej, to filmy o niej są w Polsce znane bardziej niż łotewskie czy litewskie. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Potwierdza je zresztą wyszukiwarka serwisu Filmweb, która pokazuje 333 filmy litewskie i 331 łotewskich. Estońskich w bazie jest… 519. Na początek proponuję: “Na skrzyżowaniu wichrów”, “1944” i “Szermierza”.

II wojna światowa odcisnęła piętno na Estonii. Wszystkie trzy filmy pokazują je w mniejszym lub większym stopniu. Układają się przy tym w spójną opowieść o tragedii narodu, który znalazł się w sytuacji bez wyjścia.

Na skrzyżowaniu wichrów

“Na skrzyżowaniu wichrów” z 2014 roku to film operujący głównie obrazem. Słów jest w nim niewiele. Czarno-białe kadry przedstawiające nieruchome postaci doskonale oddają napięcie, którego w tej historii nie brakuje. Jest to bowiem opowieść zarówno o wywózkach na Syberię jak i estońskim “Katyniu”. Scenariusz, który zna również wiele polskich, łotewskich i litewskich rodzin. Ojciec-żołnierz zamordowany, żona z dzieckiem zesłani na “nieludzką ziemię”.

Reżyser Martti Helde swoją narrację oparł na listach i pamiętnikach, które przetrwały w jego rodzinie. Stworzył dzieło piękne, ale trudne zarazem. Z pewnością nie jest to film, który może lecieć w tle. Trzeba się w niego wpatrzeć jak w obraz. Gdy jednak się to zrobi, o wiele lepiej można zrozumieć Estończyków i ich wybory podczas II wojny światowej. Trzeba być świadomym, że tragedia deportacji ludności krajów bałtyckich wydarzyła się tuż przed wkroczeniem Niemców…

1944

Estończycy, którym udało się uniknąć wywózki mieli jednego wroga – Sowietów. Nie znaczy to jednak, że pałali entuzjazmem w stosunku do Niemców. O tym jest właśnie “1944” z 2015 roku. Elmo Nüganen, mimo iż nie dysponował zbyt dużym budżetem (1,5 mln euro), stworzył świetny dramat wojenny. Można go śmiało stawiać za przykład wszystkim polskim malkontentom, którzy beznadziejne produkcje tłumaczą brakiem pieniędzy.

“1944” jest doskonałym uzupełnieniem “Na skrzyżowaniu wichrów”. Przedstawia losy estońskich żołnierzy w szeregach dwóch wrogich armii. W każdym przypadku byli oni mięsem armatnim, niezdolnym zmienić losy własnego narodu. Elmo Nüganen doskonale to pokazał. W konsekwencji otrzymujemy bardzo dobry film wojenny z wciągającą historią, dobrymi scenami batalistycznymi i nietendencyjną narracją.

Szermierz

Jeśli ktoś nie lubi filmów wojennych, to może sięgnąć po “Szermierza” z 2015 roku. Wojna jest w nim tylko echem. Opowiada on historię Endela Nelisa – szermierza, który podjął pracę jako nauczyciel wychowania fizycznego w małej estońskiej miejscowości. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich produkcji jest to film reżysera spoza Estonii. Jest również “lżejszy” i bardziej przewidywalny niż “Na skrzyżowaniu wichrów” czy “1944”.

Fin Klaus Härö barwą filmu całkiem dobrze oddał estoński klimat. Gorzej wyszło z przedstawieniem sowieckiego terroru. Został on jedynie zamarkowany w kilku momentach. Wielu rzeczy trzeba się domyśleć. Nie razi to jednak zbytnio. Na szczególną uwagę zasługują piękne zdjęcia. Estoński krajobraz to mocna strona tego filmu. Sama historia również jest wciągająca, choć momentami może wydawać się dość naiwna. Należy tu jednak dodać, że Endel Nelis nie jest postacią fikcyjną.

Wszystkie trzy filmy warto obejrzeć. Różnią się one od siebie. Każdy podejmuje inną tematykę i przedstawia ją w kompletnie odmienny sposób. Zestawione ze sobą tworzą spójną opowieść o piętnie jakie wywarła na Estonii II wojna światowa. Brakuje jedynie “leśnych braci” (est. metsavennad), czyli wątku antysowieckiej partyzantki, ale znając estońską kinematografię, prędzej lub później doczekamy się dobrego filmu również na ten temat.