NEETS-y w Polsce

Według Instytutu Badań Strukturalnych, aż 750 tys. osób w wieku 15-29 lat nie uczy się, ani nie pracuje. Duża grupa NEETS-ów to jedna z przyczyn niskiego poziomu zatrudnienia w Polsce.

Obraz lannyboy89 z Pixabay

Jeszcze na początku XXI wieku stopa bezrobocia w Polsce sięgała 20 procent, a bezrobocie było najbardziej palącym problemem społecznym. Po niecałych dwóch dekadach stało się ono wręcz marginalne. Polska wskoczyła do grupy tych europejskich krajów, w których jest ono najniższe na kontynencie, a w ostatnim czasie media niemalże co miesiąc donoszą o kolejnej rekordowo niskiej liczbie osób szukających pracy. W stosunkowo krótkim czasie, bo kilkanaście lat to niewiele nawet z perspektywy samej historii najnowszej, na polskim rynku pracy dokonał się kopernikański przewrót. Praca przestała być dobrem deficytowym, a dla wielu grup zawodowych przebieranie w ofertach to norma. Oczywiście wciąż nie dla wszystkich – niektóre regiony kraju wciąż zmagają się z brakiem miejsc pracy, a sytuacja pracowników niewykwalifikowanych nadal nie jest do pozazdroszczenia. Mimo wszystko Polska stała się jednym z głównych celów światowej emigracji zarobkowej, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. A jednak pod względem poziomu zatrudnienia nadal odbiegamy od średniej krajów rozwiniętych. Jak to możliwe?

Bierni kontra bezrobotni

Według Eurostatu, w październiku 2019 roku stopa bezrobocia wyniosła w Polsce 3,2 proc. Był to trzeci najniższy wynik w Unii Europejskiej. Mniej osób szukających pracy było jedynie w Niemczech (3,1 proc.) i w Czechach (2,2 proc.), w których sytuacja przypomina wręcz lata „złotej epoki” kapitalizmu, czyli pierwsze powojenne dekady na Zachodzie, podczas których w wielu krajach panowało niemal pełne zatrudnienie. Bezrobocie w Finlandii jest ponad dwukrotnie wyższe niż w Polsce, we Francji prawie trzykrotnie wyższe, a w Hiszpanii prawie pięciokrotnie. To fenomenalny wynik – trudno stwierdzić inaczej.

A mimo to pod względem poziomu zatrudnienia wypadamy już dużo słabiej. Według OECD, w II kwartale 2019 roku pracę miało 68 proc. osób w wieku produkcyjnym, czyli nawet nieco mniej niż średnia dla wszystkich krajów, która wyniosła 68,7 proc. Zatrudnienie we Francji, w której bezrobocie jest trzykrotnie wyższe, było niższe od Polski stosunkowo niewiele – wyniosło 65 proc. Finlandia, mająca dwukrotnie wyższe bezrobocie od nas, równocześnie ma wyraźnie wyższy poziom zatrudnienia – pracuje tam 73 proc. osób w wieku produkcyjnym.

Wynika to z faktu, że stopa bezrobocia to jedynie odsetek aktywnych zawodowo, którzy pozostają bez pracy. Nie wykazuje więc ona biernych zawodowo, czyli osób w wieku produkcyjnym, które nie tylko nie mają pracy, ale nawet jej nie szukają. A tych jest w Polsce dużo. Szczególnie wśród starszych grup wiekowych, gdyż efektywny wiek przechodzenia na emeryturę jest nad Wisłą znacznie niższy od powszechnego wieku emerytalnego – co zaś jest wynikiem różnych uprawnień, które przez lata miały w naszym kraju niektóre grupy zawodowe (lub wciąż mają). Wśród biernych zawodowo są też osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności, co uniemożliwia im podjęcie pracy. W debacie publicznej niewiele się mówi o innej grupie, mianowicie tak zwanych NEETS’ach – czyli młodych ludziach, którzy nie uczą się, ani nie pracują. Ich stosunkowo duża liczba także wpływa na niski poziom zatrudnienia w Polsce.

Bierni młodzi znad Wisły

Instytut Badań Strukturalnych opublikował właśnie policy paper „Nie uczą się i nie pracują. Czy stanowią wyzwanie dla polityki publicznej?”. Wg IBS 12 proc. Polek i Polaków w wieku 15-29 lat można zakwalifikować do grupy NEETS, co przekłada się na 750 tys. młodych osób nieuczących się i pozostających poza rynkiem pracy. Jest to minimalnie mniej niż średnia unijna, jednak jesteśmy przecież krajem ze stopą bezrobocia dwukrotnie niższą od średniej UE. Tak więc w porównaniu do sytuacji na polskim rynku pracy, liczba NEETS-ów w Polsce jest nieadekwatnie wysoka. Choć trzeba też zauważyć, że od 2013 r., w którym ich odsetek sięgnął rekordowych 16 proc., ta liczba co roku spada.

Jeszcze gorzej wygląda to według danych Eurostatu, w których za NEETS-y uznano osoby niepracujące i niekształcące się w wieku 20-34 lata. Według tak przyjętych kryteriów, odsetek NEETS-ów nad Wisłą wynosi 16,5 proc., czyli dokładnie tyle, ile wynosi przeciętna unijna.

Analitycy IBS zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. Wśród polskich NEETS-ów zdecydowanie przeważają bierni zawodowo, czyli osoby, które nawet nie szukają pracy. Bierni stanowią 70 procent NEETS-ów w Polsce, a w całej UE 60 proc. Tak więc stosunkowo mniejsza grupa polskich młodych, pozostających bez pracy i niechodzących do szkoły czy na uczelnię, prawdopodobnie podejmie zatrudnienie. Polską specyfiką jest również zdecydowana przewaga kobiet wśród biernych młodych mieszkańców. Do grupy NEETS-ów należy w Polsce 16 proc. kobiet w wieku 15-29 lat i tylko 8 proc. mężczyzn (dla całej UE to odpowiednio 15 i 11 proc.). Kobiet jest więc w tej grupie dwukrotnie więcej – tylko w czterech krajach UE ta różnica jest wyższa.

Matki i niepełnosprawni

Widać wyraźne różnice także w powodach bierności wskazywanych przez młode kobiety i mężczyzn. Wśród kobiet zdecydowanie dominują obowiązki opiekuńcze – wskazuje na to 58 proc. młodych Polek nieuczących się i niepracujących. 26 proc. wskazuje inne powody rodzinne, a 8 proc. niepełnosprawność lub chorobę. Wśród mężczyzn zdecydowanie dominuje właśnie niepełnosprawność – z jej powodu nie pracuje lub nie uczy się 43 proc. NEETS-ów płci męskiej. Według 31 procent powodem są inne sprawy rodzinne, a wg 14 proc. zniechęcenie. Tak więc co siódmy młody bierny Polak uznał, że nie ma dla niego miejsca na polskim rynku pracy. Warto też zaznaczyć, że zdecydowana większość NEETS-ów w Polsce mieszka na prowincji – dwie trzecie z nich zamieszkuje gminy do 20 tys. mieszkańców.

Jakie powinny być według analityków IBS główne cele polityki publicznej prowadzonej wobec biernych młodych Polek i Polaków? Przede wszystkim należy rozszerzyć zakres publicznych usług opiekuńczych, które ułatwiłyby łączenie obowiązków rodzinnych z aktywnością zawodową. Mowa w szczególności o żłobkach, których sieć jest nad Wisłą wyjątkowo mizerna, a także przedszkolach, do których dostęp jest trudny na prowincji. Tu warto zaznaczyć, że także usługi publiczne dla seniorów powinny być rozszerzone – część młodych osób musi się też przecież zajmować starszymi niedołężnymi członkami rodziny.

Oprócz tego niezbędna jest większa aktywność urzędów pracy. Obecnie w Polsce kierują one swoje działania jedynie do zarejestrowanych bezrobotnych, tymczasem bierni zawodowo pozostają poza ich „radarem”. Tymczasem przemyślane projekty aktywizacyjne skierowane właśnie do nich mogłyby przynajmniej część przywrócić na rynek pracy. Palącą kwestią jest także znoszenie barier, które uniemożliwiają niepełnosprawnym podejmowanie pracy. Miejsca pracy w Polsce rzadko są dostosowane do niepełnosprawnych. Mowa głównie o administracji publicznej, która mogłaby być doskonałym miejscem pracy dla niepełnosprawnych ruchowo, niestety w wielu urzędach nie ma nawet wind, o toaletach przystosowanych do niepełnosprawnych nie wspominając.

Jak widać przemyślana polityka publiczna mająca na celu aktywizację NEETS-ów musi być kompleksowa – czyli powinna uwzględniać działania w wielu obszarach. Musi dotykać ona polityki rynku pracy, polityki rodzinnej, edukacyjnej czy służby zdrowia. Bardziej jednak kosztowna będzie bierność w tym zakresie. Nie stać nas na „utratę” kolejnych 750 tys. młodych ludzi. Wystarczająco wiele straciliśmy ich w pierwszej dekadzie transformacji.   

Piotr Wójcik

Publicysta ekonomiczny. Współpracuje z „Nowym Obywatelem”, "Krytyką Polityczną'„Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.