Czy Carl Schmitt uratuje liberalną demokracje?

Agonia (a niekiedy nawet śmierć) liberalnej demokracji, to jeden z najmodniejszych tematów dyskusji społeczno-politycznych w ostatnim czasie. Przykładowo, wystarczy wspomnieć wydaną niedawno publikację Teologii politycznej o znamiennym tytule Liberalizm: pęknięty fundament, gdzie liberalizm ze swoją hegemonią polityczną i kulturową, przyrównywany jest do mitologicznego Atlasa – przygniecionego ciężarem wyzwania, którego się podjął. W kontekście popularności tego tematu nie dziwi, że pojawił się on również na portalu Merytoryczny.pl – w postaci tekstu Olgierda Sroczyńskiego pt.: Agonia liberalizmu, czyli dlaczego teoria polityczna ma znaczenie (jest to z mojej strony pewne uproszczenie – w swoim tekście autor sięga raczej do podglebia liberalnej demokracji, czyli liberalnej teorii politycznej). W tym miejscu zachęcam oczywiście czytelnika do przeczytania tamtego komentarza.

Chcesz opublikować polemikę? Napisz do nas na merytoryczny.pl@gmail.com

W moim tekście, w pierwszej części odniosę się do wzmiankowanych w jego tekście problemów, takich jak elitarystyczny rys liberalizmu czy jego braki w zakresie programu pozytywnego (głównie w kontekście historycznym). Nie jest to tekst polemiczny, podzielam bowiem wiele pesymistycznych wobec liberalizmu spostrzeżeń autora. Chciałbym jednak zwrócić uwagę (czyniono to również w komentarzu pod tekstem), że swego czasu ten rodzaj refleksji zagospodarowywał emocje znaczącej warstwy społeczeństwa z jakichś powodów, a nie jest przypadkiem, że w szczególności jego ekonomiczna wersja cieszy się sporą żywotnością i we współczesnej Polsce. W drugiej części tekstu zarysuję przemyślenia Chantal Mouffe o kondycji liberalnej demokracji – wraz z próbą jej wzbogacenia o perspektywę polityczności (rozumianej w znacznej części w nawiązaniu do Carla Schmitta, jako rozróżnienia między przyjacielem i wrogiem). Autorka istotną część swoich przemyśleń opiera o konstrukcję, którą sama nazywa ,,czytanie Schmitta przeciw Schmittowi” – czyli wykorzystaniu myśli niemieckiego myśliciela do reformy liberalnej demokracji. Obie części mojego tekstu są wobec siebie w znacznej mierze autonomiczne, ale to zwyczajnie różne spojrzenia na ten sam problem- słabości, oraz kryzysu liberalnej demokracji.

Ze względu na charakter tekstu, rezygnuję ze złożonego wprowadzenia definicyjnego. Warto jednak wspomnieć, że pisząc o ,,liberalizmie” w tekście mam na myśli właściwie zawsze jego polityczną refleksję, jeśli piszę o liberalizmie ekonomicznym, to wyraźnie to  sygnalizuję. Dokonuję też uproszczenia na poziomie rezygnacji z niuansowania terminu ,,liberalizm” na poziomie poszczególnych nurtów, chyba że podobnie jak jak wyżej, zaznaczam inaczej.

Liberalizm- po co nam to było?

Olgierd Sroczyński przywołuje w swoim tekście ważny, bo wciąż niedostatecznie uświadomiony, skomplikowany związek między ,,liberalizmem” a ,,demokratyzmem”. To oczywiście prawda, że sporo było, oraz zapewne jest, w liberałach elitarystycznego myślenia. Cytat z Franka Herberta: ,,Poskrob liberała – a znajdziesz skrytego arystokratę”, to bez wątpienia dość jednoznaczny punkt widzenia, ale używane w historii doktryn politycznych określenie koncepcji Monteskiusza (bez wątpienia jeden z najczęściej przywoływanych klasyków liberalizmu w Polskiej debacie publicznej), jako ,,liberalizmu arystokratycznego” to już nie przypadek, a jeden z etapów rozwoju myśli liberalnej. Trudno byłoby jednak uznać, że to pełen obraz problemu.

Postulowana przez liberalnych oświeceniowych myślicieli zmiana stosunków społecznych to coś co  jak sądzę należy uznać za program pozytywny. Choć oczywiście jego potencjał jest już wytracony, to trudno nie docenić jego historycznej wagi- niezależnie od ocen formułowanych z bardziej konserwatywnych, lub reakcyjnych pozycji. Obraz bezmyślnej, pasożytniczej szlachty, oraz kleru zapładnia karty choćby klasycznego dzieła Woltera Kandyd. Zresztą Wolter to mimo odmiennego niż u Monteskiusza rozłożenia akcentów (jego myśl określa się niekiedy mianem ,,liberalizmu mieszczańskiego”) to wciąż dobry przykład dla tropicieli  ,,genetycznego” elitaryzmu liberałów, by wspomnieć tylko słynny cytat: ,,Nie jest możliwe na naszym nieszczęśliwym globie, aby ludzie żyjący w społeczeństwie nie byli podzieleni na dwie klasy: bogatych, którzy rządzą, i biednych, którzy im służą”. Takie ujęcie to już jednak swoisty ,,arystokratyzm pieniądza”, w opozycji do dość zgodnie krytykowanego przez większość liberalnych myślicieli ,,arystokratyzmu krwi”.

Nie sposób nie nawiązać w tym miejscu do jednej z najciekawszych, a na pewno jednej z najbardziej estetycznych, oświeceniowych krytyk dominacji społecznej szlachty – sformułowanej w libretcie Wesela Figara. Odmalowana w nim postać andaluzyjskiego arystokraty domaga się na podstawie prawa pierwszej nocy, zastąpienia tytułowego Figara w czasie nocy poślubnej (Sztukę, w której, z zuchwalstwem iście niesłychanem, Bronić własnej małżonki sługa śmie przed  panem!). Choć jest to, jest to oczywiście tylko retoryczne wyolbrzymienie ówczesnych feudalnych przywilejów, to problemy z jej wystawieniem dużo mówiły o ówczesnym napięciu społecznym.

Nie można, nawet w ramach najbardziej odległego porównania, zestawić ze sobą tego okresu z przemianami społeczno- politycznymi schyłku PRL i początków III RP. Nie mniej w opowieści wielu beneficjentów zmian gospodarczych (przeprowadzonych w ramach pewnego nurtu liberalizmu ekonomicznego), ,,nowa Polska”- wykuwana na ,,szczękach” bazarów ma (przynajmniej dla nich) blask autentycznej zmiany i wolności. Zrozumienie znaczenia tego doświadczenia to ważna lekcja, nawet jeśli przyjmiemy, że III RP w nadmiernym stopniu właśnie tę perspektywę wyrażała.

Nie charakteryzuję w tym miejscu szerzej choćby demoliberalizmu Johna Stuarta Milla. To prawda, że zerwał on w znacznej mierze z dyskusją o stanowych przywilejach, wprowadzając ją w nowocześniejsze XIX- wieczne realia. Tak jak pisałem wcześniej chciałem w tym miejscu, podobnie jak w swoim tekście Olgierd Sroczyński, zwrócić uwagę na elitarystyczny rys w historii liberalizmu.

Ale refleksja o stanie społeczeństwa to nie jedyny przykład programu pozytywnego liberalizmu w okresie oświecenia. Pierre Manent (autor wpływowej ,,Intelektualnej historii liberalizmu”) zwraca choćby na jego potencjał w zakresie rozwoju nowych rozwiązań ustrojowych: ,,Liberalizm wybił się na wiodące miejsce pod koniec XVIII wieku, bo przynosił nowe rozwiązanie problemu rządzenia europejskimi ciałami politycznymi. Pozwalał także wywikłać się z alternatywy charakteryzującej poprzednie wieki dziejów Europy, alternatywy polegającej na wyborze między republiką rozdzieraną przez frakcje, a monarchią uciskaną przez władcę lub – bądź także – przez jego aparat.” W jego ujęciu liberalizm to także synteza dwóch tradycji w rozwoju europejskiej myśli ustrojowej: starożytnej republiki oraz nowożytnej monarchii. Jak sądzę, pokazuje to że przynajmniej w przeszłości liberalny Atlas miał siłę dźwigać świat.

Polityczność- lekcja nieodrobiona przez liberałów.

Pomysł przywoływania niemieckiego myśliciela w kontekście próby jej wzmocnienia  może się wydawać kontrowersyjny (lub wręcz absurdalny), nawet tym którzy kojarzą tylko zarys jego myśli. Do tych wątpliwości odnosi się sama autorka pisząc we wstępie do Carl Schmitt. Wyzwanie polityczności, że ,,Bez wątpienia Schmitt jest naszym przeciwnikiem, ale przeciwnikiem, z którym warto się zmierzyć, cechującym się nadzwyczajnym poziomem intelektualnym”.

Chantal Mouffe zauważa, że przeprowadzona przez liberałów neutralizacja życia społeczno-politycznego, w jej ujęciu np. poprzez: faktyczne wypieranie antagonizmów politycznych (opisuje to głównie w kontekście czegoś, co autorka nazywa modelem deliberatywnym), czy próbą zastąpienia polityki etyką (na tych dwóch problemach skupię się w tym fragmencie- jest to dość subiektywny wybór, obciążony również pewnymi, koniecznymi w kontekście charaktery tekstu, uproszczeniami), to swoisty ,,oświecony marsz ludzkości w kierunku nowego porządku światowego i demokracji kosmopolitycznej”. W podobnym tonie piszę też Olgierd Sroczyński, kiedy we wstępie swojego tekstu zwraca uwag na zawiedzione nadzieję entuzjastów ,,teorii końca historii”.

Chantal Mouffe często za Carlem Schmittem zwraca uwagę na problem kolonizacji/ zastąpienia polityki przez charakterystyczną dla liberałów uniwersalną refleksję etyczną. Nie chodzi tu więc oczywiście o krytykę znaczenia etyki jako takiej (problematyka etyki państwowej, to ważne przemyślenia w myśli niemieckiego myśliciela), ale o zauważenie, że pod płaszczem uniwersalnych, ogólnoludzkich wartości skrywa się w istocie liberalna agenda polityczna. Przykładów z Polski, oraz spoza jej granic jest tutaj aż nadto. W redagowany przez Chantal Mouffe zbiorze Carl Schmitt. Wyzwanie polityczności, filozof prawa David Dyzenhaus w eseju Przywrócić wiarę w państwo zwraca uwagę na sposób w, jego zdaniem, liberałowie dokonuję tego zastąpienia. Następuje ona w jego ocenie poprzez ustalony z góry katalog wartości, co czyni pole do politycznej dyskusji węższym. Jest to więc, upraszczając próba stworzenia takiego politycznego wyścigu, w którym obóz liberalny już na początku jest w dalece lepszej sytuacji niż pozostali gracze.

Takie ujęcie bliskie jest przemyśleniom Carla Schmitta zawartym w eseju Etyka państwowa a pluralistyczna teoria państwa. Już na wstępie tekstu polemizuje on z próbami uniwersalizacji etyki, odwołując się do myśli G.D.H. Cole’a, oraz Harolda J. Laskiego, u których jako niejasne określa posługiwanie się tak ogólnymi pojęciami jak ,,society”, oraz ,,ludzkość”. Choć oczywiście w kontekście rozważań o relacji etyka-polityka, bodaj najbardziej znany jest cytat z eseju Pojęcie polityczności: ,,Myśl liberalna systematycznie i konsekwentnie lekceważy lub pomija państwo oraz politykę, natomiast z wyjątkowym uporem nawiązuje do dwóch, wyraźnie spolaryzowanych, heterogenicznych sfer, do etyki i gospodarki – świata duchowego i świata interesów, do wiedzy i własności.”

Analiza problemów współczesnego liberalizmu/ liberalnej demokracji, na podstawie już choćby charakteryzowanego wyżej problemu z zastąpieniem polityki etyką (ale nie tylko, różnorakie uwagi  można zresztą różnie niuansować- by wspomnieć tylko o dywagacjach dotyczących pluralizmu), doprowadziły Chantal Mouffe do refleksji o konieczności zastąpienia demokracji deliberatywnej, demokracją antagonistyczną.

Upraszczając, można przyjąć że demokracja deliberatywna to termin nieomalże synonimiczny do używanego wielokrotnie w tym tekście terminu  demokracja liberalna (choć pod pewnymi względami można przyjąć, demokracja deliberatywna odnosi się tylko do niektórych cech demokracji liberalnej- jak np. sposób podejmowania decyzji). W Agonistyce definiuje ten model (w oparciu o przemyślenia Rawlsa, i Habermasa można w jej ocenie mówić o przynajmniej dwóch wersjach demokracji deliberatywnej- w moim tekście pomijam te rozróżnienie), jak działania zmierzające do stworzenia przestrzeni dialogu, u której podstaw leży przekonanie, że dzięki świadomej partycypacji i dyskusji obywatele będą w stanie osiągnąć zgodę co do najlepszych rozwiązań. Ważne elementy składowe tego pojęcia to również pluralizm (choć jest on oczywiście, w jej ocenie, mocno ograniczony- pozostający de facto w sferze deklaracji), oraz przekonanie o konieczności wyzbycia się namiętności w polityce. W eseju Carl Schmitt i paradoks demokracji liberalnej, Chantal Mouffe zwraca uwagę jeszcze na inne elementy składowe demokracji deliberatywnej, jak choćby racjonalność– którą definiuje w tym tekście głównie na poziomie pewnych warunków podejmowania decyzji (bezstronność, równość, otwartość, brak przemocy, czy jednomyślność).

Oczywiście, Chantal Mouffe pozostaje sceptyczna wobec efektów jakie model demokracji deliberatywnej może osiągnąć. Główne jej zarzuty są łatwe do odgadnięcia: maskowanie politycznych sporów i namiętności, faktyczny brak pluralizmu, czy nie zrozumienie specyfiki polityczności– z jej autonomicznym wobec ekonomii, czy etyki rozumieniem konfliktu.

Do problemu deliberowania i jego związkach z liberalizmem Carl Schmitt odnosił się zresztą w  zabawny sposób (choć nie każdy liberał się zaśmieje) w jednym ze swoich najbardziej znanych cytatów: ,,Liberalizm z wszystkimi jego sprzecznościami i kompromisami jest zjawiskiem chwili. Odpowiedzią na pytanie „Chrystus czy Barabasz?” jest tutaj propozycja negocjacji, poszukiwania kompromisu w ramach parlamentarnej komisji. Taka postawa nie jest wszelako przypadkowa, lecz wynika z liberalnej metafizyki.”

Czy Carl Schmitt uratuje liberalna demokrację?

Odpowiedzią na to pytanie jest coś co Chantal Mouffe, sama określa jako model agonistyczny. Wychodzi on od artykułowanej już wcześniej, choćby na przykładzie etyki, myśli że liberalizm w niedostatecznym stopniu uwzględnia ściśle polityczne namiętności- apriorycznie formułując szeroki katalog tematów, które nie podlegają dyskusji. Model agonistyczny, ma tworzyć warunki dla konfrontacyjnej ekspresji konfliktów. Opiera się na zrozumieniu (i emocjonalnym) zaakceptowaniu, że niekiedy różnice między nami są zwyczajnie niezwykle dalekie i autentyczne. Tylko taki wniosek może doprowadzić nas do takiej formy (liberalno) demokratycznej wspólnoty, która tworzy miejsce dla czegoś co Chantal Mouffe określa jako konfliktowy pluralizmu. Chantal Mouffe odrzuca więc naiwną jej zdaniem wizję modelu deliberatywnego – wedle którego najistotniejszy problem to utworzenie przestrzeni dialogu. Interesujące są w tym kontekście uwagi Olgierda Sroczyńskiego o populizmie. Faktycznie mówienie przez część liberałów o populizmie, to jeden z istotniejszych przykładów odmawiania podjęcia realnej dyskusji. O zaprzestanie nadużywania tego słowa apelował zresztą w głośnej książce ,,Co to jest populizm?” Jan-Werner Müller.

Osobiście, za najbardziej interesującą część jej rozważań uważam zwrócenie uwagę na twórczy potencjał konfliktu- dyskusja o dzielących nas różnicach, to w naszej do niedawna fetyszyzującej bezkonfliktowość polityce  poniekąd również ,,lekcja Schmitta”. To również pierwszy krok w stronę jego twórczego wykorzystania konfliktu. Już sam pomysł sięgnięcia do dorobku Carla Schmitta, przez kojarzoną ze środowiskiem Krytyki Politycznej- wydała ona kilka jej pozycji (Pojęcie polityczność, Agonistyka, czy redagowany przez nią zbiór tekstów Carl Schmitt. Wyzwanie polityczności) myślicielkę, może być pewnym przełamaniem dzielących nas intelektualnych murów. Jestem pewien że jest to jeden z tych rodzajów refleksji, która przekracza (albo przynajmniej próbuje) granicę obozów ideologicznych. Ten swoisty intelektualny eksperyment można potraktować choćby w duchu promowanego przez środowisko krakowskich Pressji heterointelektualizmu (np. teka I Love lewica). Do postaci Chantal Mouffe odnosi się również np.Tomasz Sawczuk w Nowym liberalizmie, bez wątpienia jednym z bardziej interesujących polskich głosów o kryzysie liberalizmu.

Poruszone w moim tekście problem – zarówno korzenie koncepcji liberalnych, mniej kanoniczne pomysły na jej odnowę, jak i w końcu sam dorobek Carla Schmitta, to tematy ledwie zarysowane- na pewno pojawią się one w tekstach publikowanych na Merytoryczny.pl. Na koniec chciałbym przywołać jeszcze cytat z autorki, w którym tłumaczy swoje motywacje dotyczące odwoływania się do myśli Carla Schmitta: ,,Zainteresowanie Schmittem bierze się z przekonania, że odwołując się do jego prac, możemy lepiej zrozumieć niedoskonałości dominującego modelu liberalnego. Taka świadomość jest kluczowa, jeśli chcemy znaleźć odpowiedzi na problemy liberalnej demokracji”.

Czy więc Carl Schmitt uratuje liberalną demokracje? Wypada mi się zgodzić z Chantal Mouffe, że wbrew oczywistej intuicji wielu, może on ze swoją krytyką być (przynajmniej niekiedy) jej sprzymierzeńcem. Sam model agonistyczny, zaś cenną intelektualną figurą- potrzebną w dyskusji o liberalnej demokracji szczególnie kiedy jest ona w momencie przełomu.

Chcesz publikować u nas swoje teksty? Napisz do nas na merytoryczny.pl@gmail.com