Czy nasze drogowe wyskoki kosztują nas zbyt mało?

W ostatnim czasie na zlecenie internetowego serwisu „Rzeczpospolitej” przeprowadzono sondaż, w którym zapytano ankietowanych o kwestię wysokości mandatów, które niezmiennie obowiązują od lat. Wiele się w tym czasie zmieniło, a co najważniejsze – zmieniała się wysokość płacy minimalnej, która wzrosła kilkukrotnie, a co za tym idzie – znacznie spadła dotkliwość kary, co może mieć wpływ na ilość popełnianych wykroczeń w ruchu drogowym

Masz inne zdanie? Napisz do nas na merytoryczny.pl@gmail.com

Uczestnikom badania zaproponowano następujące opcje pytając o zasadność podniesienia kar:

  1. podniesienie wysokości mandatów i uzależnienie ich od dochodów kierowcy
  2. podniesienie do 2000zł
  3. podniesienie do 1500zł
  4. podniesienie do 1000zł
  5. utrzymanie status quo

Najwięcej osób opowiedziało się za pierwszą opcją (25,6%), utrzymanie stanu obecnego natomiast poparło 21,5%. Opcje trzech różnych limitów poparło odpowiednio (zaczynając od najwyższego) 16,6%, 8,6% oraz 14,3%. Pozostałe 13,4% nie miało zdania. Na czoło wysuwają się więc dwie opcje – jedną jest wprowadzenie modelu skandynawskiego, druga natomiast pozostawienie sprawy taką, jaką jest obecnie.

Uzależnienie wysokości kary od dochodów dotyka dwóch istotnych kwestii, mianowicie kwestii równości obywateli wobec prawa oraz dotkliwości kary. Konstytucja w sposób jasny stwierdza, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa i z tego właśnie powodu mogą oczekiwać równego traktowania ze strony władz publicznych. Pytanie więc brzmi – czy wprowadzanie gradacji obywateli ze względu na wysokość osiąganego dochodu aby na pewno pozostaje w zgodzie z tą konstytucyjną zasadą? O jakiej równości wobec prawa można mówić, jeśli państwo w różny sposób karze za to samo przewinienie? Oczywiście można by próbować obejść ten problem ustalając wysokość mandatu jako procent z miesięcznego dochodu (a więc różna wartość wyrażona w liczbie, lecz kara w gruncie rzeczy taka sama), niemniej takie koncepcje raczej łatwo podważyć – chociażby dlatego, że aby wysokość takiego mandatu obliczyć, najpierw kierowca dochód musi wykazywać.

Z drugiej strony oczywiście pojawia się kwestia dotkliwości kary. Co ciekawe, opisywany model karania wykroczeń drogowych spotyka się w krajach skandynawskich, które z reguły wyżej cenią nieuchronność kary niż jej surowość, co często jest powodem wielu ironicznych uwag pod adresem skandynawskich systemów penitencjarnych, mimo ich bezsprzecznie dobrych wyników w resocjalizacji skazanych. Owszem, kara powinna być dotkliwa, dlatego podniesienie maksymalnej wysokości mandatów z pewnością okaże się niezbędne, ciężko jednak zgodzić się z postawieniem wyżej wychowawczego charakteru tej kary, niż jednej z naczelnych zasad konstytucyjnych.

Trudno jest mi diagnozować przesłanki, jakimi kierowali się zwolennicy utrzymania obecnych stawek mandatów karnych, być może byli to sami sprawcy wykroczeń, być może to była ta część społeczeństwa, która rzeczywiście uznaje obecną wysokość kar za istotne zagrożenie dla domowego budżetu. Niemniej sądzę, że ten punkt widzenia jest wyjątkowo trudny do obrony. Rzeczywiście te kary nie są już tym samym, czym były w momencie ich wprowadzenia, trudno mówić o ich wyjątkowej dotkliwości, a przede wszystkim – jeśli ustawodawca w 1997 roku ustalił ich wysokość w okolicach 2,5-krotnej pensji minimalnej, to podążanie za wolą ustawodawcy byłoby tutaj najbardziej racjonalnym rozwiązaniem.

Bez wątpienia kwestia ta wymaga gruntownej, przemyślanej dyskusji. Być może dobrze byłoby właśnie uzależnić wysokość maksymalnego mandatu od wysokości pensji minimalnej, tak by nie były to sztywne, wpisane w ustawę stawki, nad którymi trzeba co jakiś czas debatować, bo ich dotkliwość nie jest już taka, jak na początku. Ustalenie zasad obliczania maksymalnych stawek na dany rok z pewnością w dużej mierze rozwiązałoby problem surowości kary, a możliwość większego niż dotychczas ubytku w portfelu z pewnością skłoniłaby niejednego kierowcę do refleksji nad swoim postępowaniem.

Sebastian Bachmura

Absolwent prawa, tradycjonalistyczny konserwatysta, publicysta. Współpracuje m.in. z czasopismem "Pro Fide Rege et Lege" oraz "Portalem Myśli Konserwatywnej - konserwatyzm.pl" i portalem "Myśl Konserwatywna".