Dyneburg. Przewodnik praktyczny. Od centrum do twierdzy.

I oto siedzimy w tramwaju numer 3, do którego wsiedliśmy w środku lasu (vide: Przewodnik praktyczny. Od Słobódki do cmentarza) i jedziemy do centrum Dyneburga, aż pod Dom Jedności (łot. Vienības nams).

Dyneburski tramwaj.

Dom Jedności i okolica

Gmach wybudowano w 1937 roku za pieniądze zebrane przez mieszkańców Dyneburga. Od tamtego czasu jest to kulturalne serce miasta. Znajduje się tu biblioteka, centrum kultury, informacja turystyczna, muzeum bimbru i teatr. Na tę ostatnią instytucję warto szczególnie zwrócić uwagę. Przestawienia są bowiem w różnych językach: łotewskim, łatgalskim, rosyjskim i języku ciała (spektakle taneczne). Ceny biletów wahają się między 3,5 a 15,5 euro. A jak ktoś nie lubi teatru, to może wybrać się do muzeum bimbru (łot. Šmakovkas muzejs).

Dom Jedności.

Obok Domu Jedności znajduje się prawosławna kaplica św. Aleksandra Newskiego. Znajduje się ona w miejscu, gdzie do 1969 roku stał Sobór św. Aleksandra Newskiego. Został on wysadzony w powietrze przez Sowietów. Starsi mieszkańcy Dyneburga do dziś wspominają ogromny huk, który rozległ się tamtego dnia (18 listopada). Współczesna kaplica została postawiona na początku XXI wieku.

Prawosławna kaplica św. Aleksandra Newskiego.

Nieopodal kaplicy możemy natknąć się na dość specyficzny pomnik. Jest to głaz z napisem: “Nevainīgajiem sarkanā terora upuriem”. Znaczy to dokładnie: “Niewinnym ofiarom czerwonego terroru”. Osobiście intrygowały mnie zawsze te “niewinne ofiary”. Czy zatem jeśli ktoś był tzw. “leśnym bratem” (antykomunistycznym partyzantem) to jest “niewinną ofiarą” czy jednak “zawinił” i już nie należy go upamiętniać?

Pomnik niewinnych ofiar czerwonego terroru.

Kaplica, jak i pomnik “niewinnych ofiar” graniczą ze skwerem Andrejsa Pumpursa (1841-1902) autora narodowego eposu łotewskiego pt. “Lāčplēsis”. Za skwerem natomiast stoi gmach Uniwersytetu Dyneburskiego (łot. Daugavpils Universitāte) wzniesiony w latach 50-tych XX wieku. Jest to jeden z najbardziej monumentalnych sowieckich budynków w mieście.

Skwer A. Pumpursa. W tle kaplica.
Gmach Uniwersytetu Dyneburskiego podczas festiwalu Gaudeamus w 2014 roku.

W okolicy Domu Jedności znajduje się jeszcze jedno “kontrowersyjne” miejsce. Jest to klub “Artilērijas Pagrabi” (Piwnice Artylerii), który zasłynął jako “rasistowski”, bo obsługa… nie mówi po rosyjsku i rosyjskim klientom odpowiada po łotewsku bądź angielsku. Jest to jedno z nielicznych miejsc w mieście, gdzie warto wybrać się wieczorem ze znajomymi. Głównie ze względu na odbywające się tam koncerty.

Artilērijas Pagrabi (wejście do piwnic widać po prawej).

Ulica Ryska i przecznice

Ulica Ryska to główny deptak w Dyneburgu. Zwykle świeci pustkami. Zdarza się jednak, że zmienia swoje oblicze i pełen jest ludzi. Zwłaszcza w letnie wieczory. Nad wszystkim góruje mało ciekawy budynek hotelu Latgola. Na ostatnim piętrze znajduje się jednak restauracja, skąd można zobaczyć okolicę.

Ulica Ryska.

Obok hotelu stoi klasycystyczny Kościół św. Piotra w okowach wybudowany w latach 1848-1849. W przewodnikach można przeczytać, że jest to jedyny na Łotwie kościół “przypominający Bazylikę Św. Piotra w Rzymie”. Tak jak w przypadku Kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP, również tu odprawiane są Msze Św. w języku polskim. Nieopodal świątyni, przy ulicy Michoelsa 58, została wmurowana tablica upamiętniająca polskiego dyrygenta Grzegorza Fitelberga.

Kościół św. Piotra w okowach.
Przykościelna Łada.
Wnętrze kościoła.

Anegdota głosi, że po śmierci Stalina Fitelberg miał zwrócić się do muzyków (swoją drogą było to w Katowicach, które przemianowano na Stalinogród) słowami: “Dziś w nocy śmierć zabrała nam wspaniałego człowieka. Straciliśmy geniusza, którego uwielbiałem i ja, i wy. Dziś w nocy zmarł wielki radziecki… kompozytor, mój przyjaciel Siergiej Prokofjew. Proszę państwa o uczczenie jego pamięci minutą ciszy.” Po chwili dodał, zwracając się do koncertmistrza: “Panie Wochniak, a tak swoją drogą: podobno Stalin też umarł.”

Tablica poświęcona Grzegorzowi Fitelbergowi.
Tablica upamiętniająca wizytę Józefa Piłsudskiego w Dyneburgu.
Defilada polskich żołnierzy w 1920 roku. Po prawej budynek przy Gimnazjalnej 12.

Od ulicy Ryskiej odchodzi kilka przecznic, w które możemy skręcić. Dzielą one centrum na kwadraty zabudowane zabudową przypominającą rosyjskie miasta. Są budynki z XIX wieku, kamienice z lat 50-tych XX wieku i późniejsze chruszczowski. Wszystko to tworzy swoisty postsowiecki miks. Szczególną uwagę warto zwrócić na dwa budynki przy ulicy Gimnazjalnej (łot. Ģimnāzijas iela). Pod numerem 12 znajduje się Bank państwowy, pod 11 – Sąd okręgowy Łatgalii, na ścianie którego wisi tablica upamiętniająca wizytę Józefa Piłsudskiego. Odwiedził on Dyneburg 27 stycznia 1920 roku, po udanej kampanii, która doprowadziła do wyzwolenia miasta z rąk Bolszewików.

Muzeum i okolica

Po obejrzeniu carsko-sowieckiej mieszanki architektonicznej wracamy w okolice Domu Jedności. Stąd idziemy w kierunku Parku Dubrovina. Po drodze mijamy budynek straży pożarnej z 1876 roku.

Budynek straży pożarnej.
Straż pożarna w akcji.
Wieczny płomień.
Mauzoleum żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 9 maja 2014 roku.

W parku znajduje się mauzoleum żołnierzy sowieckich, w którym płonie wieczny ogień. Jest to centralne miejsce wszystkich obchodów Dnia Pabiedy 9 maja. Nie park i mauzoleum jest jednak naszym celem, ale Muzeum regionalne i sztuki (łot. Daugavpils Novadpētniecības un mākslas muzejs). Znajdziemy w nim ekspozycje dotyczące lokalnej historii, kultury, przyrody oraz sztuki. I choć nie jest to nowoczesna placówka, to mimo wszystko warto ją odwiedzić, choćby ze względu na polskie wątki, których tam nie brakuje.

Muzeum.

Nieopodal muzeum, przy ulicy Muzealnej 6 (łot. Muzeja iela) znajduje się budynek, w którym od 1930 roku aż do wybuchu wojny mieścił się Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety po upadku komunizmu placówka nie wróciła do Dyneburga. Gmach jest obecnie siedzibą Straży Miejskiej (łot. Daugavpils Pilsētas pašvaldības policija).

Budynek byłego polskiego konsulatu.

Dźwina

Daugav’s abas malas mūžam nesadalās” (Dźwiny oba brzegi na wieki niepodzielne) – głoszą słowa jednej z łotewskich pieśni. Nie zawsze jednak tak było. W istocie bowiem dzisiejszy Dyneburg leży w dwóch różnych krainach historycznych. Prawobrzeżna część to Łatgalia, czyli Inflanty Polskie, lewobrzeżna to Semigalia należąca niegdyś do Księstwa Kurlandii i Semigalii. Różnice widać do dzisiaj (tak jak do dzisiaj w Polsce widać granice zaborów).

Zachód Słońca nad Dźwiną.

Wiele osób odwiedzających Dyneburg bagatelizuje rzekę, od której miasto wzięło swoją nazwę. Tymczasem jest to jedno z ciekawszych miejsc. Warto wybrać się nad jej brzeg. Zwłaszcza wieczorem, gdy zachodzi Słońce. Widoki są niezapomniane.

Czerwcowa Dźwina.

Spod budynku byłego konsulatu idziemy więc w kierunku mostu, który pozwala nam przejść na semigalską część. Przed oczami mamy charakterystyczny krajobraz: wysoki komin elektrociepłowni z 1911 roku, rzeka oraz mała przystań. Tuż za mostem jest zejście na brzeg. Woda jest czysta, widok kąpiących się ludzi nikogo więc nie dziwi.

Widok na elektrociepłownię i przystań.
Most łączący dwa brzegi.
Droga do twierdzy.

Twierdza

To jednak nie koniec. Wracamy na łatgalską stronę Dyneburga, aby przespacerować się wzdłuż rzeki. Po przejściu kilkuset metrów naszym oczom ukaże się most kolejowy z 1949 roku. Warto jednak dodać, że poprzednia konstrukcja pochodziła z 1859 roku. Był to pierwszy stalowy most kolejowy w krajach bałtyckich.

Most kolejowy.
Polscy żołnierze nad Dźwiną. 1920 rok.

Niedaleko mostu znajduje się rondo, przy którym ustawiono instalację upamiętniającą nadanie Dyneburgowi praw miejskich przez Stefana Batorego. Jest tu również pętla tramwajowa (linia nr 3), skąd można wrócić do centrum. Zanim jednak wsiądziemy do KTM-5 czeka nas wizyta w największej atrakcji Dyneburga, czyli carskiej twierdzy.

Wrota Mikołajewskie.
Infrastruktura obronna twierdzy.

Na eksploracji tego miejsca można spędzić cały dzień albo i dłużej. Kompleks ma bowiem powierzchnię ponad 150 ha. Obejmuje 80 budowli. Część z nich to wciąż zamieszkane sowieckie bloki. Na szczęście zachowało się sporo budynków XIX-wiecznych oraz infrastruktura obronna składająca się z ośmiu bastionów, sześciu rawelinów i sześciu kontrgard.

Magazyn.
Łada przy chruszczowce.
Budynek szkoły wojskowej.

W 2013 roku w budynku, w którym pierwotnie mieścił się arsenał, otwarto Centrum Sztuki Marka Rotki (łot. Daugavpils Marka Rotko mākslas centrs). Wystawa stała obejmuje pięć prac patrona miejsca. Obejrzeć można również wystawy czasowe artystów łotewskich i zagranicznych (również polskich). Niestety bilet obejmujący wszystkie wystawy najtańszy nie jest. Jego koszt to 10 euro. No chyba, że ktoś urodził się 24 kwietnia (rocznica otwarcia DMRMC) oraz 25 września (urodziny Marka Rotki), wtedy płaci połowę ceny.

Centrum Sztuki Marka Rotki podczas festiwalu Gaudeaumus w 2014 roku.

Polskie akcenty w dyneburskiej twierdzy można znaleźć nie tylko na wystawach czasowych w DMRMC. Obok Centrum postawiona została bowiem tablica upamiętniająca powstańca styczniowego, hrabiego Leona Platera, skazanego przez sąd wojenno-polowy na karę śmierci przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano 9 czerwca 1863 roku prawdopodobnie przy trzecim bastionie. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają jego zwłoki.

Tablica poświęcona Leonowi Platerowi (z błędną datą śmierci).

Inne “polskie miejsce” to wzgórze, na którym w 1626 roku wojewoda smoleński Aleksander Gosiewski zbudował drewniany kościół przekazany następnie Jezuitom. Było to wotum za zwycięstwa odniesione w walce ze Szwedami. W 1764 roku na jego miejscu wybudowano nowy kościół w stylu baroku wileńskiego. Pozostawał on w rękach Jezuitów do 1811 roku, kiedy to dokonano kasaty zakonu a katolicką świątynię zamieniono w cerkiew prawosławną, która służyła załodze powstającej twierdzy. Po 1920 roku świątynia zachowała garnizonowy charakter, odbywały się w niej jednak nabożeństwa katolickie, luterańskie i prawosławne. Niestety budynek został częściowo zniszczony podczas II wojny światowej i w czasach sowieckich został rozebrany.

Czołgi międzywojennej Łotwy. W tle Kościół Jezuitów.
Pustostany.
Okazjonalny przejazd karocą.
Pustostany.
Piwnica jednego z pustostanów.
Towarzysz odpowiedzialny z eksploatację.
Szpital.
Pustostan. Jeden z wielu.

Sporą część kompleksu stanowią pustostany. Dla miłośników tzw. “urbexu” (eksploracji miejskiej) może być to wystarczający powód do odwiedzenia Dyneburga. Cóż, nie jest to miasto, które można zwiedzić bez przygotowania, nie ma w nim bowiem zbyt oczywistych atrakcji turystycznych. Nawet do twierdzy trzeba podejść spokojnie i samemu zbadać, to co w sobie skrywa. Mam nadzieję, że niniejszy “przewodnik praktyczny” (nie turystyczny) pomoże komuś odkryć to miasto. Myślę, że warto. Trzeba jednak pamiętać o odpowiednim nastawieniu. Dyneburg ma swoją specyfikę.