Czy Polska jest uzależniona od węgla?

Polskie media często informują o wzroście importu węgla do Polski, ostrzegając przy tym o rosnącym uzależnieniu. Czy faktycznie można mówić o takim zjawisku?

W ubiegłym roku do Polski napłynęły rekordowe ilości węgla. Według danych Eurostatu, w 2018 roku do Polski sprowadzono w sumie ok. 20 mln ton węgla kamiennego, z czego 13,5 mln ton pochodziło z Rosji.

Z kolei według danych Agencji Rozwoju Przemysłu, w ubiegłym roku wynik wydobywczy polskich kopalń uplasował się zatem na poziomie ok. 64 mln ton.

A więc: w ubiegłym roku ok. 1/4 węgla kamiennego dostępnego na polskim rynku pochodziła z importu, z czego przeważająca część z Rosji.

Czy można zatem mówić o uzależnieniu? Warto w tym odnieść się do innych źródeł energii – z puli ok. 17 mld metrów sześciennych gazu, który jest rocznie zużywany w Polsce, ok. 9 mld m3 (a więc ok. 55%) pochodzi z Rosji. Gazprom odpowiada obecnie za ok. 70% naszego importu. Udział ten systematycznie spada, przede wszystkim dzięki terminalowi LNG w Świnoujściu, ale nadal pozostaje wysoki. Podobną wysokość (ok. 70%) ma Rosja w dostawach ropy naftowej do Polski. Ten współczynnik również ustawicznie spada. Jednakże polskie rafinerie są dostosowane technicznie do przerobu ropy z kraju Władimira Putina. Import w przypadku tego surowca pokrywa ok. 95% naszego zapotrzebowania.

Byłbym zatem ostrożny z mówieniem o “uzależnianiu się od węgla z Rosji”. Procent paliwa, które sprowadzane jest zza granicy w przypadku węgla jest znacznie niższy niż w przypadku ropy czy gazu. Należy też pamiętać, że import z tego kraju trwa od lat, choć oczywiście w mniejszych wolumenach.

Co więcej, warto zauważyć, że od dostaw rosyjskiego węgla Polska może się stosunkowo szybko uniezależnić. Węgiel kamienny to paliwo bardzo wygodne i łatwe w składowaniu oraz w transporcie. Może trafiać nad Wisłę tak morzem, jak i koleją. Wstrzymanie jego dostaw z jednego kierunku (czyli, dajmy na to, rosyjskiego) spowoduje natychmiastowe zapełnienie tej luki przez innych dostawców (np. USA, Kolumbię czy Australię, od których już teraz kupujemy węgiel). Nie da się tego samego powiedzieć o gazie – tu paleta dróg dostaw jest znacznie węższa. Polska gospodarka zasilana jest zaś w większości rosyjskim gazem z rurociągu.

Choć wzrostu importu węgla nad Wisłę to poważny problem gospodarczy i polityczny, to warto ukazać proporcje całego procederu. Co więcej, w pewnej perspektywie polskie kopalnie mogą zwiększyć wydobycie i zminimalizować potrzeby importowe. Problem polega na tym, że są niedoinwestowane – i to potężnie. Jest to wina szeregu kolejnych ekip, które pozwalały sobie na kolosalne zaniedbania i niegospodarność co zostało opisane w obszernym opracowaniu Najwyższej Izby Kontroli w tym zakresie (“NIK o górnictwie węgla kamiennego w latach 2007-2015”).

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.