Trudne (klimatyczne) sprawy

Jak skłonić młodzież ze Strajku Klimatycznego do popierania wycinki i spalania drzew? To prostsze niż może się wydawać.

Dużą uwagę mediów przyciągnęły niedawno wielotysięczne pochody młodych ludzi, sygnalizujących konieczność ochrony klimatu. Trudno nie popierać takiej działalności – pod warunkiem, że za tym wszystkim pójdzie gruntowna, kompleksowa i profesjonalna edukacja, oparta na faktach i rzetelnych danych, nie zaś na fantazjach tej czy innej grupy interesu. Bo jeśli przepływ tej potężnej energii młodych nie zostanie odpowiednio skanalizowany, to wkrótce znajdzie się ona w rękach ludzi, których zwykłem nazywać klimatopopulistami.

Ci klimatopopuliści mogą zaś doprowadzić do sytuacji, w której zaangażowana klimatycznie młodzież… będzie popierać wycinanie i spalanie drzew, wierząc, że broni w ten sposób klimatu i planety.

Tak dzieje się już teraz ze względu na fakt, iż tzw. biomasę zalicza się do odnawialnych źródeł energii, które mają przecież reputację “zielonych”, a więc przyjaznych klimatowi. W Niemczech produkuje się z biomasy prawie tyle samo energii, co z paneli fotowoltaicznych (45,01 TWh) . Źródło to jest czołowym europejskim OZE – według danych Komisji Europejskiej, w 2012 roku spalanie biomasy i odpadów odpowiadało za 2/3 unijnej konsumpcji energii odnawialnej. Biomasa wkomponowała się w tę gałąź energetyki tak mocno, że mało kto sygnalizuje wyłączenie jej z grona OZE. Zwłaszcza, że gdyby takie wyłączenie nastąpiło, to wiele europejskich miksów energetycznych straciłoby na zieloności.

A dlaczego biomasa w ogóle zaliczana jest do OZE? Doskonałe pytanie – w (nieco uproszczonej) teorii, dwutlenek węgla uwalniany podczas jej spalania miał zostać wychwytywany przez nowe nasadzenia roślin. No, ale praktyka wygląda inaczej, co sygnalizowała już m.in. amerykańska Agencja Ochrony Środowiska. Sprawa rozjeżdża się m.in. czasowo – wzrost roślin trochę jednak trwa, a tymczasem ich spalanie emituje do środowiska CO2 akurat w tym momencie, gdy – według klimatologów – potrzebna nam jest szybka redukcja tychże emisji. Pomijam już fakt komplikacji obliczeniowych przy potencjale absorpcyjnym nowych nasadzeń.

Innymi słowy mówiąc: idąc obecnym szlakiem myślenia o źródłach odnawialnych, popieramy de facto wycinkę i spalanie roślin w ilościach hurtowych. Skojarzenie z walką o płonącą Amazonię nasuwa się samo.

Ktoś może powiedzieć: hej, ale przecież biomasa jest mniej emisyjna niż węgiel! Możemy nią zastępować jednostki węglowe! Tak, biomasa jest w wyliczeniach mniej emisyjna od węgla – według wyliczeń IPCC przy jej spalaniu emituje się średnio ok. 3,5 razy mniej CO2 niż przy spalaniu węgla. Ale biomasa nie jest przecież jedyną technologią, którą można zastępować węgiel. Tymczasem, cichy rozrost sektora biomasy odbywa się w tym samym czasie, co głośna śmierć europejskiego sektora jądrowego (nie mówię, że te zjawiska są powiązane, po prostu zachodzą równolegle, choć w sumie warto się zastanowić, jakie moce zastępować będzie realnie biomasa). Warto w tym miejscu przypomnieć, że energia jądrowa – według tych samych wyliczeń IPCC – jest 68 razy mniej emisyjna niż węgiel i prawie 20 razy mniej emisyjna niż biomasa. Ciekawy artykuł o tej kwestii ukazał się na portalu Vox.

Podsumowując: ten i tak uproszczony (za co z góry przepraszam osoby bardziej siedzące w temacie) rzut oka na jeden z wielu problemów współczesnej energetyki to posmak tego, z czym zmierzyć musi się każdy, kto chce rozsądnie i kompleksowo myśleć o jej transformacji. Takie zawiłości należy wciągać na siłę do debaty publicznej, by formować maksymalnie rzetelną dyskusję o klimacie i energii. Inaczej ludzie – pełni szlachetnych pobudek – złapią się na lep tych, którzy widzą w nich jedynie słupki poparcia.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.