Wzmożenia środowiskowe – cenne narzędzia dezinformacji

Świadomość środowiskowa to cecha społeczeństw rozwiniętych i dostatnich, dlatego cieszy, że w Polsce coraz więcej osób uwrażliwia się na kwestie ekologiczne. Oznacza to po prostu, że wiedzie nam się coraz lepiej i dostrzegamy szerszy kontekst naszej życiowej działalności.

Jednakże nie sposób nie dostrzec tu pewnego potencjału dezinformacyjnego, który polega m.in. na nieumiejętności pojęcia skali pewnych zjawisk, braku wiedzy i zastępowaniu faktów emocjami.

Koronnym przykładem może być sławetne zdjęcie wiewiórki, która miała rzekomo zginąć podczas wycinki drzew spowodowanej nowymi regulacjami wprowadzonymi przez resort środowiska (czyli tzw. Lex Szyszko). Fotografia – załączam ją do tego posta – wywołała ogromne poruszenie w Internecie – jego użytkownicy wskazywali, że zwierzę jest jedną z pierwszych ofiar nowego prawa.

Jak się potem okazało, wiewiórka (która zdechła w nieznany sposób, najprawdopodobniej niepowiązany z żadną wycinką) leżała na drzewie w Parku Szczęśliwickim (który nie podpadał pod regulacje Lex Szyszko, bo był terenem miejskim). Co więcej, drzewo, na którym leżała wiewiórka nie zostało wycięte – zwierzę leżało w miejscu po konarze, który złamał się na kilka miesięcy przed zrobieniem fotografii i został usunięty przez służby.

Warto zauważyć, że tego typu akcje, które okazują się potem, łagodnie mówiąc, podpuchą mogą przykrywać naprawdę istotne kwestie, które wymagają wręcz protestów i społecznej uwagi.

Wyobraźmy sobie bowiem, że 200 kilometrów od granicy z Polską Rosjanie zaczynają budować elektrownię jądrową. Na terenie budowy dochodzi do serii niepokojących zdarzeń, świadczących o lekceważeniu wymogów bezpieczeństwa – dajmy na to, giną tam 4 osoby, reaktor jądrowy zsuwa się z podnośnika i spada z kilku metrów. Nie ma też analiz sejsmicznych ani planów dotyczących skutków ewentualnych wypadków czy awarii. Czy taki przypadek nie powinien wywołać szerokiego, ogólnokrajowego sprzeciwu w Polsce? Czy nie powinniśmy wtedy pomyśleć o nakładkach na profilowe, akcjach protestacyjnych i masowym wyrazie oburzenia?

Otóż, mili Państwo, nie musimy wyobrażać sobie takiego przypadku, gdyż scenariusz, jaki opisałem wyżej realizuje się na naszych oczach. Chodzi o elektrownię jądrową w białoruskim Ostrowcu, którą budują rosyjskie spółki. Obiekt ten spędza sen z powiek Litwinom, w Polsce zaś temat prawie w ogóle nie istnieje. A przecież katastrofa w takim przybytku byłaby dla nas wszystkich śmiertelnie niebezpieczna.

Warto o tym pamiętać przed rozpoczęciem sprzeciwu w kolejnej palącej sprawie środowiskowej.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.