Czy Polska jest energetycznie niepodległa?

Czy Polska jest niepodległa energetycznie? Oto garść faktów, która rzuca światło na tę sprawę.

Polskie zużycie gazu to ok. 17 mld m3 rocznie. Rośnie dość szybko, głównie z uwagi na dynamiczny rozwój gospodarki, program gazyfikacji kraju oraz politykę walki z zanieczyszczeniem powietrza za pomocą kotłów gazowych. Obecnie ok. 8-9 mld m3 (~55% zapotrzebowania) czerpiemy od Gazpromu, za resztę odpowiada nasze własne wydobycie (~4 mld m3 rocznie) oraz dostawy realizowane do Terminala LNG w Świnoujściu.

Już wkrótce Polska zyskać ma nowe kanały odbioru gazu – system Baltic Pipe (o przepustowości 10 mld m3) oraz pływającą jednostkę LNG (tzw. FSRU mającą cumować w Zatoce Gdańskiej, której moce regazyfikacyjne będą wynosić ok. 2-3 mld m3). Rozbudowany ma zostać także świnoujski Terminal LNG – początkowo do 7,5 mld m3 rocznie, z opcją zwiększenia tych możliwości do 10 mld m3. Rozbudowa infrastruktury odbierającej gaz skroplony jest konieczna do obsługi pokaźnego portfela umów – już w 2024 roku do Polski ma trafiać 12,5 mld m3 LNG rocznie. Dzięki tym wszystkim zabiegom Polska ma w 2022 roku zrezygnować z dostaw gazu z Rosji.

Polskie zapotrzebowanie na ropę naftową to ok. 26 mln ton rocznie, z czego importowane jest ok. 25 mln ton. W tym segmencie uzależnienie od Rosji jest znacznie głębsze – w 2018 roku odpowiadała ona za ok. 75% importu ropy. W bieżącym roku udało się obniżyć ten współczynnik do 63% (dane za pierwsze trzy kwartały).

Niektóre polskie spółki (m.in. Orlen) już teraz pochwaliły się, że z Rosji biorą tylko połowę swojej ropy. Zmiana kierunku importu jest o tyle problematyczna, że polskie rafinerie dostosowane są do przerobu rosyjskiej odmiany tego surowca. Innymi krajami, z których Polska pozyskuje ropę są: Arabia Saudyjska, Nigeria, Kazachstan, Wielka Brytania i Norwegia. Własne polskie wydobycie to ok. 1 mln ton.

W Polsce energia elektryczna wytwarzana jest głównie w jednostkach węglowych. Łączna moc zainstalowana polskiego parku jednostek wytwórczych to ok. 43,5 GW, z czego ok. 30 GW w elektrowniach cieplnych na węglu brunatnym i kamiennym. Węgiel brunatny to jedyny surowiec energetyczny, którego Polska nie musi importować.

Inaczej rzecz się ma z węglem kamiennym – w 2018 roku nad Wisłę sprowadzono prawie 20 mln ton tego surowca, z czego 13,5 mln ton z Rosji. Do Polski trafiał też węgiel m.in. z USA, Australii i Kolumbii. Polskie wydobycie węgla kamiennego to ok. 61 mln ton.

Dywersyfikacja dostaw surowców energetycznych przebiega najdynamiczniej w sektorze gazu ziemnego – to właśnie ta gałąź doświadczyła bowiem kryzysów w ostatnich kilkunastu latach (m.in. wojen gazowych z Rosją).

Zróżnicowanie dostawców ropy naftowej jest trudne ze względu na położenie geograficzne, ograniczone możliwości rafinerii i kanałów dostaw.

Nowym problemem politycznym i gospodarczym Polski jest rosnący import węgla kamiennego, wynikający m.in. z problemów kopalń, które powstały w okresie ostatniej koniunktury na ten surowiec (ich wyczerpujący opis znaleźć w raporcie NIK za lata 2007-2015).

Polska elektroenergetyka potrzebuje wyjścia z monokultury węglowej; wynika to ze względów technologicznych (starzejące się jednostki na węgiel), gospodarczych (konkurencyjność nowych źródeł energii), klimatycznych (wpływ polityk emisyjnych Unii Europejskiej) i bezpieczeństwa (moce węglowe przy niskim nasyceniu innymi technologiami mogą okazać się nieefektywne np. podczas długotrwałych upałów).

Czy zatem jesteśmy niezależni energetycznie? Nie. I raczej – w przewidywalnej przyszłości – nie będziemy. Ale możemy być bezpieczni energetycznie. I do tego trzeba dążyć.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.