Dywersyfikacja dostaw gazu – Polsko, robisz to dobrze!

W ciągu zaledwie kilkunastu lat Polska przeszła ze stanu całkowitej zależności od rosyjskich dostaw gazu do momentu, w którym może ona praktycznie dyktować warunki Gazpromowi. Wszystko dzięki ponadpartyjnemu statusowi dywersyfikacji gazu.

W 2010 roku Polska była świeżo po podpisaniu szalenie niekorzystnego kontraktu na dostawy gazu, który – tylko dzięki interwencji Komisji Europejskiej – związał kraj z Gazpromem „jedynie” na 12 lat (do 2022 roku), a nie tak, jak zakładano pierwotnie podczas negocjacji, na 27 lat, czyli do roku 2037. Ze względu na klauzule tej umowy za gaz z Rosji Polacy płacili więcej niż Niemcy (choć RFN leży od Rosji geograficznie dalej). Polska była też zobowiązana do pobierania określonej ilości tego paliwa (klauzula take-or-pay) oraz nie mogła go odsprzedawać dalej (Gazprom przyznał się Komisji Europejskiej do umieszczania takich warunków w kontraktach).

Niespełna 10 lat później Polska jest w posiadaniu działającego terminala LNG (który jest jednym z najbardziej zapełnionych w Europie), podpisała szereg umów na dostawy gazu skroplonego (w tym długoterminowe, m. in. z USA), projektuje swój własny system łączący ją ze złożami na szelfie norweskim (gdzie polskie spółki mają koncesje wydobywcze), planuje budowę kolejnego terminala w Zatoce Gdańskiej (tym razem pływającego, czyli FSRU) i zapowiada… całkowite zaprzestanie importu gazu z Rosji, dzięki czemu kontruje plany wschodniego i zachodniego sąsiada (czytaj: Nord Stream 2).

Oczywiście, nad tymi wszystkimi planami wiszą ciagle groźby chociażby niedochowania terminów, ale sytuacja już teraz jest o niebo lepsza niż jeszcze kilka lat temu, gdy wydawało się, że Polska zdana jest na łaskę wszechmocnego Gazpromu (ten zaś stracił w międzyczasie rynek ukraiński, pozycję monopolisty na Litwie, niebawem utraci też rynek gruziński i – najprawdopodobniej – polski).

Wszystko to wynika przede wszystkim z ponadpartyjnego statusu dywersyfikacji dostaw gazu (choć i na tym polu trafiają się cienie; żeby je znaleźć wystarczy sięgnąć do odtajnionego raportu NIK ws. umów gazowych z 2010 roku i opóźnień w budowie terminala LNG). Olbrzymią rolę odegrała też uzasadniona silna motywacja (przejawiana przede wszystkim przez obecną ekipę rządzącą) do zerwania więzów z Gazpromem, która znalazła ujście w projekcie tzw. Korytarza Północnego, ale przedsięwzięcie to cieszy się – przynajmniej według deklaracji – powszechną akceptacją sił obecnych w polskim parlamencie.

Warto zastanowić się, co by było, gdyby szereg innych kwestii miał w Polsce status sprawy ponadpartyjnej, tj. nieobjętej zasadą czteroletniej żywotności.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.