Get up, stand up!

Skąd nagle skojarzenie z Bobem Marleyem? Z obserwacji działań niektórych firm. Jak widzę to czekanie nie wiadomo na co lub lękliwe ruchy pozorowane, to właśnie chce mi się wykrzyczeć czwarty wers piosenki napisanej w 1973 roku przez najsłynniejszego propagatora reggae. “Get up, stand up, don’t give up the fight”. Co prawda autor odnosił się do zupełnie innych kwestii, ale to wezwanie pasuje do dzisiejszych czasów jak żadne inne.

Minął ponad miesiąc od drastycznej zmiany warunków życia i funkcjonowania firm i co się  do tej pory wydarzyło? Pozornie bardzo dużo, a w praktyce niewiele. A może inaczej – zbyt mało w stosunku do tego co powinno. Generalizuję, a takie podejście jest zawsze krzywdzące dla niektórych podmiotów, które można stawiać za wzór, ale skoro są w mniejszości, to giną w tłumie. Przepraszając zatem te organizacje, skupię się wyłącznie na tych, którym należy się kilka  cierpkich uwag.

Pisałem już w poprzednich artykułach o schematach i bezrefleksyjnym naśladownictwie. Apelowałem aby zrewidować strategię, przedefiniować cele, przejrzeć procesy, dokonać remanentu zasobów kompetencyjnych w zestawieniu z zadaniami. Nie chciałbym się powtarzać, ale z konieczności nie mogę tego całkiem uniknąć. Spróbuję inaczej ująć wcześniej poruszane tematy. Mam nadzieję, że  jesteście Państwo w stanie zgodzić się na taki kompromis.

Przy okazji podkreślam, że nie należy doszukiwać się u mnie braku konsekwencji. Taka wątpliwość mogłaby bowiem się pojawić, jeśli zestawimy moje optymistyczne spojrzenie na rozwój wypadków we wcześniejszych publikacjach z obecnym wezwaniem. Nadal wierzę, że ludzie się ockną. Okazuje się tylko, że trzeba im nastawić budzik, bo mają skłonność do przysypiania. Jeszcze nie jest za późno, ale już niedługo może być. W zależności od branży pole manewru jest większe lub mniejsze, ale nadal jest. Tam, gdzie można podjąć rękawicę, a ogranicza się wyłącznie do wstrzymania oddechu – popełnia się biznesowy grzech śmiertelny.
Ale po kolei.

  1. Pierwsze reakcje firm na nową rzeczywistość w większości przypadków trzeba ocenić celująco. W dostosowaniu się do modelu online egzamin zasadniczo zdany. Doskonali się logistykę w domach, gdzie równolegle trwa praca i nauka zdalna na kilku stanowiskach jednocześnie. Są podejmowane działania wspierające psychikę w warunkach izolacji. Wprowadzone zostały zasady komunikacji, raportowania, czy realizowania procesu sprzedaży online. Wszystko ogarnięte. Czyżby? Po rozmowach z wieloma ludźmi nabrałem przekonania, że znaczna liczba firm wpadła w samouwielbienie. Zobaczcie jacy jesteśmy sprawni, jaką prezentujemy elastyczność! I zapadają w sen. Na pytanie co dalej oferują wzruszenie ramion albo wydęte usta. Nie ma planu gry, żadna poważna analiza nie została przeprowadzona. Nie doszło do uświadomienia sobie, że to otoczenie nie zmieniło się chwilowo i za miesiąc czy dwa nie wszystko wróci do pierwotnej wersji. Get up, stand up! Nie wróci 1:1. Zmiany w organizacji są konieczne, a to, że potrafisz już pracować z domu to nie jest wystarczająca umiejętność do odnalezienia się w innych warunkach niż dotychczas. 
  2. To, że jeszcze żyjesz może być jedynie efektem rozpędu z poprzedniego okresu. W pewnym momencie trzeba będzie dołożyć do ognia. Masz co? Czy jakoś to będzie? Get up, stand up! Jeszcze jest czas, ale to ostatni gwizdek. To teraz musisz dokonać przeglądu Twojego biznesu, a nie dopiero jak opadnie kurz. Chyba, że fascynuje Cię pusty horyzont.
  3. Koniec marca przyniósł pierwszą falę zwolnień. Niestety tutaj też uwidoczniła się cała masa błędów. Wspólnym mianownikiem pozostaje brak planu na przyszłość. Niektóre firmy zwolniły kilka osób i czekają co dalej. W kwietniu zwolnią następnych bez pomysłu ilu i dlaczego. Brak strategii to siłą rzeczy brak klucza. Proszę popatrzeć na strukturę redukowanych stanowisk. Często trudno nazwać to prostotą podejścia, raczej prostactwem. Zawsze jestem poirytowany, jak widzę, że zwalnia się pracowników najniższego szczebla, a nie wyciąga się wniosków co do ich szefów. Ktoś przecież zatwierdzał przerosty zatrudnienia, niską efektywność, rozdmuchane koszty, brak projektów dywersyfikujących źródła przychodów itp. Zdaję sobie sprawę, że gwałtowny spadek popytu zmusza w wielu przypadkach do redukcji załogi, ale firm, które mają to doskonale policzone nie znajdziemy zbyt wiele. Większa liczba opiera się na ćwiczeniach arytmetycznych w payrollu całkowicie oderwanych od procesów. O nich mowa. Trzeba zaoszczędzić X tys. PLN? Ok. 2 “headcounty” na dział i mamy pozamiatane. Na chwilę. Jeśli przychody nadal będą spadać, to kogo potem zwolnimy? Na jaki okres pozostanie tlenu? Get up, stand up! Czas na gruntowną rewizję. Stare schematy się wyczerpały.
  4. Jak już zwolniłeś ludzi. Rzeczywiście musiałeś. Policzyłeś na kilka sposobów, czy nie da się inaczej – wyrazy uznania – to czy pomyślałeś o tych co zostali? Jeśli liczba zatrudnionych została prawidłowo dopasowana do skali biznesu w nowej odsłonie, to problem może ograniczać się do poczucia bezpieczeństwa pracowników. Jeśli nie wpadłeś na genialny pomysł odcinania kotu ogona po kawałku, żeby mniej bolało i dokonałeś raz radykalnego posunięcia. Jeśli przedstawiłeś pracownikom scenariusz i wciągnąłeś ich w realizowanie misji ratowania i rozwoju firmy – to oznacza, że będziesz po stronie zwycięzców. Tych jest jednak mniej. 
  5. Większość redukcję zatrudnienia traktuje wyłącznie jako redukcję kosztów. Bez szerszego spojrzenia tracą z widoku tych pracowników, którzy zostają. A tutaj mamy całą masę potencjalnych problemów. Brak jasno określonego planu i  brak jego właściwego zakomunikowania załodze może pociągnąć firmę na dno bardziej niż czynniki zewnętrzne. Kilka najistotniejszych zagrożeń:

Resztę artykułu przeczytasz na: https://emilianwojda.blogspot.com/2020/04/get-up-stand-up.html

Emilian Wojda

Konsultant biznesowy, absolwent Wydziału Ekonomiki Produkcji na SGH i Podyplomowych Studiów Menedżerskich przy SGH. Doświadczenie zawodowe zdobywał w takich firmach jak Kodak, Coca Cola, Pepsico, LOT, Saint-Gobain i Invena S.A. Głównie w sprzedaży. Przez ponad 12 lat jako Dyrektor Handlowy. Realizował duże projekty dla takich firm jak: General Motors, Bank PKO BP, Medicover, Danone, IBM, Metsa Tissue, Heinz, Pepsico czy Saint-Gobain Rigips.