Jak komuniści urządzili gułagi w polskich kopalniach

Polscy komuniści, którzy rozprawiali się z przeciwnikami politycznymi po 1945 roku, używali do tych praktyk nie tylko więzień i katowni. Wrogów zainstalowanego przez Moskwę czerwonego reżimu zsyłano też do kopalń, gdzie wydobywali m.in. uran dla ZSRS.

II Wojna Światowa odcisnęła się na Polsce krwawym piętnem, ogołacając ją z elit, dużej części substancji narodu i majątku narodowego. To właśnie Polacy ponieśli największe straty ze wszystkich nacji zaangażowanych w ten konflikt, zarówno pod względem biologicznym jak i materialnym. W latach 1939-1945 śmierć poniosło 22% z nich. Według szacunków na rok 1946 polskie straty rzeczowe wyniosły 626 dolarów na mieszkańca (czyli prawie 10 tysięcy dolarów po kursie obecnym).

Na tym jednak nie skończyły się koszty, które ponosiło polskie społeczeństwo. Na mocy porozumień w Jałcie, Polska trafiła bowiem do strefy wpływów ZSRS. Oznaczało to dominację kolejnego totalitaryzmu nad Wisłą.

Zainstalowane przez Moskwę komunistyczne władze od razu zaczęły rozprawiać się z przeciwnikami politycznymi, zwłaszcza – z wciąż walczącym podziemiem niepodległościowym. Służył do tego rozbudowany aparat bezpieczeństwa, wspierany przez Armię Czerwoną, której siły na ziemiach polskich w latach tuż po II Wojnie Światowej dochodziły nawet do 3 milionów żołnierzy. Ważną rolę odgrywały także jednostki NKWD.

Ale polscy komuniści szybko wypracowali własne metody zwalczania „wrogów klasowych”. Jedną z nich był Wojskowy Korpus Górniczy, wywodzący się z Wojskowych Batalionów Pracy (WBP).

WBP powołane do życia rozkazem z dnia 5 sierpnia 1949 roku. W pierwszej transzy nakazano skierowanie do wytypowanych kopalń grupy 4000 poborowych bez przeszkolenia i broni. Dobór przyszłych żołnierzy-górników miał być warunkowany kluczem politycznym. Komunistyczne władze chciały osadzić w batalionach „element niepewny”, czyli żołnierzy podziemia niepodległościowego, bogatych chłopów, wywłaszczonych ziemian, kupców, a nawet tych, którzy po prostu mieli rodzinę w krajach kapitalistycznych.

Żołnierze-górnicy posyłani byli najczęściej do kopalni węgla. Obejmowali najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne odcinki, gdzie nie chcieli pracować górnicy cywilni. Praca trwała niekiedy po kilkanaście godzin. Żołnierze-górnicy nie byli odpowiednio przeszkoleni ani zabezpieczeni, śmiertelność była bardzo wysoka.

Ale WBP pracowały nie tylko przy węglu. Żołnierze tych jednostek byli wysłani także do kopalni uranu na Dolnym Śląsku. Surowiec ten posłużył do produkcji broni jądrowej w Związku Sowieckim. Podczas pracy przy wydobyciu uranu żołnierze-górnicy nie byli zabezpieczeni przed promieniowaniem.

WBP istniały przez 10 lat. Zlikwidowano je dopiero w 1959 roku. Przez formację tę przeszło ok. 200 tysięcy żołnierzy-górników. Według niedokładnych statystyk, mniej więcej 1000 z nich zginęło na służbie.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.