Justynian. Część I: Pogromca Germanów

W historii Europy niewielu władców ma okazję zostać zapamiętanych z tak wielu czynów, by ich imię nie tylko przetrwało niemal 1500 lat historii, ale znane było wśród wszystkich narodów naszego kręgu kulturowego. Ale też nie każdy władca miał okazję panować tak długo i wykorzystać tak wiele okazji, by w podobny sposób zostać zapamiętanym. Justynian zdecydowanie należał do tego grona, choć jego dzieciństwo wcale tego nie zwiastowało. Nie było specjalnym znaków, na niebie nie pojawiła się kometa, nie narodził się nawet w pałacowych komnatach, jak można by tego oczekiwać po przyszłym monarsze (nie był więc, jak nazywali to wschodni Rzymianie, Porfirogenetą – urodzonym w porfirze).

Flawiusz Piotr Sabatiusz urodził się w rodzinie krewnych przyszłego cesarza Justyna. Był Grekiem, jeśli sądzić z języka ojczystego, choć należy przestrzec Czytelnika, że sam termin Bizancjum jest terminem późniejszym i mającym deprecjonować wschodnie Cesarstwo, które pozostawało rzymskim aż do swego upadku w 1453 roku i dlatego też do samego końca jego obywatele mienili się dumnie Rzymianami. Nie była to czcza przechwałka, ponieważ były w pełni świadomi swojej wielowiekowej historii i narodowej, rzymskiej tożsamości, a w czasach o których traktować będzie ten tekst, wciąż stosowali łacinę przynajmniej jako język urzędowy, choć powoli greka wracała już do łask w tej części ówczesnego świata. Na Zachodzie Rzymianie zwani byli natomiast Grekami ze względu na geograficzne położenie, język, którym w mowie się posługiwali, ale również dlatego, że było wówczas drugie Cesarstwo, które pretendowało do miana uniwersalistycznego cesarstwa wszystkich chrześcijan – Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – a jak wiadomo Niemcy w swej potrzebie dominacji konkurencji nie znoszą.

Justyn był jednym z oficerów gwardyjskich, któremu w wyniku własnej popularności, korzystnego splotu zdarzeń i własnych, pomyślnie przeprowadzonych intryg zdobył konstantynopolitański tron. Pamiętając o rodzinie ściągnął do Miasta (jak miałem okazję już wspomnieć w jednym z poprzednich tekstów, tym terminem Rzymianie określali Konstantynopol i o ile z kontekstu nie wynikało nic innego, wiadomym było rozmówcy, że chodzi o stolicę) młodego Piotra, by oddać go do oddziału scholarów (jeden z rodzajów gwardii), a w przyszłości również usynowić. To właśnie od imienia przybranego ojca Piotr przyjął imię Justyniana. Podobnie jak Justyn, Justynian pozostawał gorliwym obrońcą ortodoksji, przeciw szerzącej się w społeczeństwie herezji monofizyckiej.

Już za czasów Justyna miał ogromną władzę, w dużej mierze rządząc w imieniu cesarza. Doprowadził do eliminacji konkurencji politycznej z czasów walki Justyna o tron, jako obrońca ortodoksji doprowadził do pojednania z Rzymem i rozpoczął zwalczanie herezji rozlewających się po całym kraju, co jednak doprowadziło do osłabienia integralności państwa. Stary i schorowany cesarz Justyn nie chciał zostawiać swojego państwa na pastwę politycznej rywalizacji o tron, dlatego w 527 roku doprowadził do koronowania Justyniana i uznania go za współrządcę. Po zaledwie kilku miesiącach zmarł, pozostawiając pełną władzę w jednych rękach nowego cesarza.

Już wkrótce po objęciu pełni władzy, w latach 528-531 przyszło mu stoczyć pierwszą wojnę na wschodzie, która zakończyła się bez zmian terytorialnych, kiedy to zarówno mający swoje trudności Rzymianie, jak i Persowie, którzy dopiero co doświadczyli zmiany na tronie, która często w tych stronach uderzała w stabilność całego państwa, uznali za zasadne powstrzymanie się od kolejnych działań i zajęcie się swoimi sprawami. W międzyczasie wschodniorzymski monarcha sukcesywni zwalczał wszelkie odstępstwa od religii panującej, tak jeśli chodzi o tlące się gdzieniegdzie kulty pogańskie, jak i herezje uderzające w jedność wiary i samego państwa. Zamknął Akademię Platońską, założoną przez samego filozofa, a będącą bastionem myśli antychrześcijańskiej w Cesarstwie.

W roku 532 wybuchło w Konstantynopolu tzw. powstanie „Nika!” (od okrzyku wznoszonego na trybunach podczas wyścigów rydwanów), o którym miałem okazję już pisać szerzej, niemniej dla porządku należy wspomnieć o nim również i tutaj, chociażby z tego powodu, że zniszczeniu uległa katedra Świętej Mądrości (Haghia Sophia), a sam Justynian nieomal stracił swój tron. Zaczęło się od ulicznych starć między kibicami dwóch głównych fakcji cyrkowych, by następnie przejść na pole polityczne, gdy na trybunach stołecznego hipodromu kibice domagali się usunięcia niepopularnych urzędników. Dalsza eskalacja zdarzeń doprowadziła do walk ulicznych na masową skalę i wielu pożarów w całym mieście. Do tłumienia rebelii zostało skierowane wojsko, co doprowadziło do masakry ludności Konstantynopola. Ostatecznie stronnicy Justyniana za pomocą przekupstwa przeciągnęli na swoją stronę część buntowników, wielu kolejnych pozbawiając życia, a następnie wymierzając sprawiedliwość osobom zamieszanym w próbę obalenia cesarza. Prócz wielu zniszczeń powstanie zakończyło się też śmiercią kilkudziesięciu tysięcy ludzi.

Jednym z dokonań, z których najbardziej słynie po dziś dzień Justynian jest częściowo udana próba restauracji Cesarstwa w jego dawnych granicach. Już rok po tragicznej w skutkach rebelii ze stolicy wypłynęła flota okrętów, za cel obierając sobie północnoafrykańskie Królestwo Wandalów. Żołnierze pod wodzą Belizariusza płynęli aby odbić dawny rzymski „spichlerz”, za dobry pretekst mając wcześniejsze obalenie probizantyńskiego władcy, a za swój obowiązek uznając wymierzenie sprawiedliwości w imieniu katolików cierpiących prześladowania ze strony wyznających ariańską herezję Wandali. Opatrzność wydawała się sprzyjać rzymskiej armii – nim jeszcze zdołali zrobić cokolwiek konkretnego, gdy przebywali w celach aprowizacyjnych na Sycylii zwierzchność cesarską uznały Sardynia i Trypolitania, a raporty mówiły, że Wandalowie nie czynią wyraźnych przygotowań wobec nadchodzącej inwazji.

Istotnie o wszystkim rozstrzygnęła jedna bitwa. Pod Decimum starły się wojska rzymskie i wandalskie, lecz to armia Belizariusza wyszła zwycięsko z tego starcia. Niedługo potem zwycięski generał Justyniana na czele swych oddziałów wkroczył do Kartaginy, obejmując w imieniu cesarza odbite z rąk germańskich barbarzyńców ziemie. Siły wandalskie nie zostały jednak całkowicie rozbite, a zdarzały się również ataki na żołnierzy cesarskich dokonywane przez lokalną ludność na prowincji. Przed kolejnym starciem przeciwnik stał się bardziej roztropny, prowadząc działalność osłabiającą siły Belizariusza. Germanie dokonywali akcji sabotażowych, niszcząc akwedukty i odcinając zaopatrzenie, a także usiłując przeciągnąć najemne jednostki belizariuszowej armii na swoją stronę. Ostatecznie pod koniec 533 roku doszło do decydującego starcia pod Trikamarum, gdzie Rzymianie odnieśli ostateczny tryumf, po którym Wandalowie rozpierzchli się pozostawiając swój obóz wraz z rodzinami na pastwę zwycięzców, którzy przez całą noc „korzystali” ze swojego łupu. Resztę upadłego właśnie Królestwa Wandalów, wraz ze skarbcem w Hipponie, zajmowano bez żadnego wyraźnego oporu.

Oddziały Belizariusza opanowywały sukcesywnie dalsze terytoria rozciągając władztwo Konstantynopola aż do cieśniny gibraltarskiej, tym samym zapewniając panowanie nad całą Afryką Północną, połączoną od teraz administracyjnie w jedną prefekturę. Prócz Sardynii do wysp rzymskich na zachodnich Morzu Śródziemnym dołączyła Korsyka i Baleary. Sam zwycięski wódz wrócił do stolicy otrzymując wyróżnienie, które ostatnio osobie nie będącej cesarzem przyznano sześć stuleci wcześniej – wjazd tryumfalny. Poprzednio miało to miejsce jeszcze za panowania Oktawiana Augusta, by potem zaszczyt ten spotykał tylko zwycięskich monarchów rzymskich. Belizariusz był Justynianowi potrzebny u swego boku, by już wkrótce otrzymać nowe zadanie.

Zabójstwo ostrogockiej królowej Amalasunty w 535 roku (dokonane w wyniki rywalizacji politycznej) dało imperatorowi pretekst do odzyskania tego, co sam miał określić mianem „pani wszystkich prowincji” – Italii. Wojska cesarskie z powodzeniem zajęły Sycylię oraz ostrogocką Dalmację. Sukces był na tyle efektowny, że sam ostrogocki władca zwątpił w szansę obronienia swojego królestwa i posłał papieża Agapita do Konstantynopola, by ten został pośrednikiem w pertraktacjach. Jedyne co udało mu się zdziałać, to usunięcie heretyckiego patriarchy i obsadzenie zagarniętego przez monofizytów patriarchatu przez biskupa prawowiernego, po czym zmarł. Podobne rokowania prowadzone przez króla Ostrogotów, Teodata, z cesarskim posłem spaliły na panewce, gdy germańskie wojska odbiły Dalmację, a w Afryce wybuchła antycesarska rebelia.

Tymczasem Dalmacja ponownie znalazła się pod kontrolą cesarską, a do Italii od południa wkroczyły wojska z Sycylii. Co więcej, wkraczające oddziały były witane z radością, jako reprezentanci powracającej po kilkudziesięciu latach prawowitej, rzymskiej władzy. Jedynie Neapol stawił zaciekły opór, za co też krwawo zapłacił po swoim upadku. Brak pomocy oblężonej twierdzy ze strony króla doprowadził do przewrotu, który na tron wyniósł niejakiego Witigesa. Bizantyńczycy mogli teraz ruszyć na Rzym, a misja ta również okazała się prosta, ponieważ wielu Rzymian (a nawet Germanów) na czele z papieżem przeszło na stronę wkraczających wojsk wpuszczając je do miasta. W dalszej konsekwencji całe centrum półwyspu zostało opanowane bez większych oznak oporu.

Tymczasem Witiges po raz drugi odbił Dalmację a w Italii rozpoczął marsz na Rzym. Belizariusz przewidując taką kolej rzeczy umocnił miasto i jego obronę. W lutym 537 stanęli Ostrogoci pod jego murami, by rozpocząć ponad roczne oblężenie. W końcu oblężenie zostało odparte, a w Italii swoje działania rozpoczął drugi korpus pod dowództwem cesarskiego eunucha, Narsesa. Było to ogromne nieszczęście dla dalszego powodzenia kampanii z powodu braku koordynacji działań, przez co Rzymianie ponieśli pewne straty, co ostatecznie skłoniło Justyniana do odwołania drugiego ze swoich generałów z frontu.

Epilogiem kampanii italskiej był gocki plan proklamowania Belizariusza cesarzem rzymskim na Zachodzie, na co ten miał oficjalnie przystać. Zgodnie z układem wkroczył do Rawenny, ówczesnej stolicy Zachodu (położnej w północnej Italii), by tam w praktyce zrezygnować z jednego tylko punktu zawartego układu – objęcia władzy cesarskiej. Pozostając całkowicie lojalnym wobec Justyniana w jego imieniu ostatecznie zakończył rekonkwistę Italii. Jednak państwo Ostrogotów nie zostało  unicestwione, na czele z nowym monarchą przetrwało na północnych rubieżach półwyspu.

Sebastian Bachmura

Absolwent prawa, tradycjonalistyczny konserwatysta, publicysta. Współpracuje m.in. z czasopismem "Pro Fide Rege et Lege" oraz "Portalem Myśli Konserwatywnej - konserwatyzm.pl" i portalem "Myśl Konserwatywna".