Justynian. Część II: Człowiek, który pokonał króla Salomona

Czytaj część pierwszą: Justynian. Pogromca Germanów.

Podczas gdy w Afryce Północnej i Italii wojska cesarskie święciły kolejne tryumfy, w Konstantynopolu na głowie władz spoczywały inne palące zadania. Powszechnie Justynian kojarzony jest z kościołem Hagia Sophia – Świętej Mądrości. Nie jest to do końca prawdą, ponieważ nie on był pierwotnym budowniczym świątyni. Została ona zbudowana w połowie IV wieku przez cesarza Konstancjusza II, w pewnej odległości od już istniejącego kościoła Hagia Eirene – Świętego Pokoju. Oba wspólnie niemal idealnie oddawały istotę Boga – Mądrości i Pokoju. Świątynie zostały usytuowane na tyle blisko siebie, że otoczono je jednym murem, obie również korzystały z tego samego pomieszczenia, w którym przechowywano naczynia i szaty liturgiczne. Pierwotnego wyglądu każdego z nich możemy w zasadzie jedynie się domyślać, ponieważ wspominane już w poprzedniej części powstanie w 532 roku zniszczyły te świątynie, a ich wygląd znamy w kształcie po odbudowie oraz „dodatkach” jakie wprowadzili muzułmańscy najeźdźcy po 1453 roku.

Historia kościoła Świętej Mądrości nie rozpoczyna się jednak nawet za cesarza Konstancjusza II, ale nieco wcześniej. Chociaż zgodnie z tytułem i przyjętą konwencją cyklu artykuł powinien odnosić się do panowania Justyniana wierzę, że Czytelnicy mi wybaczą, jeśli poświęcając całą jedną część najsłynniejszej świątyni Konstantynopola (a z pewnością też jednej z najbardziej znanych na świecie) pozwolę sobie rozpocząć całą historię od samego początku, by nie przedstawiać jedynie samego epizodu z czasów Justyniana, który rzeczywiście ma tutaj kolosalne znaczenie, niemniej pozostawiany samotnie wciąż będzie wywierał wrażenie, że czegoś w tej opowieści brakuje.

Według niektórych przekazów kościół miał pierwotnie zostać zbudowany przez cesarza Konstantyna Wielkiego, jednak niedługo potem zawalił się. Nowa budowla została wzniesiona już za życia jego następcy, wspomnianego tu Konstancjusza. Jest to oczywiście sprzeczne z pozostałymi przekazami, dlatego przyjmuje się raczej wersję, o której pisałem we wstępie, niektórzy jednak próbują godzić ze sobą oba przekazy uznając Konstantyna za fundatora świątyni (bądź tego, który rozpoczął dzieło), Konstancjusza zaś za jej budowniczego.

Hagia Sophia od początku pełniła funkcję katedry biskupiej Konstantynopola, była jednak budowlą niezwykle pechową. Niedługo po jej bezsprzecznej historycznie ukończeniu i konsekracji, bo już na początku V wieku została spłonęła w wyniku zamieszek, jakie nastąpiły w Mieście po wygnaniu św. Jana Chryzostoma. Nieco ponad dekadę później została odbudowana i konsekrowana ponownie, by dotrwać w tym kształcie do czasów rebelii „Nika!”, o której miałem okazję już dwukrotnie na łamach portalu wspominać, w tym raz poświęcając jej cały tekst. Jeśli wierzyć twierdzeniu historyka czasów Justyniana, Prokopiusza z Cezarei, Pan Bóg celowo dopuścił do spalenia świątyni wiedząc, że cesarz będzie zdolny odbudować ją w jeszcze wspanialszym kształcie. Jeśli brać pod uwagę jak szeroko roztoczyła się po chrześcijańskim świecie sława kościoła Świętej Mądrości nie sposób ulec przekonaniu, że nie bez racji kronikarz odnotował swoje przekonanie.

Zresztą sam Justynian miał podobno mieć motywację by kościół odbudować jak najszybciej i jak najwspanialszy. Pewna arystokratka miała z własnych funduszy wybudować najwystawniejszą świątynie w Mieście – pod wezwaniem św. Polieuktosa. Imperator nie mógł pozwolić, by ktoś przyćmił jego chwałę, dlatego bez ogródek wykorzystał okazję, by zaznaczyć swoją potęgę, zabierając się do pracy niezwłocznie po stłumieniu rebelii. Autorami dzieła byli architekci Antemiusz z Tralles oraz Izydor z Milletu.

Monumentalne dzieło swojej epoki, jakim bez wątpienia była (i wciąż pozostaje) Hagia Sophia wprawiało w zdumienie każdego, kto ją ujrzał. Być może przerosła ona oczekiwania samego Justyniana, gdyż miał on zakrzyknąć wówczas: Νενίκηκά σε Σολομών! (Nenikeka se Solomon!) – Salomonie, zwyciężyłem cię! Nawiązał tym samym do izraelskiego króla Salomona i jego Świątyni Jerozolimskiej, która miała być wówczas najwspanialszą świątynią wybudowaną ku czci Jedynego Boga. Problem w tym, że cytat ten zaczęto przypisywać cesarzowi mniej więcej w IX wieku, jednak nie zmienia to faktu, że gdyby rzeczywiście zdecydował się w ten sposób wyrazić swój zachwyt miałby do tego pełne, niekwestionowane prawo.

Nowa Hagia Sophia została odbudowana na planie zbliżonym do kwadratu, wewnątrz jednak zachowując tradycyjny układ bazylikowy. Z obu stron nawy głównej wysokie arkady służyły jako korytarze boczne osobno dla kobiet i mężczyzn, co zgodne było ze starożytną praktyką rozdziału płci przy uczestnictwie w nabożeństwach (warto nadmienić, że zwyczaj ten jeszcze do niedawna praktykowany był w rzymskokatolickich kościołach, a nadal jest podtrzymywany w tych ośrodkach gdzie dochowuje się wierności Mszy Św. sprzed zmian po Soborze Watykańskim II oraz nieskażonej postępowymi nowinkami dyscypliny). Nowy gmach posiadał jednak dość istotny, słaby punkt – kopułę.

Kopuła kościoła była zbyt niska przez co wkrótce filary zaczęły słabnąć pod jej naporem, a dzieła zniszczenia dopełniał miękki grunt, na którym postawiono budynek. Zapewne nie bez znaczenia pozostawały dwa kolejne trzęsienia ziemi w 553 i 557 roku, które szczęśliwie oszczędziły kopułę, lecz z pewnością odcisnęły na niej swoje piętno, gdyż za trzecim razem w kolejnym roku, gdy przeprowadzano prace remontowe, runęła. Aby zmniejszyć nacisk na filary odbudowaną kopułę uczyniono odpowiednio wyższą. Za pracami stał Izydor Młodszy, siostrzeniec jednego z architektów odbudowanej świątyni.

Odnotowując dzieło Justyniana, Prokopiusz z Cezarei pisze: „Tak zatem cały kościół obrócił się w tym momencie w ruinę. Lecz cesarz Justynian zaraz potem wybudował kościół o tak pięknym kształcie, że gdyby ktoś, przed spaleniem starego kościoła, pokazał chrześcijanom coś w rodzaju modelu tego budynku, który widzimy teraz, i zapytał ich, czy chcą, aby ich kościół został zastąpiony tym nowym, to bardzo możliwe, że modliliby się o to, aby stary kościół został zniszczony i bezzwłocznie zamieniony na ten w obecnym kształcie.”

O urządzeniu wnętrza świątyni i zastosowanych tam rozwiązaniach architektonicznych można by naprawdę wiele napisać, niemniej opisy wnętrza zdominowałyby tekst i wydłużyły ponad miarę, dlatego pozwolę sobie odesłać do zdjęć obecnego muzeum, w którym po upadku Osmanów rząd młodoturecki odsłonił wiele z tego, co na ścianach Hagia Sophia pozostało zakryte przez wieki osmańskiego panowania. Za krótki opis niech posłuży tutaj jeszcze raz przywołany Prokopiusz i jego zachwyt nad kościołem: „Któż mógłby opisać piękno kolumn i kamieni, którym jest przyozdobiony? Oto można wyobrazić sobie, że stąpamy po łące pełnej rozkwitających kwiatów. Kogóż bowiem nie zadziwiłby purpurowy odcień jednych marmurów, a zielona barwa innych, te na których zakwita szkarłat, i te, które jaśnieją bielą, wreszcie te, na których Natura niczym malarz wymieszała różne, nawet najbardziej skontrastowane barwy.”

Kiedy powtórnie konsekrowano odbudowany kościół, cesarz Justynian był już u kresu swego życia, nie było już u jego boku cesarzowej Teodory, z pewnością jednak mógł z dumą patrzeć na swoje dzieło. Trudno porównywać ją z dawno zburzoną Świątynią Salomona, można być jednak pewnym, że imperator patrzył wówczas na jedną z najwspanialszych budowli sakralnych w dziejach świata, która zachwyca do dzisiaj, zmuszając do refleksji nad geniuszem poprzednich pokoleń, ale przede wszystkim nad ich poczuciem estetyki, którego trudno dziś uświadczyć wśród koszmarnej, chodź zapewne przytłaczającej swym rozmachem, dżungli złożonej ze szkła i betonu.

Wpływ kulturowy kościoła Świętej Mądrości stał się niewyobrażalny i trwa aż do dzisiaj. Dość wspomnieć, że pozostaje on wzorem architektonicznym wielu świątyń we wschodnim chrześcijaństwie, a nawet osmańscy sułtanowie budując nowe meczety korzystali z inspiracji zdobytym w 1453 roku chrześcijańskim kościołem.

Prócz wielu podbojów historia panowania Justyniana to również czas renesansu rzymskiej architektury, choć realizowanej już w coraz bardziej wschodnim, greckim wydaniu. Prócz Wielkiego Kościoła, czyli Hagia Sophia Justynian ma na swoim koncie wiele innych obiektów sakralnych, czy to odbudowanych, czy też nowych, wzniesionych na chwałę Bożą i uświetnienie justynianowego panowania. Nie zabrakło również w tym gronie wielu świeckich gmachów, poczynając od łaźni, a kończąc na najważniejszych budynkach władz publicznych, takich jak gmach senatu. Wszystkie one jednak tracą swój blask wobec perły Konstantynopola – Hagia Sophia.

Sebastian Bachmura

Absolwent prawa, tradycjonalistyczny konserwatysta, publicysta. Współpracuje m.in. z czasopismem "Pro Fide Rege et Lege" oraz "Portalem Myśli Konserwatywnej - konserwatyzm.pl" i portalem "Myśl Konserwatywna".