Justynian. Część V: Obrońca wiary

Czytaj część pierwszą: Justynian. Pogromca Germanów.
Czytaj część drugą: Justynian. Człowiek, który pokonał króla Salomona
Czytaj część trzecią: W obronie granic
Czytaj część czwartą: Justynian: Prawodawca

Ostatnią kwestią, jaką chciałbym poruszyć opisując dokonania cesarza Justyniana jest kwestia jego zaangażowania w sprawy religijne. Cesarze rzymscy od początku, gdy tylko uznali chrześcijaństwo za legalną religię w państwie, angażowali się bardzo intensywnie w rozstrzyganie sporów religijnych, nierzadko zajmując stanowisko przeciwne ortodoksji. Historia jasno pokazuje, że tam, gdzie cesarz, tam doktryna cezaropapizmu. Fakt, że na wschodzie została one wprowadzona w czyn jest związany nierozłącznie z utrzymaniem rzymskiego panowania aż do 1453 roku, dzięki czemu w nowej religii państwowej, uznanej za Konstantyna, a zatwierdzonej jako oficjalna za Teodozjusza, mogło w tak długim czasie wykształcić się właśnie takie podejście do relacji państwa z Kościołem.

Co warte odnotowania, na Zachodzie podobnemu rozwojowi wypadków zapewne zapobiegła wygrana papiestwa w sporze z cesarstwem o inwestyturę, kiedy podobne zapędy cesarzy rzymsko-niemieckich zostały skutecznie powstrzymane raz na zawsze. U najwcześniejszych źródeł takich tendencji można by wskazać przysługujący imperatorowi w pogańskim Rzymie tytuł Pontifex Maximus (który w chrześcijaństwie przeszedł na urząd papieski, jako uniwersalnego zwierzchnika chrześcijaństwa i spadkobiercę rzymskiej tradycji), z którym wiązała się zwierzchność nad kultami religijnymi funkcjonującymi w Cesarstwie. Konstantyn Wielki włączając chrześcijaństwo w obręb legalnie sprawowanych kultów czuł się odpowiedzialnym za jego prawidłowe funkcjonowanie, a gdy chrześcijaństwo stało się jedyną legalna i oficjalną państwową religią jego następcy przenieśli te postrzeganie religii jako obowiązek pełnienia roli zastępcy Chrystusa na ziemi, przez co, nadal uznając zwierzchność papiestwa nad Kościołem, czuli się w obowiązku ingerowania w jego sprawy rozstrzygania sporów. Brak ciągłości władzy cesarskiej w Italii oraz słabość jej wykonywania po justyniańskiej rekonkwiście sprawił, że papiestwo było w stanie wybić się na większą niezależność, niezbędną do wykonywania swojej zwierzchniej władzy w Kościele, czego nie byli w stanie uczynić patriarchowie i biskupi znajdujący się pod bezpośrednim panowaniem cesarskim.

Justynian oczywiście nie był wyjątkiem. Mało tego, był on niezwykle zaangażowany w sprawy religijne i gotów był bronić religii przed wpływami rozprzestrzeniających się w państwie herezji. Zadanie miał o tyle trudne, że jego własna małżonka, Teodora, była zwolenniczką herezji monofizyckiej i chętnie wykorzystywała swoje wpływy polityczne, by forsować swoje decyzje, w tym obsadzanie stanowisk kościelnych zwolennika monofizytyzmu.

Jednym z najbardziej znanych przejawów zainteresowanie cesarza problemami teologicznymi jest sprawa tzw. Trzech Rozdziałów. Właśni z tylu części składał się edykt cesarski potępiający poglądy trzech biskupów podejrzanych o herezję nestorianizmu. W założeniu Justyniana potępienie jednej herezji miało pozyskać dla Kościoła zwolenników innej (monofizytyzm), w praktyce jednak stało się zarzewiem dłuższego sporu. Wydanie edyktu spotkało się z brakiem zrozumienia wśród zachodniego duchowieństwa, bynajmniej z powodu braku zgody co do jego treści, lecz co do tego, że omawiany w nim spór teologiczny był zbyt odległy i nieznany tej części Kościoła.

Pięć lat po wydaniu edyktu Justynian sprowadził do Konstantynopola papieża Wigiliusza, którego po dłuższym czasie udało się nakłonić do poparcia edyktu cesarskiego i potępienia w ślad za Justynianem heretyckich poglądów. W efekcie doprowadziło to do schizmy w Kościele na zachodzie Europy, którą w skrajnych przypadkach udało się zażegnać dopiero po kilkudziesięciu latach, choć oczywiście wiele Kościołów partykularnych przywrócono do jedności z Rzymem znacznie wcześniej.

Papież Wigiliusz wydostając się spod kurateli cesarskiej schronił się w Chalcedonie, gdzie ogłosił swoje wycofanie ze wcześniejszej decyzji. Odpowiedzią cesarza było zwołanie soboru, piątego w historii, a drugiego mającego odbyć się w Konstantynopolu. Sobór ogłosił złożenie papieża z urzędu a sam poparł cesarza i jego edykt. Po soborze papież ostatecznie wrócił do swojej pierwotnej decyzji potępiając ponownie poglądy heretyckich biskupów i ruszył w drogę powrotną do Rzymu. Wiecznego Miasta nie dane było mu jednak ujrzeć ponownie, ponieważ zmarł w trakcie podróży. Jego następca musiał zaś zmierzyć się ze wspomnianą już przeze mnie schizmą, która targała zachodnim Kościołem.

Jeśli można znaleźć coś, co stanowiłoby dobrą wymówkę dla papieskiej chwiejności w poglądach, to z całą pewnością jest coś takiego. Mianowicie podstawowym problemem Zachodu przy udziale w tym sporze teologicznym był fakt, że teksty, które go dotyczyły napisane były w grece, a więc języku co do zasady nieznanym zachodniemu duchowieństwu. Dlatego też Wigiliusz długo opierał się naciskom cesarskim. Jednak gdy patriarcha Konstantynopola dostarczył mu część tekstów przetłumaczoną na łacinę, papież natychmiast rozpoznał w nich herezję, którą należy potępić. Ostatecznie zresztą zarówno Wigiliusz jak i jego następcy w pełni uznani postanowienia Soboru konstantynopolitańskiego II.

Justynian prowadził również zorganizowaną politykę wymierzoną w heretyków oraz pogan. Przede wszystkim skutecznie egzekwował zakaz kultów pogańskich na terenie Cesarstwa karząc śmiercią za choćby potajemne składanie ofiar bożkom. Wprowadził również zakaz sprawowania urzędów publicznych przez pogan, a także zabronił im sprawowania funkcji nauczycieli o ile praca ta byłaby finansowana z pieniędzy publicznych. Również w prawie spadkowym wprowadzono wobec nich znaczące restrykcje, ostatecznie zaś zagrożono wygnaniem i konfiskata majątku tym, którzy odmówią przyjęcia chrztu.

Żydzi w optyce Justyniana uchodzili za heretycką wobec chrześcijaństwa sektę, jednakże zachowywali możliwość legalnego funkcjonowania na terenie państwa. Podobnym przywilejem cieszyli się Samarytanie (będący w dużym uproszczeniu odłamem dawnej religii mojżeszowej), jednakże po buncie, jaki wzniecili w 529 roku utracili ten status. Później odzyskali go na krótko, jednak po ponownej rebelii nowy stan rzeczy ukształtował się ostatecznie.

Błędem byłoby stwierdzenie, że judaizm był jedynie tolerowany, bowiem jak na ogólną sytuację innowierców, żydzi cieszyli się dość istotnymi prawami i gwarancjami ze strony cesarza. Wolno im było obrzezać dzieci (czego odmawiano innym grupom mającym takie praktyki w zwyczaju), rabini byli zwolnieni ze służby w lokalnych radach (pod tym względem cieszyli się więc tym samym statusem, co kler katolicki). Co więcej ochronie podlegały miejsca kultu religijnego i na wypadek siłowego zajęcia synagogi na kościół, Cesarstwo zobowiązane było zapewnić inną lokalizacje o równej wartości. Wreszcie funkcjonowała, niczym nie niepokojona, szkoła rabinacka w Tyberiadzie  i zapewne Justynian cieszyłby się wśród żydów pewnym poważaniem, gdyby nie jego dążenia do ograniczenia użycia języka hebrajskiego w kulcie religijnym.

Na sam koniec swojego ziemskiego życia Justynian popadł w skrajnie odmienną postawę, z obrońcy ortodoksji stając się propagatorem herezji. Wydał dekret ustanawiający doktrynę aftartodoketyzmu, skrajnej odmiany herezji monofizyckiej, która głosiła niezniszczalność i nieśmiertelność ciała Chrystusa ze względu na wchłonięcie ludzkiej natury przez naturę boską. Oznacza to, że wszystkie jego męki i cierpienia, a nawet czynności tak podstawowe jak jedzenie i sen były jedynie pozorne, ponieważ jako Bóg nie mógł ich odczuwać ani potrzebować. Cała hierarchia katolicka sprzeciwiła się wówczas cesarzowi, nie pomogło nawet złożenie z urzędy stołecznego patriarchy i zastąpienie nowym. Ostatecznie cesarz zmarł we śnie, a jego następca, Justyn II, natychmiast odwołał kontrowersyjny dekret.

Na tym koniec cyklu, który w sposób dość nieoczekiwany przeze mnie samego przybrał znacznie większe rozmiary, niż pierwotnie zakładałem. Podejmując się jednak jego przygotowania dość szybko doszedłem do wniosku, że jakakolwiek próba jego skrócenia odebrałaby wiele istotnych informacji odnośnie panowania cesarza Justyniana, czyniąc cała historię dużo mniej kompletną niż widać to w efekcie końcowym. A warto przy tym dodać, że można by jeszcze wiele więcej szczegółów zawrzeć, jak choćby rozwinięcie wielu problemów, nad którymi Justynian się pochylił, a przeze mnie zostało jedynie wzmiankowane ich istnienie, bez głębszego wyjaśnienia (co jednak zajęłoby nam dodatkowe strony, zapewne rozbudowując cykl do jeszcze większej liczby części), być może kiedyś zdarzy się okazja, by opisać je odrębnie, ponieważ cała seria zawiera wiele przyczynków do powstania artykułów czy to z zakresu historii prawa (tak rzymskiego jak i średniowiecznej Europy, a nawet i późniejszych okresów), czy tez historii Kościoła. Na ten moment możemy jednak poprzestać na tym, mając nadzieję, że przy tej ilości stron łącznie w tym temacie napisanych udało mi się nie zanudzić na śmierć Szanownych Czytelników.

I wreszcie, mając nadzieję, że jednak to ostatnie mi się nie udało – nieco bardziej dociekliwi, jak również osoby już zorientowane w temacie z pewnością mogą mi wyrzucić jeden, bardzo poważny brak, jaki pojawił się na kartach tej opowieści. Zaledwie kilkukrotnie przewinęło się przezeń imię Teodory, żony Justyniana i cesarzowej, postaci mającej niezwykle istotne znaczenie dla okresu jego panowania. Co więcej, niektóre z wydarzeń, o jakich miałem okazję tu wspomnieć miały miejsce za jej właśnie istotnym udziałem zakulisowym, I być może właśnie ten zakulisowy charakter jej działań sprawił, że jej tu nie widać. Nie jest to jednak przeoczenie i choć cały cykl tutaj dobiega końca, to sama Teodora zajmie tytułową rolę w swoistym epilogu tej serii artykułów, który zapewne już wkrótce pojawi się na łamach portalu.

Sebastian Bachmura

Absolwent prawa, tradycjonalistyczny konserwatysta, publicysta. Współpracuje m.in. z czasopismem "Pro Fide Rege et Lege" oraz "Portalem Myśli Konserwatywnej - konserwatyzm.pl" i portalem "Myśl Konserwatywna".