Somosierra. Fakty i mity

Bohaterska szarża polskich szwoleżerów w wąwozie Somosierra obrosła wieloma mitami. Warto wskazać najważniejsze z nich, by odróżnić fakty od fantazji.

Rankiem 30 listopada 1808 roku w wąwozie Somosierra, rozegrała się jedna z najciekawszych potyczek wojen napoleońskich. Trzeci szwadron 1. Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej zdobył cztery baterie hiszpańskiej artylerii i utorował Bonapartemu drogę do Madrytu. Tak chwalebne osiągniecie obrosło legendą, a ta rozmiękczyła fakty i na żyznej glebie opowieści urosły chwasty kłamstwa. Oto największe z nich:

Po pierwsze, pewna nieścisłość zawiera się już w samej nazwie miejsca tej potyczki. Prawidłowe określenie wąwozu to Somosierra. Używana często nazwa ,,Samosierra” to rusycyzm.

Po drugie, Somosierra nie jest wąziutkim i głębokim wąwozem, tak jak to na swoim obrazie przedstawił Michałowski. Wierniej odzwierciedlił jej wygląd Suchodolski.

Po trzecie, naprzeciw Polakom nie stanęli hiszpańscy gerylasi (jak to bywa pokazywane na płótnach i filmach), lecz regularne oddziały wojska, umundurowane i odpowiednio uzbrojone.

Po czwarte, szarżą nie dowodził Kozietulski. Wydał on rozkaz ataku („Naprzód, psiekrwie, Cesarz patrzy!”), ale spadł z konia przed zdobyciem pierwszej baterii.

Po piąte, wbrew opowieściom snutym przez Francuzów, żaden z nich nie pędził w pierwszej linii razem z Polakami.

Możemy być z naszych szwoleżerów dumni. Taka liczba mitów daje jasno do zrozumienia, jak wielką sławą cieszyli się oni sami i ich wyczyn – o małych rzeczach nikt bowiem kłamstw nie wymyśla, nie ma do tego okazji, gdyż nieistotne historyjki toną w nurcie dziejów. Somosierra żyć będzie wiecznie i wiecznie będzie potwierdzać tę samą prawdę, co Wiedeń czy Monte Cassino – jeśli coś jest niemożliwe, dajcie to zrobić Polakom.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.