Marek Dyduch: Każdy z nas jest mikołajem

Jak wyglądają święta Bożego Narodzenia u posła Lewicy z okręgu wałbrzyskiego. Z posłem na sejm Markiem Dyduchem rozmawia Patrycja Jenczmionka – Błędowska.
PJB: Czy można uciec od polityki w święta?

MD: Jeżeli jesteśmy w ścisłej rodzinie to się da, ale jak się ją lekko poszerzy, przyjadą goście lub pojedziemy na wieś do rodziców to raczej nie. Wszyscy odnoszą się do tego, co się dzieje wkoło. Jeśli jest konsensus w tej rozmowie to jest ona przyjemna. Najgorzej jest, jak są inne poglądy i ktoś się „nakręci”. Bywa, że czasami jest za dużo słów i gestów. W święta polityka nie jest wskazana. Bywa za dużo emocji. Obserwuję, że w polskim społeczeństwie jest za dużo podziałów. Za dużo biało-czarnych rozwiązań, a za mało dobrej woli. Świat wokół nas może być skomplikowany, ale my nie musimy podtrzymywać tej małej agresji. A w święta tym bardziej, bo jest to czas rodzinny. Powinniśmy sobie wybaczać i inaczej patrzeć na świat. Świat nie musi być dobry ani zły. Prawda może leżeć pośrodku.

PJB. Zapominamy teraz o polityce. Z czym kojarzą się Panu święta Bożego Narodzenia. Przenieśmy się do Pana lat dzieciństwa. Z jakim smakiem i zapachem?

MD: Przede wszystkim ze śniegiem. Ta przysłowiowa pierwsza gwiazdka odbijała się trochę od tego śniegu. Było bardziej świątecznie. Myśmy odwykli od tego puchu, bo jest go mniej. Przerwa w szkole kojarzyła się z fajną zimą. Można było się poślizgać. Każdy robił sobie własne ślizgawki. Pamiętam, że nawet w papciach to robiłem, by być jeszcze szybszy. Mniej pamiętam smaki, bo wtedy wszystko smakowało. Bywało różnie z zakupami. Mieszkałem na wsi. Zabijało się świńkę na mięso i wędliny. Najbardziej pamiętam rodzinne spotkania. Wszyscy byli zabiegani w pracy, a kiedy nadchodził czas świąteczny wszyscy przyjeżdżali. Mieszkałem we wsi Wierzbna między Żarowem a Świdnicą. Kuzyni przyjeżdżali z Górnego Śląska czy Olkusza, Wolbromia – skąd pochodzi moja rodzina. To było fajne. Czekałem na to, by się z nimi zobaczyć. Typowe świąteczne spotkanie.

PJB: Czy teraz udaje się Panu w jakiś szczególny sposób przygotować do świąt? Z kalendarza poselskiego wynika, że Wigilia jest dniem wolnym w sejmie.

MD: Dokładnie, dziś mamy wolne choć nie zawsze tak było. Kilkanaście lat temu, kiedy byłem posłem bywało, że w Wigilię mieliśmy posiedzenia. Pamiętam jedna posłanka w tamtym czasie wróciła do domu i miała przygotować kolację i…zasnęła. Była tak zmęczona. U mnie w domu jest rarytas, bo to córka przywiązuje wagę, by była świąteczna oprawa. Muszę ją hamować, by nie ubierała choinki przed Wigilią, bo kiedyś tylko w ten dzień ją przyozdabialiśmy. Raz zdarzyło się jej ubrać drzewko świąteczne dwa tygodnie wcześniej. Mówię: fajna atmosfera, ale też musi być w czasie. Ona zawsze dba o stroiki, stół, natomiast żona o dania, które powinniśmy podać. Ja zawsze proponuję, by było ich mniej niż dwanaście, bo powinna to być umiarkowana kolacja. Mam bardzo świąteczną rodzinę. Z przeszłości pamiętam, że najpiękniejsze było ubieranie choinki. Przyozdabialiśmy ją jabłkami, które leżały na sianie kilka miesięcy, by stały się suche. One pięknie pachniały sianem. Aromat był przecudny. Wieszaliśmy także na żywej, wyciętej z lasu choince jakieś proste cukierki. Czas przed świętami był przecudny. Oprawa była bardzo naturalna i prosta, ale podnosząca te dni do rangi świątecznej.

PJB: A za co dziś jest Pan odpowiedzialny? Jaka jest Pana rola?

MD: Uwielbiam zmywać ręcznie. Zawsze na bieżąco pomagam w myciu naczyń, by był porządek w kuchni, a co nie zawsze Paniom się udaje. Lubię krzątanie się po kuchni i często smakuję potrawy i je doprawiam. Chyba mam niezły smak, bo żona mi to zawsze powierza. Ta krzątanina pokazuje, że mamy wreszcie czas dla siebie, bo w tej chwili wszyscy rano wyjeżdżają do pracy i wieczorem wracają. A tu zwykła normalność i bycie razem.

PJB: A co ląduje na wigilijnym stole?

MD: Jest opłatek, mimo że jestem człowiekiem Lewicy. Tradycja jest tradycją. Mamy karpia i rybę po grecku, a także żur i pierogi. To jest standard. Jak są goście to dokładamy wędliny czy pasztety. I to ja robię pasztet, kiedyś ręcznie, a dziś pomagają w tym specjalne maszynki. Jak pojawiają się goście przyrządzamy trzy – cztery potrawy więcej, a jeśli ten czas spędzamy w najbliższym gronie, to tego nie ma.

PJB: A czy jest jakakolwiek duchowa strona świąt?

MD: Nie mamy obrządków religijnych i nam to nigdy w życiu nie przeszkadzało. Nie robilibyśmy też żadnych demonstracji, że na pewno nie, by odbiegało to od świąt Bożego Narodzenia. Sama atmosfera rodzinna jest wyjątkowa, ale czujemy ją poprzez wyjątkowość tych świąt. To nie tylko kwestia, że jesteśmy razem, ale że coś się wydarzyło w historii i jest potrzeba pojednania, rozmowy, podzielenia się swoimi troskami. W tym tkwi ta wyjątkowość, a bez świąt tego raczej nie było. Ta atmosfera świąteczna sprawia, że jesteśmy bardziej otwarci na siebie.

PJB: A jaką tradycję jeszcze Państwo przemycają do swojego domu?

MD: Przede wszystkim musi być żywa choinka. Przygotowujemy także prezenty. Staramy się, żeby były one skromne. Świat konsumpcyjny prezentów jest przejaskrawiony. Kupujemy coś, co drugiej osobie może się przydać, np. płyta ulubionego zespołu. Kolejnym elementem jest zapalenie w domu kominka niezależnie czy jest ciepło czy nie. Musi być ta atmosfera.

PJB: A kto przynosi prezenty?

MD: Każdy z nas jest mikołajem. Pamiętam takie święta, że nie było pieniędzy. Mieliśmy trudną sytuację. Postanowiliśmy, że zatem nie będzie prezentów. Mnie to trochę bolało. Udało mi się w ostatnim momencie pozyskać fundusze i kupiłem dzieciom i żonie upominki pomijając siebie. Moja bardzo ambitna córka się obraziła, bo przecież się umówiliśmy, ale zwyciężyła jej ciekawość i prezent bardzo jej się podobał. To był jedyny raz, kiedy mikołaj był biedniejszy. Robimy sobie obecnie niespodzianki, gorzej z ukryciem ich w zakamarkach domu.

PJB: W tym roku udało się już zakupić prezenty?

MD: W tej chwili kupię je w ostatniej chwili, bo byłby przegląd domu jak w armii. Mamy posiedzenie sejmu 19 i 20 grudnia. Jakbym kupił teraz to pewnie niespodzianki, by nie było, bo żona pod pretekstem sprzątania sprawdziłaby wszystkie kąty. Będę kupował zatem w poniedziałek lub wtorek (23 -24 grudnia), bo chcę niespodziankę w jakiś sposób sprawić rodzinie.

PJB: A jak spędzają Państwo pierwszy i drugi dzień świąt Bożego Narodzenia?

MD: Jak jeździliśmy na wieś do taty, to prawie jedna trzecia z niej to była moja rodzina, która przyjechała z Małopolski a część z tzw. za Buga. Wigilia jest w węższym gronie choć bywało, że spotykaliśmy się w szerszych kręgach rodzinnych. Dawniej odwiedzałem także dziadków. I to był rytuał. Obecnie jedziemy wpierw do rodziny, a później spędzamy Wigilię u siebie. Natomiast kolejne dni upływają na odwiedzaniu bliskich. I zaczynają się wesołe święta.

PJB: Będzie czas na odpoczynek?

MD: Staram się być z ludźmi. Lubię uprawiać politykę, jeśli wiem, że mogę coś dobrego robić. Jeszcze tą kadencją się nie zmęczyłem. Sprawia mi to radość, że mogę być w sejmie nie z punktu widzenia próżności, a z powodu ciekawych wyzwań. Na razie posiedzenia sejmu były krótkie. Odwiedziłem wiele miejsc. Na razie jest werwa. W święta będziemy się cieszyć. Nie będziemy walczyć ze zmęczeniem, a z radością.

PJB: Lubi Pan święta?

MD: Lubię, bo jest to czas rodzinny. Mam filozofię, że trzeba się cieszyć każdym dniem. Ważne jest, by każdy kolejny był radością. A skoro każdy dzień, to co dopiero święta.

PJB: Prosimy o życzenia świąteczne.

MD: One powinny być jak najprostsze. Wszystkim życzę tej radości z dnia codziennego, a jeszcze większej z tych świąt, aby docenić je w każdej sytuacji. One przynoszą coś dobrego: dla nas, dla naszego umysłu i dla naszego myślenia, ale też zachowania. Życzę aby się szanować nie tylko w te święta, ale każdego dnia, bo wtedy każdego dnia będą święta, a te które nadchodzą Bożego Narodzenia będą tymi szczególnymi.

PJB: Dziękuję.