O autorytecie słów kilka …

Pojęcie i zjawisko autorytetu towarzyszy ludzkości od zarania jej dziejów tzn. od momentu kiedy ludzie zaczęli tworzyć pierwsze grupy społeczne. W każdej, nawet najmniejszej grupie, musiał być przywódca, a jego przywództwo opierało się na zjawisku autorytetu.

Oczywiście nikt wtedy nie używał tego pojęcia, ale funkcjonowała w świadomości członków pierwszych grup społecznych istota zjawiska. To zgodnie z jego właściwościami wybierano kogoś na przywódcę, wodza czy króla. Do dzisiaj autorytet funkcjonuje w każdym społeczeństwie, choć jest niewątpliwie zróżnicowany ze względu na szeroko rozumiane warunki w jakich funkcjonuje.

Chcesz publikować u nas swoje teksty? Napisz na merytoryczny.pl@gmail.com

Autorytet jest nieodłączną cechą, wręcz warunkiem sine qua non  umożliwiającym funkcjonowanie każdego systemu politycznego i każdej formacji społecznej. Samo pojęcie pochodzi z języka łacińskiego  (auctoritas) i ma swój początek w starożytnym  Rzymie.  Oznaczało dokładnie radę doświadczonych mężczyzn.  Była to władza pośrednia, a jej zadaniem było popieranie decyzji jaką podjął senat rzymski i tym samym miała ona zwiększać zaufanie poddanych  do jej słuszności czy prawidłowości. Później pojęcie autorytetu ulegało przekształceniom społeczno – historycznym, ale do dzisiaj pozostało przy rzymskim znaczeniu mówiącym o zaufaniu, godności, wzoru, wpływie i szacunku dla posiadanych przez kogoś pozytywnych cech osobowych. W Europie jako pierwszy zdefiniował pojęcie autorytetu Denis Diderot określając je w 1751 r. w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej.

Współcześnie w  literaturze przedmiotu spotykamy się z różnym podejściem do autorytetu, co skutkuje zróżnicowaną  klasyfikacją pojęcia. Spotykamy więc podział np. na autorytet moralny i naukowy, wyzwalający i ujarzmiający, czy wewnętrzny i zewnętrzny (inaczej formalny i nieformalny). To tylko niektóre z dostępnych klasyfikacji, ale wymieniłam te najczęściej spotykane  w literaturze.  Każda z wymienionych klasyfikacji  pojęcia nieco odmiennie odnosi się do istoty swojego znaczenia. Ich wyjaśnienie wykracza poza ramy i intencję tego artykułu. Ale znaczenia te zawsze odnoszą do określonych przymiotów czy cech osobowości cenionych przez osoby uznające dany autorytet.

W swoich rozważaniach chciałbym skupić się na tym dlaczego tak trudno dzisiaj o autorytet. We współczesnym świecie daje się zauważyć powszechny kryzys autorytetu. Upadły uznawane dotąd autorytety. Ta tendencja jest zjawiskiem stałym. Tak jak autorytet towarzyszy ludzkości  od zawsze, tak i ich upadek oraz pojawianie się nowych autorytetów jest czymś stałym. Nie ma w tym nic złego. Problemem naszych czasów nie jest  więc sam upadek starych (poprzednich) autorytetów, ale to że na ich miejsce nie pojawiły się nowe.  A brak autorytetu powoduje, że zacierają się granice między tym co wolno a czego nie wolno. Skutki tego oglądamy właściwie codziennie  w wiadomościach czy programach interwencyjnych, dokumentalnych –  kolejne skatowane niemowlę, brutalne pobicie, morderstwo, rozbój, prześladowanie, oszustwo czy kradzież. Czynów tych dokonują często coraz młodsi ludzie. Często zdarza się to wśród uczniów, na terenie szkoły.

Jest wiele badań ilustrujących pojmowanie autorytetu przez współczesną młodzież – uczniów i/lub studentów. Na ogół powtarzają się w wynikach następujące autorytety współczesnej młodzieży: któreś z rodziców (częściej matka niż ojciec), Jan Paweł II,  ktoś z rodziny i równie często gwiazdy sportu czy estrady. Czy to rzeczywiście zawsze są autorytety w rozumieniu tego pojęcia?

Upadły dawne autorytety, odbrązawiamy chętnie te, które nie zależą od zmian polityczno- społecznych. A co jako społeczeństwo  dajemy w zamian? Niewiele a raczej nic. To smutne. Efekty braku rzeczywistych autorytetów widać wszędzie – w szkole, na ulicy, w sklepie, w urzędzie, w polityce, itp.

Dużo robimy na rzecz braku autorytetów. To przede wszystkim media – z jednej  strony niekontrolowany  społeczny dostęp do często niesprawdzonych informacji,  a z drugiej prezentowanie  w nich częściej negatywnych wzorców  np. lekarzy czy nauczycieli. Lekarz prezentowany w mediach to przede wszystkim pijak i łapówkarz, nauczyciel natomiast to niedouczony frustrat wyżywający  się na uczniach. To nie jest rzeczywisty wizerunek tych zawodów ale w społecznym odbiorze utrwala się taki negatywny obraz. Oczywiście,  jak w każdym zawodzie zdarzają tzw. czarne owce. Ale to są incydentalne przypadki. Nie stanowią one o setkach tysięcy rzetelnie i z oddaniem pracujących codziennie ludzi.  Ale tego w mediach się nie prezentuje. To byłoby nudne, a media walczą o słupki oglądalności i poczytności. Pijanego lekarza większość chętnie obejrzy, pracującego sumiennie  zapewne niewielu. Zgadzam się z tym, że trzeba piętnować negatywne przypadki w każdej sytuacji. Ale promujmy też te  pozytywne.

Drugi obszar to rodzina, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci i młodzieży. To tu kształtują się jej wartości, to tu nabywają podstawowych umiejętności społecznych. Są (lub powinni)  po prostu wychowywane. To jakie wzorce zachowań są im prezentowane takie na ogół przyjmują. „Słowa uczą ale przykłady pociągają”.  To co i jak  mówimy kształtuje ich stosunek do świata oraz sposób jego wyrażania. Ich zachowanie nie wynika skądś tam… nikt obcy nie wychowuje naszych dzieci. To my sami, my ludzie i my jako nasza kultura – tu i teraz.

Wypowiedź ta nie wyczerpuje całości złożonego problemu autorytetu. Chciałam tylko zwrócić uwagę na niektóre prawidłowości zjawiska i pobudzić do refleksji. Skutki braku współczesnych autorytetów odczuwamy na co dzień. To że młodzież szuka autorytetów wyraźnie pokazuje taką potrzebę, podkreśla, że nie sposób żyć i funkcjonować na co dzień  bez niego. Kiedy  młody człowiek nie znajduje ich w przestrzeni publicznej to szuka samodzielnie. Nie zawsze wybiera właściwie. Żyjemy w trudnych czasach –  niespokojnych i w kulcie pieniądza.  Konsumpcjonizm i wartości materialne wysuwają się na plan pierwszy. Wielu zrobi dla nich niestety wszystko.

Warto zacząć coś robić w kierunku poprawy sytuacji. Bo jeśli nie my to kto… bo jak nie teraz to kiedy?