Tarnów. Damaszek Europy.

Tarnów to miasto niezwykłe – z arcyciekawą historią i świetną architekturą. Na świat przyszło tu wielu niezwykłych ludzi. I aż trudno uwierzyć, że tak piękne miejsce może być tak źle zarządzane. Na początku października br. w tygodniku TEMI pojawił się artykuł pt. “Czy Tarnów zbankrutuje?” Sam tytuł mówi wiele o lokalnej władzy – zbiurokratyzowanej do kwadratu i bez jakiejkolwiek sensownej wizji rozwoju miasta. Jedyne na co było ich stać przez ostatnie kilkanaście lat to idiotyczne hasło “Polski biegun ciepła”. Ja mam swoje:

TARNÓW. DAMASZEK EUROPY.

Używam go konsekwentnie od 2016 roku, kiedy to przeczytałem artykuł o uchodźcach z Syrii, którzy woleli wrócić do Damaszku, niż żyć w Tarnowie. Swoją drogą miasto było wówczas tak przekopane, że analogia do przyfrontowego krajobrazu nasuwała się sama. Od jazdy samochodem można było dostać białej gorączki. Co najgorsze nie było alternatywy, bo kolej też nieźle psuła krew. Dworzec był tak przekopany, że dojście na perony zajmowało 10 minut dłużej niż zwykle. Oczywiście najpierw trzeba było swoje odstać w kilometrowej kolejce…

Rozkopana ul. Krakowska obok Dworca Autobusowego.
Rozkopana ul. Krakowska obok Kościoła Misjonarzy.
Dojście na perony.

W Damaszku Europy liczą się tylko dwie ulice – Krakowska i Lwowska. Pierwsza prowadzi do Krakowa, druga do Lwowa. Lwów nie stanowi problemu bo tak się składa, że jest zagranicą. W dodatku za ukraińską. Gorzej z Krakowem. To właśnie tam ucieka większość mieszkańców. Dlatego mądrzy władcy Damaszku Europy wybrukowali ulicę Krakowską felerną kostką z Chin. Kostka pęka, trzeba ją ciągle wymieniać, to zaś sprawia, że trwa permanentny remont. Rzecz jasna ma to na celu zablokowanie ruchu i zniechęcenie do ucieczki. Idea ciągłej naprawy zawiera również aspekt poprawy jakości życia i bogacenia się. Oczywiście tych, którzy naprawiają. Bo przecież nie robią tego za darmo.

Taktyczna kolejka antywyjazdowa na dworcu kolejowym.

Damaszek Europy nie lubi turystów. Turysta przyjedzie i wyjedzie. Taka jego natura. A nie po to Krakowska jest rozkopana, żeby ktoś wyjeżdżał. Dlatego w 2007 stworzono hasło mające odpowiednio ograniczyć liczbę przyjeżdżających: POLSKI BIEGUN CIEPŁA. Promowanie się zabytkami i kulturą mogłoby jeszcze kogoś przyciągnąć. Dlatego tęgie głowy od promocji ogłosiły całemu światu, że Damaszek Europy ma największą liczbę ciepłych dni w roku, najwyższą średnią roczną temperaturę i najdłuższy okres wegetacji roślin. “Przyjeżdżajcie wegetować, albo nie przyjeżdżajcie wcale!” – zdają się wołać włodarze miasta. Nic więc dziwnego, że logo Damaszku Europy to wyciągnięty środkowy palec.

Logotyp Damaszku Europy.

W Damaszku Europy okres wegetacji trwa najdłużej. 230 dni. Nie ma w tym nic dziwnego, bo praca to przywilej. Masz dobrego wujka, masz dobrą pracę. Nie masz – wegetujesz. Pamiętam jak jedno ogłoszenie, że w pewnej instytucji jest pół etatu za minimalną krajową, zgromadziło cały tabun kandydatów. Wtedy akurat wybrali mnie. Pracowałem dwa lata i wróciłem na Śląsk. Zrozumiałem, że w Damaszku Europy można żyć tylko, gdy ma się pracę zdalną.

Oczywiście, można próbować rozkręcić własny biznes, ale to zwykle droga przez mękę. Bo tak się składa, że kuzyn, szwagier albo sąsiad któregoś z urzędników robi już coś podobnego, a nawet jeśli nie robi to mógłby robić, więc konkurencyjny interes nie jest mile widziany. Lepiej więc nie robić nic. Zresztą i tak nie jest źle. Pod Suwałkami okres wegetacji to zaledwie 180 dni!

Kolonia kolejowa – niszczejący unikat.

W lutym 2016 roku w Damaszku Europy otwarto ArtSquat. Moje zdziwienie było ogromne, bo rok wcześniej tworząc w Rzeszowie “Królestwo Bez Kresu” (nieformalne centrum kultury w duchu poezji Zbigniewa Herberta) wiele razy powtarzałem, że w Tarnowie coś takiego nie ma prawa wypalić. A tu proszę. Powstało i działało bardzo prężnie. Były wystawy, koncerty, spotkania… Ciągle coś. I już miałem zamiar odszczekać swoje słowa, gdy nagle końcem grudnia okazało się, że ArtSquat zostanie zamknięty. Bez wsparcia miasta nie starczało na czynsz, a miasto wspierać nie chciało. Cóż, już wtedy miałem na to odpowiednie określenie:

TARNÓW. DAMASZEK EUROPY.

Koncert Džukiego ze Słowacji w ArtSquacie.

“Damaszek Europy” to stan umysłu, który skutecznie uniemożliwia wykorzystanie ogromnego potencjału miasta. Problem tkwi w dużej mierze w głowach urzędników. Idealnie obrazuje to przykład Džukiego – Słowaka, który późną jesienią 2016 roku zrobił sobie tour po południowej Polsce. Istotnym elementem trasy było uliczne granie. Wysłał więc zapytania do dwóch miast oddalonych od siebie o 80 km.

Rzeszów powitał go z otwartymi ramionami:

W odpowiedzi na pismo elektroniczne z dnia 11 listopada br. informuję, że na terenach będących własnością Gminy Miasto Rzeszów nie wprowadzono ograniczeń dla artystów ulicznych ubiegających się o możliwość prezentowania swojej twórczości.

Niezależnie od powyższego niezbędne jest każdorazowe przestrzeganie zasad porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli. Jednocześnie zachęcam Pana do zwiedzenia naszego pięknego miasta.

Z Damaszku Europy przyszła następującą odpowiedź:

W odpowiedzi na Pana e-mail z dnia 21.11.2016 r. dotyczący możliwości występu muzycznego w pasie drogowym uprzejmie informuję, iż stanowi to zajęcie pasa drogowego na prawach wyłączności i wymaga uzyskania zezwolenia zarządcy drogi (w formie decyzji administracyjnej) zgodnie z art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (Dz. U. z 2016 r. poz.1440). Zezwolenie takie wydawane jest na wniosek zajmującego pas drogowy. Zgodnie z dyspozycją § 1 ust. 2 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 1 czerwca 2004 r. w sprawie określenia warunków udzielania zezwoleń na zajęcie pasa drogowego (Dz. U. z 2016 r. poz. 1264) wniosek ten powinien zawierać: imię i nazwisko oraz adres lub nazwę i siedzibę podmiotu występującego o zajęcie pasa drogowego, cel zajęcia pasa drogowego, lokalizację i powierzchnię zajętego pasa drogowego oraz planowany okres zajęcia pasa drogowego. Do wniosku o wydanie zezwolenia na zajęcie pasa drogowego na prawach wyłączności należy, zgodnie z § 1 ust. 3 wyżej wymienionego rozporządzenia, załączyć:

1. szczegółowy plan sytuacyjny w skali 1:500 lub 1:1000 z zaznaczeniem granic i podaniem wymiarów planowanej powierzchni zajęcia pasa drogowego,

2. zatwierdzony projekt czasowej organizacji ruchu, jeżeli zajęcie pasa drogowego wpływa na ruch drogowy lub ogranicza widoczność na drodze albo powoduje wprowadzenie zmian w istniejącej organizacji ruchu pojazdów i pieszych.

Wnioski o wydanie zezwolenia na zajęcie pasa drogowego rozpatrywane są w terminach określonych w art. 35 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2016r. poz. 23 z późn. zm.), tj. niezwłocznie, nie później niż w ciągu miesiąca od dnia wszczęcia postępowania (złożenia kompletnego wniosku do Zarządu Dróg i Komunikacji w Tarnowie).

Informuje ponadto, iż w myśl art. 40 ust. 3 tej ustawy za zajęcie pasa drogowego pobiera się opłatę. Opłatę ustala, w drodze decyzji administracyjnej, właściwy zarządca drogi przy udzielaniu zezwolenia na zajęcie pasa drogowego (art. 40 ust. 11). W myśl art. 40 ust. 4 ustawy o drogach publicznych opłatę za zajęcie pasa drogowego na prawach wyłączności ustala się jako iloczyn liczby metrów kwadratowych zajętej powierzchni pasa drogowego, stawki opłaty za zajęcie 1 m2 pasa drogowego i liczby dni zajmowania pasa drogowego, przy czym zajęcie pasa drogowego przez okres krótszy niż 24 godziny jest traktowane jak zajęcie pasa drogowego przez 1 dzień.

Wysokość opłat ustaliła Rada Miejska w Tarnowie uchwałą z dnia 16 października 2008 r. Nr XXVI/375/2008 w sprawie stawek opłat za zajmowanie pasa drogowego na cele niezwiązane z potrzebami zarządzania drogami lub potrzebami ruchu na terenie miasta Tarnowa (Dz. Urz. Woj. Małop. z 2008 r. Nr 807, poz. 5844). Przykładowo stawka za zajęcie 1 m2 chodnika za każdy dzień zajęcia wynosi 2,00 zł.

Uzyskanie zezwolenia na zajęcie pasa drogowego nie zwalnia z przestrzegani przepisów odrębnych związanych z Pana zamierzeniem.

Czy trzeba coś dodawać? Raczej nie. Można tylko jeszcze raz powtórzyć:

TARNÓW. DAMASZEK EUROPY.