Bajka o przyszłości. Nie spodziewamy się tego, co nadejdzie i nie jesteśmy na to przygotowani

Nie ma się co oszukiwać, to idzie nowa epoka – trauma pandemii i zamknięcia, społecznego dystansu i strachu przed kontaktem nie pozostawi nikogo obojętnym. Nie łudźmy się więc, nie będziemy tacy sami jak przedtem. W 2020 skończył się świat jaki znaliśmy – pisze Michał KŁOSOWSKI

Dla świata Zachodu to pierwsze tak poważne tąpnięcie od zakończenia II wojny światowej. Trzeba to po prostu przyjąć i przygotować się na to, na co przygotować się nie da. To zadanie karkołomne, bo jak oswoić się z niepewnością, która będzie dyktować zasady w nadchodzącej epoce?

Innego końca świata nie będzie

To założenie może być to przedwczesne. Mam nawet nadzieję, że przypadnie mi rola barda, który opiewa piękno damy, której nigdy nie widział. Choć chyba jednak bliższe jest podobieństwo do Kasandry, za co z góry Państwa przepraszam. Bowiem nasz wiek będzie stuleciem permanentnego kryzysu.

Oczywiście wciąż możliwe, że koronawirus „skończy się” za rok, a jego wpływ na świat mniejszy: co najwyżej Chiny staną się supermocarstwem a my przestaniemy podawać sobie ręce na powitanie. Przyroda wróci do równowagi i odkryjemy sens życia. Niestety, na szybki koniec kryzysu nic jednak nie wskazuje, nawet nic nie wskazuje by miał się w ogóle kiedykolwiek skończyć. Nie trudno sobie przecież wyobrazić świat, w którym lokalne ogniska wirusa będą się odnawiać – punktowo, w różnych okresach czasu, nawet mimo lekarstw, które kiedyś uda się wymyślić; świat strachu przed drugim człowiekiem, który zwłaszcza na peryferiach potrzebować będzie większej pomocy – i jej nie otrzyma. Zajęci własnym przetrwaniem Innego traktować będziemy jako zagrożenie.

Analogią służy średniowiecze z jego krzyżami dżumowymi, pielgrzymującymi po kontynencie kapłanami, tęsknotą za bliskością, ciałem i pięknem, z której zrodził się Renesans. Obyśmy doczekali.

Uczciwość wobec Czytelników każe ostrzec: nie będę próbować nawet przekonywać, że bazuję na obiektywnych danych czy wskaźnikach – takie dziś po prostu nie istnieją. Czytacie bajkę, a jeśli nie lubicie takich opowieści po prostu przestańcie, oszczędzicie czas. To trening intelektu i wyobraźni, z którym mam nadzieje nikt nie będzie chciał się zgodzić. Jest jednak bajane społecznie niezbędne, tworzy podwaliny, na których później budowane są modele i plany.  Wyobraźnia zawsze jest pierwsza, stwarza światy możliwe, scenariusze które później konsumuje człowiek.

Przewartościowanie

Nie ma powrotu do historii. Po otwarciu granic zastaniemy kilka głównych połączeń między największymi imperiami, rozciągającymi swoje strefy wpływów na sąsiednie kraje. Zresztą, plany superszlaków i hiperpołączeń – wystarczy wspomnieć pomysł regulowania przepływów Nowego Jedwabnego Szlaku, o czym pisał u nas prof. W. Myślecki [na portalu WszystkoCoNajwazniejsze.pl – przy. red.]. Tworzenie takich superszlaków ułatwi kontrolę przepływów a co za tym idzie, zwiększy poczucie bezpieczeństwa. Z pandemii wyłoni się wielobiegunowy świat, z kilkoma ośrodkami centralnymi. Azja, która zagraża niewielkiej i rozbitej Europie, borykającej się własnymi problemami, Ameryka, zamknięta wyspa, mająca własne sprawy, egoistycznie walcząca samotnie o przetrwanie. Zmniejszenie przepływów będzie na rękę wielu: jedynie państwa z silną władzą centralna i tradycją utrzymują się na powierzchni, ramię w ramię z korporacjami technologicznymi i gigantami branży produkcyjnej. Przynależność obywateli będzie trójwymiarowa, a świat jednocześnie rozdrobniony i silnie zhierarchizowany. Rację miał Witkacy, pisząc w Nienasyceniu: „świat cały (jako Bóg), jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki, takiej, jakich szereg stał na dębowym kredensie w jadalni ich domu”. Świat, który traktowaliśmy jako otwarty i możliwy do zdobycia skurczył się do rozmiarów pokoju, z którego wyjść możemy zaledwie kilka razy dziennie.

Jednak zamknięcie sprzyja kontemplacji. Przewartościowaniu spojrzenia na świat i to, z czego się składa. Zamknięci w domach, będziemy popadać w skrajności, dla wielu będzie to powrót do wiary. Z konieczności, samotnie i w zamknięcie, osłabienie praktyk religijnych stanie się faktem. W obliczu śmierci wskaźnik wierzących wzrośnie, choć wiara stanie się rzeczą prywatną. Jak pisał o tym kard. Ratzinger, to będzie powrót do katakumb. Chrześcijaństwo przestanie być religią dominującą a mimo wzrostu zainteresowania wiarą kult i praktyki religijne przestaną być popularne. Na moment kościoły zapełnią się, kiedy drzwi zostaną otwarte, by później opustoszeć. Personalizacja wiary, pytanie: egoizm i samolubność. Po co mi wspólnota, skoro mogę się zakazić. Lepiej zostać w domu i samotnie uczestniczyć we Mszy Świętej. Albo modlić się po swojemu.

Depopulacja Zachodu sprawi, że zmienią się stosunki religijne. Islam będzie po pandemii najliczniejszą religią świata, mimo że Afryka i Azja dotknięte koronawirusem, ucierpią znacznie. Przez straty ludnościowe kapitał ludzki, demografia, stanie się najważniejszym zasobem. Dzięki demografii kraje będą w stanie przeciwstawić się trudnościom, a te które będą mogły poświęcić najwięcej, zyskają najwięcej.

W nowym świecie technologia odgrywa najważniejszą rolę. Pandemia to przyśpieszony kurs cyfryzacji i digitalizacji krajów średnio rozwiniętych: konieczność zamknięcia w domach wymusi zmiany w sposobie myślenia, które pozostaną trwałe. Edukacja na stałe przeniesie się w pewnym stopniu do świata wirtualnego, zwłaszcza dzieci w początkowej fazie nauki będą jej poddane. W związku z tym upadnie wiele branż, zwłaszcza tych mało użytecznych społecznie. Sygnałem końca kapitalizmu stanie się zamknięcie Instagrama.

Powstanie nowych branż i zawodów związanych z cyfrową gospodarką, renesans rzemiosła i przemysłu, staną się faktem. Trener robotów domowych, wirtualny przewodnik i cyfrowy korepetytor będą najbardziej pożądanymi zawodami. W nowej rzeczywistości najlepiej radzą sobie te kraje, które najszybciej powróciły do normalności. Wyjście z pandemii to nowy początek świata.

Innego końca świata nie będzie

Powrót do lokalizmu, koniec turystyki, upadek prywatnych linii lotniczych, rozwój narodowych przewoźników – ekolodzy spod znaku Grety Thunberg triumfują, w związku z epidemią emisja dwutlenku węgla do atmosfery spadła znacznie, co ważniejsze zaś społeczeństwa rzuciły się do ratowania ulubionych lokalnych sprzedawców i miejsc rozrywki. Poza tym, linie lotnicze i turystyczne, chcąc odrobić straty, narzucają wysokie marże dzięki czemu dziewicze zakątki świata i złote plaże Tajlandii powróciły w ręce kilku najbogatszych. Jako ze kapitał umysłowy stał się drugim pod względem, zasobem giganci technologiczni w tropikalnych rajach wybudowali swoje centra pracy i usług. Pracują w nich, żyją i odpoczywają najlepsi pracownicy, zapewniający pracę krytycznym częściom internetowej Infrastruktury.

W nowym świecie najlepiej radzą sobie ci, którzy zadają właściwe pytania. Automatyzacja procesów i usług powoduje, że technologia stała się narzędziem takim, jak kiedyś proste przyrządy do prac ręcznych. Liczy się nie wykształcenie a kreatywne myślenie, umiejętność wykorzystania publicznie dostępnych kodów i fragmentów oprogramowania. To upadek instytucji, upadek zaufania. Z powodu natłoku fakenwsów i nieprawdziwych informacji rządy w porozumieniu z gigantami technologicznymi zdecydowały się reglamentować i ulokalnić internet. Z jednej strony dostęp do wiedzy nigdy nie był tak prosty, z drugiej nie możesz już dowiedzieć się słychać u kolegi w Stanach. Media stały się ściśle kontrolowane, by zapobiec wybuchowi niekontrolowanych emocji społecznych a prasa ma już jedynie walor koneserski.

Człowiek ma być przede wszystkim optymalnie użyteczny dla społeczeństwa. Od tego zależy bowiem przetrwanie, wobec zmian klimatu i suszy, która pozbawiła wiele krajów żywności i wody pitnej. Raz po raz wybuchają lokalne konflikty, związane z odkryciem źródeł wody w regionach przygranicznych. Każdy z tych konfliktów toczy się pod czujnym  okiem mocarstwa, które kontroluje daną część świata.

Elastyczność społeczeństw, szansa dostosowania się i odporność na wstrząsy. Polacy ze względu na burzliwą historię są bardziej przygotowani do burz dziejowych, jednak pozbawieni wsparcia Stanów Zjednoczonych czują tragizm położenia. Szansą stają się Chiny, które budują format 16+1, by zrównoważyć wpływ dawnych potęg i Rosji.

Nie możliwe? Oby. Ale taki właśnie będzie koniec świata: nie możliwy. I innego nie będzie.

Michał Kłosowski