Fairness Doctrine, czyli jak ukrócić polaryzację mediów

Czy polityka medialna USA sprzed 70 lat znana jako Fairness Doctrine może być odpowiedzią na rosnącą polaryzację mediów i debaty publicznej?

Fairness Doctrine była polityką amerykańskiej Federalnej Komisji Łączności, wdrożoną w 1949 roku. Miała ona dwa istotne założenia:

Po pierwsze, tematy kontrowersyjne społecznie musiały być ukazywane w audycjach radiowych i telewizyjnych. Dana stacja telewizyjna nie mogła sobie zatem pozwolić na pominięcie jakiejś istotnej kwestii czy kompletne przykrycie jej innym tematem.

Po drugie, sprawy te muszą być prezentowane w sposób uwzględniający wszystkie strony sporu. Dodatkowo, media musiały zaprezentować te zbieżne poglądy w sposób uczciwy, współmierny i zbalansowany. Nie oznaczało to równego podziału czasu antenowego między debatujących, ale dawało prawo każdej ze stron do zaprezentowania swojej opinii.

Kompetencję Komisji do wprowadzenia w życie takiej doktryny potwierdził amerykański Sąd Najwyższy.

Fairness Doctrine została de facto zniesiona przez administrację Ronalda Reagana w 1987. Zarzutem było to, że polityka taka łamała prawa nadawców do wolności słowa. Oficjalnie doktryna została zniesiona w 2011 roku.

Czy można uważać odejście od takich instytucji za katalizator polaryzacji mediów i społeczeństwa? To chyba zasadne pytanie.

Współczesne media stają się mediami tożsamościowymi. Celują w grupę społeczną o określonych poglądach i marginalizują znacznie i udział poglądów przeciwnych. Ludzie stają się ich widzami nie ze względu na chęć dotarcia do prawdy o danym wydarzeniu, ale ze względu na potrzebę potwierdzenia swoich poglądów. Jest to zakorzenione w ludzkiej psychice – każdy człowiek chce mieć rację, więc będzie słuchał tych, którzy mu tę rację przyznają, pisali o tym tak Aronson, jak i Cialdini czy Zimbardo.

Jednakże ten mechanizm jest odległy od ideału dążenia do prawdy, która nie leży po środku, tylko leży tam, gdzie leży. Tymczasem współczesne media, kierując się określonymi interesami, mają tendencję do wzmacniania właśnie takiego sposobu postrzegania rzeczywistości. Informacje są dobierane selektywnie, niektóre – zupełnie pomijane. Sposób prezentacji poszczególnych treści jest konstruowany tak, by nawet z faktów utkać można było zgrabną sieć manipulacji, zarzucaną następnie na nieświadomych widzów. Dzięki temu społeczeństwa szukają odpowiedzi na pytanie ,,Cóż to jest prawda?” w sposób im dogodny, nie znajdując żadnej przeszkody ku temu. Same wchodzą do platońskiej jaskini, bo wiedzie do niej komfortowa droga, zbudowana przez media coraz bardziej tożsamościowe, usuwające skrzętnie każdą, nawet najmniejszą przeszkodę. W ten sposób nie zbuduje się jednak społeczeństwa obywatelskiego, ale kilka wzajemnie zwalczających się obozów.

Odtrutką na to jest prawda i dążenie do niej. Prawda może wyzwolić. Ale najpierw pewnie zaboli.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.