Religia św. Grety

Zjawisko Grety Thunberg udowadnia wyłącznie, że Carl Schmitt miał rację, upatrując korzeni pojęć politycznych w zsekularyzowanych pojęciach teologicznych. Mówiąc bardziej ogólnie – mechanizmy, jakimi posługuje się polityka, mają w sobie wiele z mechanizmu religijnego. A właściwie szerzej: mitycznego. Greta jest atakowana i wielbiona nie dlatego, że dokonała czegokolwiek, ale dlatego, że jest fundamentalnym elementem pewnego mitu. I tym samym genialną konstrukcją marketingową.

Mit i logos

Najprościej mówiąc, mit jest opowieścią, która tworzy pewien sens. Współczesne popularne znaczenie mitu jako czegoś fałszywego pochodzi od Platona. Mythos to opowieści o bogach, którym ludzie przypisują pewne działania i cechy charakteru, często demoralizujące, a więc z konieczności fałszywe; logos zaś to filozoficzna refleksja, związana z rozumem i dążeniem do prawdy. Wiemy, że w grece oba słowa przed Platonem miały zgoła odwrotne znaczenie, ale nie jest to istotne – grunt, że to rozróżnienie do dziś kształtuje debatę, powodując znaczące nieporozumienia.

Chodzi o to, że dyskurs racjonalny, logiczny, naukowy, traktuje się jako sprzeczny z mitycznym – magicznym, sakralnym. Bierzemy zatem jakiś mit, a następnie udowadniamy, punkt po punkcie, jak bardzo jest nonsensowny, nieprawdziwy i nielogiczny. Takie podejście jest źródłem naiwnego przekonania co poniektórych “racjonalistów” o tym, że naukowe wyjaśnienie świata wyeliminuje w końcu zjawisko religii. Tymczasem potrzeba istnienia mitu jest absolutnie odporna na logiczne i racjonalne próby jego obalenia.

Przede wszystkim dlatego, że do mitu nie są przykładalne logiczne kategorie prawdy i fałszu. Jak pisał Alasdair MacIntyre, “nie można uznać mitu za fałszywy, gdyż jeśli sądzimy, że możliwa jest jego falsyfikacja, to nie uważamy go już za mit, lecz za hipotezę lub opis historyczny”.  “Prawdziwość” mitu stoi w zupełnie innym miejscu, niż prawdziwość historycznego opisu. Walka z mitem środkami racjonalnymi nie ma większych szans powodzenia: mit jest prawdziwy, dopóki funkcjonuje jako mit.

źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Greta_Thunberg_in_School_strike_for_the_climate.jpg
Greta Thunberg, fot. Frankie Fouganthin

Credo quia absurdum

Załóżmy, że w 2017 roku przeczytalibyśmy historię o dziewczynce z warkoczykami, która nagle staje się symbolem walki ze zmianami klimatycznymi, spotyka się z politykami na najwyższym szczeblu i przemawia w ONZ. Dodajmy do tego, że dziewczynka – ze względu na pewną przypadłość – jest dość niesympatyczna i rzadko się uśmiecha. Jeżeli nadać temu odpowiedni kontekst, na przykład odpowiednie walory literackie, to zapewne potraktowalibyśmy to jako pocieszną historyjkę, w stylu tych o Pippi Langstrumpf czy Harrym Potterze. Ale to właśnie fakt, jak absurdalna w kategoriach świata realnego jest ta opowieść, stanowi o jej sile oddziaływania – jeżeli bowiem jest absurdalna, to przykładanie do niej kategorii prawdy i fałszu przestaje mieć sens.

Czy podróże Grety przyczyniają się do degradacji środowiska bardziej, niż palenie w piecach śmieciami zimą? Tak, ale to nie ma żadnego znaczenia – przynajmniej dla wierzących. Nie jest to zresztą niczym nowym: dokładnie taka sama niespójność między ideologią a działaniami dotyczy wszystkich “walczących o klimat” celebrytów i polityków, przylatujących na spotkania w obronie środowiska prywatnymi samolotami, pouczając następnie ludzi biednych jak ci mają żyć.

To dwójmyślenie w obliczu absurdalnego mitu widać w wielu jego aspektach. Na ironię zakrawa choćby fakt, że dokładnie te same osoby – nie tylko statystycznie, ale personalnie – które w dyskusji o klimacie podkreślają przywiązanie do naukowego konsensusu i kompetencji osób, które w kwestii zmian klimatycznych się wypowiadają, czynią autorytetem dziewczynkę, która z racji samego wieku nie może być ekspertem w niczym, a zwłaszcza w tak rozległej dziedzinie wiedzy, jaką jest klimatologia. Jeżeli poglądy Grety są “naukowe”, to tylko przez przypadek.

Greta Thunberg, fot. Leonhard Lenz

Greta Męczenniczka

Jednak jest w tym głęboki sens: gdyby Greta nie była szesnastoletnią dziewczynką, jej postać nie byłaby tak atakowana. A najgorsza rzecz, jaką protagonistę mitu może spotkać, to obojętność.

Memy punktujące wygląd czy problemy psychiczne szesnastolatki, jakkolwiek w złym guście, stanowią część planu. Ktokolwiek mit Grety wymyślił zdawał sobie sprawę z tego, że stanie się ona obiektem “hejtu”. Jeżeli nawet nie byli to jej rodzice, to wyrazili na to zgodę, co obciąża ich odpowiedzialnością. To zjawisko to naturalna konsekwencja hagiograficznej narracji – im bardziej wyznawcy Grety starają się z niej uczynić świętą, tym większy opór budzi to u przeciwników tego, co ten mit reprezentuje. A im większy jest ten opór, tym lepiej, ponieważ atak z zewnątrz konsoliduje wspólnotę wiernych.

Najmocniejszym punktem mitu Grety jest jednak fakt, że ucieleśnia ona Jungowski archetyp dziecka. Ma co prawda szesnaście lat, więc jest prawie dorosła, ale cały jej wizerunek obliczony jest na utrzymanie przeświadczenia, że mamy do czynienia z dzieckiem, z Pippi Langstrumpf, która nie chciała dorosnąć. Greta nie jest przecież typową szesnastolatką po okresie dojrzewania.

To ma fundamentalne znaczenie nie tylko dlatego, że odbiera dodatkowo atakom na nią estetyki, ale dlatego, że archetyp dziecka funduje sens całego mitu Grety. Protagonista mitu opuszcza krainę szczęśliwości dziecięcej, który naturalnie kojarzy się ze światem nieskrępowanej przyrody, stając przed apokaliptycznym scenariuszem ze strony cywilizacji. Dorastanie i walka splatają się w jedno. Zawzięta Greta rzucająca obelgi i mająca problem z okazywaniem emocji, jak i płacząca Greta stanowią dwa wcielenia tego samego bohatera i właśnie dlatego są tak wiarygodne.

Czy postać Grety będzie miała jakikolwiek realny wpływ na rzeczywistość polityczną jest mocno wątpliwe. Warto jednak przyjrzeć się mechanizmowi tworzenia tej legendy, ponieważ skupia jak w soczewce wszystkie najważniejsze elementy tego, co demokracja dzieli z religią jako fenomenem społecznym.