Róbmy swoje…

Podróże kształcą – banał tak wyświechtany że już nikt w niego nie wierzy.

Dygresja z podróży autostopowej po Włoszech, rok bodajże 1984; ciężki plecak wypchany głównie konserwami (dla oszczędności i raczej z konieczności) a na trasie Wenecja – Padwa nikt nie ma ochoty nas zabrać. Nareszcie! Zatrzymuje się młody Włoch i zaprasza do swojego auta. Mamy wspólny cel podróży, tylko autko jakieś takie… znajome.

Mimo wszystko pakujemy się z naszymi olbrzymimi plecakami do środka i jedziemy!

Fiat 126 z Polski

Fiat 126 doskonale się spisał, dowiózł nas do Padwy, a nawet więcej – kierowca był tak miły że podwiózł nas w pobliże Bazyliki św. Antoniego Padewskiego gdzie mieliśmy się spotkać z resztą ekipy.

Powód tej życzliwej postawy był niesamowity. Po drodze okazało się że nasz kierowca był bardzo szczęśliwy że spotkał właśnie Polaków. Czyżby sprawiła to powszechnie  spotykana we Włoszech sympatia do papieża Jana Pawła II?

To też miało znaczenie, ale najważniejsze zdaniem kierowcy było to że ma świetne auto. Niedrogie, bardzo ekonomiczne w eksploatacji i co najważniejsze doskonałej jakości – bo wyprodukowane w … Polsce! Te składane tutaj w Turynie to chłam, cała Europa z nas się śmieje i z aut naszej produkcji. Ja mam naprawdę bardzo dobre auto – tak powiedział i w ramach wdzięczności za dobrą pracę naszych mechaników oszczędził nam sporo wysiłku, podwożąc pod bazylikę.

Chwalą talen i rzetelność

To był dla mnie szok – chwalą na kapitalistycznym zachodzie produkty wykonane za żelazną kurtyną… Chwalą nasz talent i rzetelność w dziedzinie tak skomplikowanej jak produkcja samochodów! Niewiarygodne… Jeszcze większym szokiem była informacja o tym że bogaci Włosi czekają grzecznie w kolejce na auta wyprodukowane w Polsce nawet po pół roku – nie chcą tych montowanych na miejscu i dostępnych od ręki. O co tu chodzi ? Takie zadawałem sobie pytanie. Jako człowiek wychowany w siermiężnej rzeczywistości PRL-u nie dopuszczałem nawet do siebie myśli że my możemy być w jakiejkolwiek dziedzinie lepsi od producentów zachodnich.

10 lat później znowu jestem we Włoszech, tym razem już autokarem, wygodnie – wspomnienia po ciężkim plecaku były tylko miłymi wspomnieniami, a tu nagle afera!

Spotykani na ulicach Włosi dopytują się o sytuację w fabryce w Tychach, gdzie właśnie trwał strajk załogi. Do dzisiaj nie wiem czy oni pytali na poważnie, czy żartowali zarzucając Polakom nie tyle niechęć do pracy co uderzenie wody sodowej do głowy.

Okazało się że uruchomiona właśnie w Tychach produkcja Fiata Cinquecento była na pniu wykupywana przez Włochów, którzy zapisywali się na znane dobrze w naszej rzeczywistości listy społeczne i grzecznie czekali na samochody montowane w Polsce po kilka miesięcy. A teraz strajk – trzeba będzie czekać jeszcze dłużej, a wszystko przez tych Polaków, którym zachciało się strajku!

A może dlatego że zaufanie do polskich mechaników i ich dobrej jakości pracy nadal było we Włoszech na wysokim poziomie…

Sądzę że to zaufanie zaprocentowało później na wielu płaszczyznach – przecież w dziedzinie motoryzacji obdarzają nim nas zarówno amerykanie, niemcy jak i japończycy, lokując w Polsce mniej lub bardziej zaawansowane technologicznie własne produkty.

Od przemysłu kosmicznego po meble, okna i drzwi

Przemysł lotniczy potrafił podnieść się z zapaści i nadgonić zapóźnienie technologiczne głównie przez współpracę z zachodnimi koncernami a miał poważne atuty : wysoko wykwalifikowaną siłę roboczą – której nawet amerykanie nie obawiali się powierzyć montowania najbardziej skomplikowanych elementów swoich samolotów.

Idąc tym tropem dowiadujemy się że istnieje w naszym kraju przemysł kosmiczny – jakim cudem w kraju który miał co prawda w swej historii kosmiczny wątek o nazwisku Mirosław Hermaszewski, nagle zaistniał przemysł kosmiczny z prawdziwego zdarzenia? Produkuje się przecież w Polsce skomplikowane elementy dla amerykańskich koncernów kosmonautycznych, co uprawnia nas do stwierdzenia że nie samą siłą fachową Polska stoi – mamy też zaawansowaną myśl technologiczną. Bierzemy na poważnie udział w światowym wyścigu technologicznym, nie skazując się na opinię najlepszych w Europie fachowców od przykręcania śrubek w montowanych samochodach.

A czy nie napawają nas dumą wieści o sukcesach polskich stoczni jachtowych?  A nasi producenci wspaniałych mebli, okien i drzwi zdobywający rynki światowe głównie ze względu na wysoką jakość swoich produktów. I stają się w swoich dziedzinach światowymi potęgami. Oprócz wysokiej jakości polskie nowoczesne wzornictwo – i to takie na wysokim poziomie staje się wręcz wizytówką naszych producentów.   

Niestety nie udaje się nam tego dostrzec na co dzień. Tak jak ja nie mogłem wiele lat temu dostrzec czy raczej uwierzyć w to że jesteśmy w czymś dobrzy, tak nadal w społeczeństwie pokutuje fałszywe przekonanie o naszej niższości. A ja uważam że naszym największym kapitałem są ludzie, czyli my sami. I spróbuję to udowodnić.

Polska żywność chwalona na całym świecie

Kilka dni temu w polskich mediach miała miejsce zabawna – z naszego punktu widzenia – relacja z Belgii.

Pojawili się w belgijskich lasach polscy zbieracze grzybów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że zbieranie grzybów w Belgii jest… zabronione. Las jak las, są w nim drzewa, ściółka i właśnie grzyby. Dla nas to forma miłego spędzania czasu, wypoczynku na świeżym powietrzu, a jak się jeszcze coś uda zebrać do koszyka – to dodatkowa frajda i szansa na smaczny posiłek. Ale nasi zbieracze stali się w oczach Belgów przestępcami! Wypada szanować zwyczaje panujące w kraju zamieszkania, a jak wiadomo nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Podobno obyło się bez drakońskich kar dla  amatorów belgijskich grzybów, na szczęście system pouczeń i upomnień jest w Belgii powszechnie stosowany. Okazało się że Belgowie mają mało lasów i to jest przyczyną ich starannej ochrony. Ciekawym uzupełnieniem tej relacji była rozmowa ze sprzedawcami na belgijskich targowiskach. Mają oni spory wybór grzybów na swoich stoiskach – ceny spore, ale zachwalają jakość. I jeszcze się chwalą że w  80 procentach ich towar pochodzi z … Polski.

Tak naprawdę to polska żywność jest już chwalona w całym świecie. To co się dzieje w segmencie produkowanej u nas żywności napawa optymizmem. Tak naprawdę to byliśmy i jesteśmy nadal krajem rolniczym. Więc dlaczego nie zmienić tego w atut? Polskie sadownictwo, przemysł mleczarski, zakłady mięsne czy drobiarskie dokonały gigantycznego skoku w zakresie poprawy jakości swoich produktów. Mimo wielkiej konkurencji na rynku żywnościowym mówi się coraz lepiej o naszej ofercie w tej dziedzinie.

Pamiętacie jakie obawy wzbudziło wprowadzenie rosyjskiego embarga na polskie jabłka? To w ogóle ciekawy rynek ta Rosja, zwłaszcza w kontekście współpracy handlowej. Przypominam sobie audycję radia Wolna Europa relacjonującą w latach 70-tych ubiegłego wieku radziecko-amerykańskie negocjacje w sprawie sowieckich zakupów gumy do żucia w USA. A był to czas kiedy mimo obustronnych deklaracji pokojowych wyścig zbrojeń pomiędzy nimi trwał w najlepsze. Sowieci upierali się stanowczo w kwestii opakowań zamówionej gumy. Na ich potrzeby musiała być zapakowana w aluminiowe pudła, koniecznie aluminiowe! Natomiast amerykanie zastanawiając się nad tym nietypowym warunkiem doszli do wniosku że chyba bardziej zależy sowietom na opakowaniach niż na zawartości. Konkluzja była następująca: Rosjanie gumę wyrzucą – aluminium zjedzą… Na tej samej zasadzie polskie jabłka stały się ich bronią strategiczną.

Zdaniem ekspertów od spraw żywnościowych polskie wyroby są wysokiej jakości i wciąż niedrogie w porównaniu z tymi wytwarzanymi w innych krajach europejskich. Polskie artykuły spożywcze cechuje przy tym tradycyjny sposób produkcji i wysoki udział składników pochodzenia naturalnego. Wiele towarów np. z Francji, czy Niemiec – jakiś jogurt albo coś takiego to tak naprawdę jest sama chemia, tamtejsze owoce i dżemy są sztuczne – takie opinie ekspertów spotyka się dość często.

Polski twaróg w USA, a sery we Francji

Nawet tak hermetyczny rynek żywnościowy jak amerykański zaczyna się otwierać na produkty polskie. Dane za dziewięć miesięcy tego roku świadczą o wzroście eksportu polskiej wieprzowiny do USA o ponad 270 proc. – z prawie 15 mln do ponad 55 mln dolarów. Niedługo pojawi się również możliwość eksportu wołowiny. USA zamknęły się na to mięso z Europy z powodu choroby szalonych krów (BSE). Teraz rynek zaczyna się otwierać. Na ciepłe przyjęcie mogą liczyć także polskie przetwory mleczarskie, np. masło i twarogi.

I to wszystko w kraju w którym jedna z moich znajomych zapłaciła na lotnisku 20 dolarów mandatu za przywiezione z Polski jabłko które na drogę zabrała na drogę; rzeczywiście chodziło o jedno smaczne jabłko…

Fachowcy od rolnictwa podkreślają że rolnicza przestrzeń Polski nie jest skażona. Mamy bardzo czyste środowisko. Rolnictwo w Polsce nigdy nie było bardzo intensywne. Nasza ziemia nie została przenawożona. Natomiast większość krajów starej Unii Europejskiej w pewnym momencie doprowadziła swoje gleby do stanu załamania. Obecnie zużywa się na Zachodzie około 200 kg nawozów na hektar, a w Polsce ok. 130. Nawozimy optymalnie, tam gdzie trzeba, tyle ile potrzeba i wtedy kiedy potrzeba.

To wszystko sprawia, że polska żywność jest bardzo dobrej jakości. Mało kto wie że polskie twarde sery zdobywają nagrody na wystawach serowarskich we… Francji.

Eksport polskiej żywności

Bowiem naszą jakość doceniają nie tylko rodzimi konsumenci. Szacunki na ten rok wskazują że wartość polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych wyniesie 25 miliardów euro. I to wszystko mimo rosyjskiego embarga. Trzeba teraz popracować nad stworzeniem marki polskiej żywności, by nie konkurować z innymi producentami wyłącznie jej niską ceną.

Trzeba umiejętnie wspierać małych producentów żywności, polscy rolnicy skarżą się że nie mogą sprzedawać swoich produktów na polski rynek – o innym nawet nie marzą – bo przepisy ich blokują. Chociaż dla wszystkich są jednakowe – dla dużego koncernu i dla pojedynczego rolnika są identyczne. Ale też bardzo nieżyciowe. Konieczność zmian w tej dziedzinie jest bezdyskusyjna. A więc gdzie jest problem? Ponoć urzędnicy nie nadążają…chociaż potrzeba szybkich zmian w tej branży jest oczywista.

Dziwi to trochę i niepokoi gdyż jednym z najbardziej dynamicznie rozwijającym się rynkiem w Polsce jest sektor usług dla biznesu. To już prawdziwa inwazja, liczne zagraniczne firmy lokują swoje siedziby w naszym kraju. Kilka nieskromnych (programowo) przykładów. Notowana na nowojorskiej giełdzie korporacja świadczy usługi finansowe dla inwestorów instytucjonalnych. Obsługują inwestycje finansowe. Zapewniają np. kompletną księgowość funduszy inwestycyjnych, prowadzą wycenę papierów wartościowych oraz sporządzają sprawozdania finansowe. Firma zatrudnia w Polsce 2,5 tysiąca specjalistów, którzy obsługują aktywa o wartości 2,4 mld. Euro dla 202 klientów w 10 europejskim krajach.

Polski sektor technologiczny

Szef polskiego oddziału nie ukrywa że kluczowym powodem otwarcia oddziału był był dostęp do świetnie wykształconych absolwentów uczelni wyższych oraz dobra infrastruktura biurowa i komunikacyjna. Nasze centra nowoczesnych usług biznesowych rozwijają się nie tylko pod względem liczebności kadr, ale także złożoności obsługiwanych procesów. Polska przyciąga te firmy kombinacją takich atutów jak wykształcone kadry z kompetencjami poszukiwanymi przez inwestorów, coraz wyższą jakością życia – nie ograniczającą się już tylko do Warszawy. Województwa małopolskie, pomorskie,wielkopolskie, zachodniopomorskie i łódzkie zaliczają się do grupy regionów o ponadprzeciętnej atrakcyjności dla inwestorów.

Sektor technologii informatycznych – to kolejna branża która rozkwitła dzięki inwestycjom zagranicznym. Z materiałów przygotowanych w dziale promocji województwa małopolskiego wynika że jedna z wiodących w świecie firm tej branży otwierając swój oddział w Krakowie stworzyła specjalny program relokacyjny dla zdolnych informatyków. Podczas niedawno przeprowadzonej akcji relokacyjnej specjalistom z Katowic, Rzeszowa, Opola czy Częstochowy firma oferował spore pieniądze na pokrycie wydatków związanych z przeprowadzką do Krakowa, niezależnie od otrzymywanych pensji. Motywy takiego postępowania ?  Dobrze wykształceni fachowcy, dobra infrastruktura, wysoka jakość życia, powtarza się ta fraza niczym mantra.

Ale nasza mapa gospodarcza jest mocno zróżnicowana. Co może być atutem dla biedniejszych regionów, bez prężnych ośrodków przemysłowych, bez centrów biznesowych, bez armii białych kołnierzyków?

Unikalna przyroda i ciekawe dziedzictwo kulturowe

Wielu z nas liczy że te nierówności pomoże złagodzić rozwój turystyki. Mamy unikatową przyrodę, ciekawe dziedzictwo kulturowe – mamy wszystko! Tak przynajmniej twierdzą polskie portale internetowe zajmujące się promocją turystyki w Polsce.

Mamy morze z wydmami i pięknymi plażami, mamy góry, mamy pojezierze mazurskie, mamy puszczę białowieską, znajdzie się nawet pustynia dla chętnych. To w Polsce znajduje się największy w Europie kompleks bagien – nad Biebrzą. W marcu i kwietniu kiedy jeszcze nie obudziliśmy się z marazmu zimowego dzieją się tam rzeczy niesamowite. Unikalne gatunki ptactwa przyciągają całe tłumy ornitologów. Spróbujcie wtedy znaleźć kwaterę w okolicach Osowca czy Goniądza. Przybywają wtedy w tamte  okolice goście z całej Europy.

A naszą skromna rolą jest im ten pobyt umożliwić. Przez budowę hoteli, moteli, pensjonatów, kempingów czy ośrodków wczasowych. I tak się dzieje. Zrozumieliśmy że są pewne branże gdzie bez inwestycji trudno zaistnieć na rynku. Zwiększa się dbałość o gościa, zależy nam jego zadowoleniu – jeżeli będzie zadowolony, to być może wróci do nas. I coraz częściej wraca. Przykład bagien biebrzańskich przywołałem ze względu na to że sam jestem tam częstym gościem. I to od wielu lat. Widzę jak się zmieniła tam infrastruktura turystyczna i że z roku na rok przyjeżdża tam coraz więcej gości – głównie tych zagranicznych. Oni sami mówią że kraj w którym blisko 30 procent powierzchni zajmują lasy nie może sobie pozwolić na zmarnowanie swoich walorów przyrodniczych. U nas już tego nie ma…

Kreatywność, pracowitość i rzetelność wizytówką Polski.

Kilka lat temu w Ełku spotkałem niemiecką grupę turystów rowerowych – damską! Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie ich mocno przyprószone siwizną fryzury. Nie było problemu z kontaktem, mimo że z niemieckim jestem na bakier. Panie lepiej lub gorzej posługiwały się przedwojenną polszczyzną. Wybrały się na wycieczkę sentymentalną do kraju swojego dzieciństwa. Niespiesznie, po kilkanaście kilometrów dziennie objeżdżały sobie wioski i miasteczka, z których wypędziła je wojna. Zachwytom nad tym co zastały w drodze nie było końca. Jaki ten Ełk czysty i zadbany! Jak to na wsi pachnie wsią! Jakie dobre mleko, jakie dobre to albo tamto…A ludzie – jacy życzliwi. I do kościoła chodzą.

Żadnych pretensji, rewanżystowskich akcentów – one były naprawdę szczęśliwe i wdzięczne za udany powrót do krainy dzieciństwa. W życiu bym się nie spodziewał że spotkam na swojej drodze Niemca chwalącego polaków za porządek i czystość. Nie spodziewałem się nigdy że polski ser wygra konkurs we Francji, że amerykanie będą otwierać firmy informatyczne w naszym kraju. Jak to możliwe?

Skończyły się na szczęście czasy w których Polska znana była tylko … z pięknych kobiet i wódki Wyborowa. A konkluzja tego chaotycznego felietonu sprowadza się do wniosku że to my sami jesteśmy jesteśmy najcenniejszym polskim produktem. To nasza kreatywność, nasza pracowitość, rzetelność może się stać nową wizytówką Polski.