Płace pod mikroskopem

Polskie płace wyraźnie rosną, za to nierówności płacowe nieznacznie spadają. Przedsiębiorstwa działające w Polsce nie miały problemów z ostatnimi podwyżkami płacy minimalnej. Niestety rośnie za to luka płacowa między mężczyznami i kobietami. Te wnioski płyną z najnowszej edycji „Struktury wynagrodzeń” GUS.

Podawana co miesiąc wysokość przeciętnego wynagrodzenia regularnie wzbudza niemałą konsternację. Wszak niemal każdy obywatel czuje się przeciętny, dotyczy to zarówno tych na dole drabiny społecznej jak i większości klasy wyższej, więc tego typu uśredniające wskaźniki automatycznie odnosimy do siebie. Tymczasem większość pracowników średniego wynagrodzenia nigdy na swoim pasku z wypłaty nie widziała. Nic dziwnego, że pracujący się zżymają, gdy GUS po raz kolejny informuje, że do średniej krajowej trochę im brakuje. Zdecydowanie dokładniejsze dane dotyczące polskich płac podawane są w publikacji „Struktura wynagrodzeń w Polsce według zawodów”, jednak z jakichś tajemniczych powodów jest ona wydawana tylko co dwa lata. I dotyczy zawsze października roku parzystego, czyli poprzedniego, bo wydawana jest w latach nieparzystych. Dlaczego GUS przyjął właśnie taką metodę podawania kluczowych informacji na temat pensji Polaków, tego chyba nikt nie wie, jednak cały „komentariat” ekonomiczny z utęsknieniem wypatruje publikacji tego raportu, żeby móc do niego sięgać przez następne dwa lata. Nic dziwnego, wykonując parę prostych operacji matematycznych można z niego wyciągnąć mnóstwo wiedzy o sytuacji ekonomicznej w Polsce.

Nadszedł wreszcie moment, w którym GUS opublikował najnowszą edycję tej kopalni wiedzy. Co prawda jak na razie tylko w formie informacji sygnalnej, na pełną wersję „Struktury wynagrodzeń według zawodów w październiku 2018 r.” przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Jednak już teraz warto do niego zerknąć i wyciągnąć z niego kluczowe informacje.

Portfel statystyczny

Wysokość przeciętnego wynagrodzenia sama w sobie nie mówi wiele o zarobkach statystycznego Polaka, jednak jej dynamika dobrze oddaje tempo wzrostu płac w całym kraju. Według GUS w październiku 2018 r. średnie wynagrodzenie wyniosło 5004 zł, czyli wzrosło o 15 procent w stosunku do października 2016 (4347 zł). Między październikiem 2014 a październikiem 2016 średnia krajowa wzrosła jedynie o 6 procent, więc w okresie 2016-2018 pensje nad Wisłą rosły 2,5 razy szybciej niż wcześniej. Tu rodzi się pytanie, czy ta średnia nie jest nieco zawyżona – przecież w tym roku dwukrotnie (styczeń i luty) była ona niższa niż 5 tys. Przyjmijmy więc, że zarobki rosły „tylko” dwa razy szybciej. To i tak jasny sygnał, że mamy obecnie w Polsce do czynienia z okresem niezwykle szybko rosnących płac – na poziomie w zasadzie wcześniej niespotykanym w III RP.

Najbardziej wyczekiwanym wskaźnikiem podawanym w „Strukturze wynagrodzeń” jest oczywiście mediana. Wyznacza ona środek drabiny płacowej, czyli połowa zatrudnionych zarabia mniej, a druga połowa więcej. Można więc powiedzieć, że to ona właśnie wyznacza wysokość pensji statystycznego Polaka. W październiku 2018 roku wyniosła ona 4095 złotych, czyli 2919 zł netto (według aktualnych przepisów podatkowych byłoby to 2975 zł). Statystyczny pracownik znad Wisły wciąż nie potrafi dobić do magicznej bariery 3 tysięcy złotych na rękę. A trzeba pamiętać, że mówimy o całym miesięcznym wynagrodzeniu, uwzględniającym nadgodziny i premie. Mediana wynagrodzenia zasadniczego byłaby jeszcze niższa.

Mniej nierówności

Porównywanie wysokości mediany ze średnią krajową nie jest tylko ciekawostką. Przede wszystkim pokazuje, jak zachowują się polskie nierówności płacowe. Mówiąc bardziej obrazowo, informuje, czy nożyce płacowe się rozwierają, czy zwierają. W 2018 roku mediana wyniosła 82 proc. przeciętnego wynagrodzenia, a dwa lata wcześniej niecałe 81 proc., więc w ostatnich dwóch latach nierówności płacowe nad Wisłą nieco spadły. To zresztą kontynuacja trendu, gdyż we wcześniejszym okresie mediana również nadrobiła trochę do średniej (w 2014 r. wynosiła 80 proc. przeciętnej pensji).

Potwierdzają to zresztą inne wskaźniki. W 2016 roku 17,5 procenta pracowników zarabiało co najwyżej połowę średniej krajowej, tymczasem w 2018 r. już tylko 16,2 proc. Co najwyżej średnią krajową w 2018 r. otrzymywało 66 proc. pracujących – dwa lata wcześniej o 0,2 pkt. proc. więcej (różnica minimalna, ale jednak). Z drugiej strony, więcej niż dwukrotność przeciętnego wynagrodzenia w 2018 r. otrzymywało 6,2 proc. pracowników, a dwa lata wcześniej 6,3 proc. To oczywiście zmiany dosyć kosmetyczne, szczególnie jeśli analizować je pojedynczo, jednak wszystkie razem pokazują, że w ostatnich dwóch latach siatka płac znów trochę się spłaszczyła.

Jest to tym bardziej istotne, że jesteśmy w okresie szybkiego wzrostu gospodarczego, który często sprzyja zwiększaniu się nierówności. Wystarczy spojrzeć na obecną Rumunię czy kraje bałtyckie sprzed kryzysu. W Polsce okres koniunktury upływa pod znakiem zmniejszających się nierówności (co potwierdzają zresztą inne wskaźniki, między innymi współczynnik Giniego). Ma na to wpływ zarówno sytuacja na rynku pracy (rekordowo niskie bezrobocie), jak i uruchomione transfery socjalne, które wzmocniły pozycję przetargową części pracowników niewykwalifikowanych.

Większa luka płacowa

Kolejnym bardzo ciekawym wskaźnikiem jest odsetek pracowników zarabiających co najwyżej pensję minimalną. Zwykle w okresie, w którym płaca minimalna szybko idzie w górę, odsetek ten rośnie, gdyż niektóre firmy nie nadążają ze wzrostem swoich obrotów na tyle, by sprostać wzrastającym kosztom pracy, więc ratują się w ten sposób, że coraz większej części kadry płacą najmniej, jak się da według prawa. W latach 2016-2018 płaca minimalna wzrosła z 1850 zł brutto do 2100 zł, czyli o 13,5 procenta. Mimo to w 2018 roku odsetek zarabiających minimalną spadł z 9 do 7,6 procenta. Duże podwyżki płacy minimalnej w ostatnich latach nie stanowiły więc przeszkody dla przedsiębiorstw działających w Polsce. Oczywiście w kolejnej „Strukturze wynagrodzeń” ten odsetek może wyraźnie wzrosnąć, gdyż obejmie ona 2020 r., w którym pensja minimalna rekordowo pójdzie w górę – licząc od 2018 aż o 24 procent. Wątpliwe jednak, by doprowadziło to do jakichś większych perturbacji.

O ile powyższe procesy należy uznać za pozytywne, to kolejna kwestia powinna już martwić. Mianowicie między 2016 a 2018 rokiem zdecydowanie wzrosła luka płacowa między mężczyznami i kobietami. W 2016 roku średnie miesięczne płace mężczyzn były o 18,5 procenta wyższe od kobiet, jednak dwa lata później ta różnica wzrosła do 19,9 proc. Z czego to może wynikać? Prawdopodobnie większa liczba matek ograniczyła swoje godziny pracy, dzięki wprowadzeniu świadczeniom na dzieci. Dzięki „500+” mogły one zrezygnować z nadgodzin lub nawet przejść na część etatu, by zająć się domem i dziećmi. Większa swoboda dysponowania czasem dzięki transferom sama w sobie jest pozytywna, jednak zróżnicowanie w obciążeniach obowiązkami domowymi już nie. Poza tym różnice te odbiją się chociażby na świadczeniach emerytalnych.

Zresztą różnice w płacach między płciami widać także w grupie najzamożniejszych. W najwyższym decylu (10 proc. najlepiej zarabiających) mężczyźni stanowią ponad dwie trzecie (dokładnie 67,9 proc.).

Pozostaje przyjrzeć się jeszcze właśnie tym najlepiej zarabiającym pracownikom w Polsce. Jak wyżej zostało napisane, powyżej 10 tys. złotych (czyli dwukrotności średniej krajowej), którą można w naszym kraju uznać za granicę zamożności, zarabiało 6 procent pracowników. Większość z nich przekraczała tę granicę tylko nieznacznie, gdyż powyżej 15 tys. zł miesięcznie otrzymywało już tylko 2,2 procent, a powyżej 30 tys. zaledwie 0,2 proc. zatrudnionych. Warto jednak pamiętać, że najzamożniejsi w Polsce w zdecydowanej większości działają jako jednoosobowe firmy, dzięki czemu korzystają z ryczałtowych składek ZUS oraz podatku liniowego. Liniowym PIT rozlicza się ok. 600 tys. osób i to wśród nich należy szukać najzamożniejszych Polaków. Tymczasem dane GUS dotyczą jedynie pracowników na etacie.

Piotr Wójcik

Publicysta ekonomiczny. Współpracuje z „Nowym Obywatelem”, "Krytyką Polityczną'„Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.