Bańka informacyjna i sfałszowane wybory

Wiele się w ostatnich latach o tym zjawisku mówi i równie często zapomina. Szczególnie w okresie takiego wzmożenia aktywności w mediach społecznościowych z jakim mamy do czynienia w przeddzień wyborów parlamentarnych.

Bańska filtrująca czy też informacyjna, bo o niej tu mowa, jest zjawiskiem polegającym na spersonalizowanym ukazywaniu treści w sieci, ściśle dopasowanym do profilu konkretnego użytkownika poszczególnych serwisów społecznościowych i nie tylko. Tak samo podawane są wyniki w wyszukiwarkach oraz w aplikacjach, które śledzą bieżące informacje i podają newsy, tak dobrane, aby odbiorca z dużym prawdopodobieństwem uznał je za warte uwagi, kliknął, przeczytał i zareagował.

Na serwisach społecznościowych, profilowanie odbywa się na wiele sposobów. Polubione profile. Rodzaj użytej reakcji. Zamieszczony komentarz. Częstotliwość wykonywanych akcji na poszczególnych stronach.  Ilość prowadzonych rozmów (niektórzy twierdzą, że również ich treść ma znaczenie). Historia lokalizacji. Historia wyszukiwania. Nawet zatrzymanie się i czas poświęcony na zapoznanie się z określoną treścią podczas skrolowania. Na temat tego co robią algorytmy, by podawać nam te treści które mają wzbudzić w nas określone emocje napisano już wiele. Wszystko sprowadza się do tego, że użytkownik zamyka się w samonapędzającym cyklu opinii i rzadko trafia na odmienne punkty widzenia. Z każdym takim cyklem utwierdzamy się we własnych przekonaniach, mając poczucie, że cały świat jest zgodny z nami, a my z nim – zapominając że to jednak tylko drobny wycinek tego całego świata.

Do tego dochodzą sytuacje, gdy serwisy internetowe same starają się wpływać na nasze decyzje poprzez wyświetlanie określonych treści. Szczególnie gdy – ze względu na profilowanie – uznają, że jesteśmy szczególnie podatni na zmianę zdania lub opinii. Oczywiście najgłośniejszą „aferą”, która może nam się z tego typu działaniami skojarzyć, była ta dotycząca „Cambridge Analytica”. Brytyjskiej firmy która pomogła w Brexicie czy kampanii wyborczej Donalda Trumpa. W efekcie skandalu który wybuchł w 2018 roku („Facebook–Cambridge Analytica data scandal”) firma zakończyła swoją działalność. Facebook istnieje nadal. Największym przewinieniem brytyjskich ekspertów od strategii komunikacyjnych, którzy ponadto znali się na pozyskiwaniu danych, ich analizie oraz wykorzystaniu otrzymanych wyników, było prawdopodobnie to, że wspierali nie te siły polityczne, które należało. W USA jednak dostrzeżono, że korporacje bigtechowe mogą w nieograniczony sposób zmieniać decyzje wyborcze, zniekształcając tym samym demokrację poprzez ręczne sterowanie bańkami informacyjnymi.

Podsumowując zatem, na początku wszystko sprowadzało się do biznesu, kliknięć i pozyskiwania pieniędzy od reklamodawców. Chodziło zwyczajnie o to, abyśmy chcieli jak najwięcej czasu spędzać na konkretnym serwisie, mając poczucie że jest miło i przyjemnie, odnosząc wrażenie że jesteśmy otoczeni przez ludzi nam przyjaznych, myślących podobnie i wyznających te same wartości (lub antywartości) co my. Później jednak, po stronie właścicieli firm, przyszła świadomość, że w całej populacji użytkowników wielu tych podatnych na mniejszą lub większą manipulację, a więc gotowych do zmiany swojego zdania „pod wpływem otoczenia”. Zaczęła się manipulacja bańkami informacyjnymi, mająca swoje podłoże w określonych poglądach politycznych czy ideologicznych.  A zmienić czyjeś zachowanie czasem jest naprawdę łatwo…

A jak jest przy okazji wyborów? Na kilkadziesiąt godzin przed momentem gdy Polacy ruszą do urn oddać swój głos spełniając swój obywatelski obowiązek czy też przywilej? Coraz więcej pada deklaracji na kogo głosować, na kogo nie głosować. Co się skończy i jak ważny to dzień. Niektórzy mówią wprost, niektórzy pod pozorem “kampanii profrekwencyjnej” sugerują. Bańka informacyjna pęcznieje. I to głównie w jedną stronę – z przyczyn, o których mowa powyżej.  Jednak choćby napęczniała do granic możliwości, nie zniekształci rzeczywistości na tyle, by ponad dwudziestoprocentową różnicę dzielącą pierwszą w sondażach partię od drugiej wywróciła do góry nogami. Ale wielu internautom wywróci na głowę ich piękny zamknięty i wyfiltrowany świat narażając tym samym na powyborczy szok. Bańka pęknie. Albo odleci razem z nimi. Wtedy pojawią się, podsycane przez polityków, oskarżenia . Już przed wyborami Grzegorz Schetyna w jednym z wywiadów mówił: – „Nikt nie wie, czy to będą wolne wybory. Nie mam zaufania do instytucji, które będą legalizować wyniki”. Nie możemy być zaskoczeni, bo wielokrotnie usłyszymy: „Wybory zostały sfałszowane! Przecież wszyscy byli już przekonani!”. I okaże się na końcu, że mieli nie świrować i iść na wybory, a poszli i ześwirowali.