Czy płaca minimalna jest niemoralna?

Liberałowie chętnie widzą w pracy najemnej tylko normalny przypadek wymiany. Jeżeli idziemy do sklepu po pietruszkę, to interesuje nas wyłącznie cena, za którą oferuje pietruszkę sprzedawca. Mamy prawo kupić – jeżeli jest satysfakcjonująca – lub zrezygnować z kupna i poszukać innego dostawcy pietruszki, który oferuje podobną jakość za niższą cenę. Nie robimy wywiadu społecznego na temat ekonomiczno-społecznej sytuacji sprzedawcy. Czy wystarcza mu do końca miesiąca? Czy jego dzieci mogą zjeść w szkole obiad? Czy jego rodzina ma dostęp do rozrywki i dóbr kultury? Nie domagamy się przecież ustalania ceny minimalnej na pietruszkę, aby mógł pokryć te podstawowe potrzeby i nie musiał sprzedawać jej taniej.

Czemu więc, pytają zwolennicy ekonomicznego liberalizmu, mielibyśmy zabraniać ludziom podejmować pracę za stawkę, jaką uważają za słuszną? Jest to wszak również transakcja, w ramach której pracodawca oferuje pewną kwotę, za którą gotów jest zakupić pracę, a pracobiorca decyduje się (lub nie) tę kwotę w zamian za swoją pracę przyjąć. Poza tym, co wiemy z rozlicznych badań, a nie tylko z apriorycznej logiki, ingerencja w cenę pracy wywołuje dokładnie takie same skutki, jak ingerencja w cenę innych dóbr – ustalenie ceny powyżej poziomu rynkowego powoduje sytuację zaburzenia równowagi, a więc nadpodaży (w tym przypadku: wzrostu bezrobocia).

Definicja poziomu rynkowego

Problem pojawia się jednak już z odpowiedzią na pytanie czym jest poziom rynkowy. W ekonomii empirycznej możemy co najwyżej wyprowadzać średnie wartości na danych statystycznych. Czy możemy stwierdzić, że cena rynkowa adwokata w mieście do 50 000 mieszkańców to 15 tysięcy złotych netto? Takie stwierdzenie nie bierze pod uwagę doświadczenia poszczególnych adwokatów, ich specjalizacji, a nawet gdyby na danych wykonać każde możliwe zawężenie (tzw. drill-down), to i tak zapewne znaleźlibyśmy adwokatów, którzy pracują za stawkę niższą – a więc “poniżej ceny rynkowej”. Wartość średnia nie może być uznana za cenę rynkową nawet po zawężeniu do bardzo szczegółowych przypadków branży, zawodów i regionów geograficznych.

Liberalna definicja poziomu rynkowego jest agnostyczna: cena rynkowa to taka, za którą sprzedający gotów jest sprzedać, a kupujący kupić. Uznanie, że cena rynkowa rodzi się w indywidualnych transakcjach pomiędzy zainteresowanymi wymianą jest bardzo wygodne. W takim wypadku każda państwowa ingerencja w cenę – ustalenie jej na pewnym arbitralnym poziomie – może uznać za interwencjonizm zaburzający rynkową równowagę, czyż nie?

Zawsze w takich przypadkach przypomina się znany żart: czy zgodziłbyś się wyskoczyć z samolotu bez spadochronu za milion dolarów? Zanim się odpowie na to pytanie warto zapytać, czy samolot leci, czy stoi na lotnisku. Tak samo jest bowiem z płacą minimalną: owszem, może ona wywołać skutek w postaci bezrobocia, ale tylko w wypadku, jeżeli faktycznie jej wysokość zostanie ustalona powyżej poziomu rynkowego. Jeżeli zostanie ustalona poniżej tego poziomu, to takich skutków nie wywoła. Wyjąwszy przypadki skrajne, to, w jakiej relacji do poziomu rynkowego została ustalona, możemy stwierdzić zatem jedynie post factum.

Analizowanie obietnic wyborczych na odległą przyszłość pod kątem ich skutków ekonomicznych jest dość nonsensowne. Jeżeli próba ich realizacji nastąpi, to nastąpi w innych warunkach ekonomicznych. Czy wówczas pensja minimalna w wysokości 4000 zł brutto będzie znaczącą ingerencją w rynek? Nie wie tego ani składający obietnice, ani analitycy i komentatorzy, którzy w ostatnich tygodniach licznie zaludnili media społecznościowe.

Etyczne uzasadnienie płacy minimalnej

Ważniejsza od skutków ekonomicznych wydaje się jednak ideologiczna podbudowa zarówno ekonomicznego liberalizmu, jak i prosocjalnych obietnic PiS. Liberałowie – nie wiedząc dokładnie jakie skutki ekonomiczne będzie miało wprowadzenie płacy minimalnej o określonej wysokości – kierują się raczej wizją, w której pozwolenie państwu na decydowanie o wysokości minimalnego wynagrodzenia prowadziło będzie w dłuższej perspektywie do objęcia państwową kontrolą cen, produkcji i innych ludzkich aktywności. Powoływanie się na tę równię pochyłą pozostaje nadal bardzo popularne, mimo że instytucja ta istniała w Polsce również w momencie upadku komunizmu i od tamtej pory nie zaistniała potrzeba kolejnych regulacji, które w efekcie miałyby prowadzić do powrotu centralnego planowania rządowego.

Jakie ideologiczne przesłanki zatem stoją za postulatem podniesienia płacy minimalnej? Poza możliwą pragmatyką wyborczą możliwe są dwa kierunki. Pierwszy z nich to konfliktowa teoria społeczna, która widzi wymianę między pracodawcami a pracownikami jako walkę o zasoby. Ważniejszy jednak, jak się zdaje, jest kierunek drugi, który wychodzi od konieczności zapewnienia przez państwo opieki najgorzej usytuowanym.

Społeczna nauka kościoła

Papież Leon XIII w encyklice Rerum novarum stwierdzał, że wolność umów między pracownikiem a pracodawcą jest pozorna. Aby umowa była wolna, obie strony tej umowy muszą być równe sobie. Tymczasem pracodawca – dysponujący ziemią lub kapitałem – znajduje się w pozycji uprzywilejowanej wobec pracownika, który dysponuje wyłącznie pracą. Pracodawca posiada środki, które w razie nagłej potrzeby może sprzedać lub wykorzystać za pomocą swojej własnej pracy do produkcji.  Pracownik musi sprzedać siebie. Jeżeli nie znajdzie pracy, jego byt jest fundamentalnie zagrożony. Papież zwraca więc uwagę na to, że wynagrodzenie, za które pracownik godzi się podjąć pracę, wcale nie musi być kwestią wolnej decyzji, ale życiowej konieczności, gdzie alternatywą jest zagrożenie życia i zdrowia.

W czasie różnorakich dyskusji na temat Społecznego Nauczania Kościoła można spotkać się z argumentem, że przykładanie perspektywy XIX-wiecznej do gospodarki XXI wieku jest nieadekwatne. Istotnie, przez sto trzydzieści lat zmieniła się sytuacja na rynku pracy, ponieważ zmieniła się sama praca. Płace rosną dzięki kapitalizacji i wzrostowi krańcowej produktywności. To wszystko prawda. Jednak nie można przymykać oczu na fakt, że kapitalizacja nie postępuje we wszystkich sektorach gospodarki w tym samym tempie i nie wszyscy pracownicy od razu mogą korzystać z jej owoców w tym samym momencie.

Dla kogo płaca minimalna

Problem płacy minimalnej dotyczy najgorzej usytuowanych spośród pracujących. Osób, które z różnych powodów nie mogą “przekwalifikować się na programistę” albo “założyć fabryki paróweczek”, jak radzą im często użytkownicy mediów społecznościowych. To często osoby niepełnosprawne lub mające osoby niepełnosprawne w rodzinie; których rodziców nie było stać na posyłanie ich na kursy języków obcych, korepetycje z matematyki, a zwłaszcza kupno komputera. Wreszcie to osoby z regionów, z których “wyrwanie się” nie jest łatwe, ponieważ edukacja na żadnym stopniu nie zapewnia odpowiedniego poziomu, aby poszerzyć horyzonty.

Możliwe, że nie ma sensu używać terminu “klasa średnia”, jak już od dawna piszą socjologowie i publicyści – jednak należy sobie zdać sprawę z tego, że rozwarstwienie klasowe, na które wpływ mają zarobki, istnieje nie tylko na poziomie relacji między najbogatszymi a resztą, ale również na poziomie dolnego kwintyla populacji w skali przychodów. To właśnie tam różnice są największe.

Osoba mieszkająca w małym mieście powiatowym, która miała dostęp do pozalekcyjnych aktywności i rozrywek poza telewizją i podwórkiem przed domem, może żyć w przeświadczeniu, że jej start jest utrudniony, zwłaszcza jeżeli porównuje się z rówieśnikami z większych miast i zamożniejszych rodzin. I faktycznie trudno generalizować i przykładać obiektywną miarę do warunków startowych, które są kwestią bardzo indywidualną. Wciąż jednak w kategoriach, które poddają się obiektywizacji, taka perspektywa jest swoistą bańką informacyjną, wewnątrz której niezwykle trudno zrozumieć sytuację, w której znajdują się osoby w gorszej sytuacji bytowej.

Dotyczy to zwłaszcza możliwości przekwalifikowania się. Nauczenie się nowego języka obcego jest znacznie łatwiejsze dla kogoś, kto jeden język obcy już zna. Co jednak ważniejsze – nauczenie się języka obcego jest znacznie łatwiejsze w wieku szkolnym i przedszkolnym, niż w wieku trzydziestu lat. Ta zasada dotyczy każdej umiejętności. Osoby pracujące za najniższe stawki, wykonujące najprostsze i najbardziej powtarzalne prace, to właśnie przeważnie ci, dla których przekwalifikowanie się jest jeżeli nie niemożliwe, to bardzo utrudnione. Co za tym idzie, mówimy tutaj o osobach, których pozycja negocjacyjna w stosunkach z pracodawcą jest zupełnie inna, niż miażdżącej większości osób, które wypowiadają się krytycznie na temat niemoralności i szkodliwości podwyższania płacy minimalnej.

Czy zawsze coś jest lepsze, niż nic?

Jeżeli nawet jednak zignorować tło związane z uwarunkowaniami psychologicznymi i społecznymi możliwości rozwoju, to pozostaje ostatni aspekt, który jest podstawą uzasadnienia traktowania stosunku pracy, zwłaszcza w kontekście najmniej zarabiających, jako stosunku szczególnego. “Jeżeli pracodawca nie może zapłacić pensji minimalnej, to lepiej, aby w ogóle nie zatrudniał” – to stwierdzenie, popularne dotąd w środowiskach lewicowych, powtórzył ostatnio lider partii rządzącej. Czy lepiej jest, aby osoba najmniej zarabiająca nie miała pracy, niż miała ją za mniejszą kwotę? – oburzali się zwolennicy liberalizmu. Twierdząca odpowiedź na to pytanie wydaje się kuriozalna – i rzeczywiście można byłoby ją rozważać w takich kategoriach w sytuacji, w której praca u danego pracodawcy stanowi jedyną możliwość zarobku w danej okolicy.

W sytuacji koniunktury wygląda to inaczej. Stosunek pracy jest zobowiązaniem szczególnym dla obu stron umowy: to nie jest jedynie obciążające pracodawcę zobowiązanie finansowe. W stosunku pracy istotna jest jego ciągłość. Decydując się na podjęcie pracy, pracownik rezygnuje z alternatywnych możliwości, co stanowi dla niego koszt. Przy istnieniu konkurencji pracodawca “sprzedaje” ideę zatrudnienia u siebie na takiej samej zasadzie, jak pracownik sprzedaje siebie – o czym świadczy rozwój employer brandingu. Zatrudnianie pracownika przez firmę niewydolną finansowo może być zatem rozpatrywane jako niemoralne postępowanie ze strony pracodawcy. Z tego punktu widzenia istotnie brak możliwości zatrudnienia u pracodawcy, który nie może zapłacić płacy minimalnej, może być rozpatrywany jako bardziej korzystny.

Kasandryczne przepowiednie dotyczące kryzysu, w jaki wpędzić ma Polskę podwyżka płacy minimalnej, mają bardzo słabe uzasadnienie ekonomiczne, ale jeszcze wątlejszą podstawę etyczną.