Święta bez polityki? Czy to możliwe?

Poseł na sejm Michał Jaros opowie jak przeżywa święta Bożego Narodzenia w swojej rodzinie i czy udaje mu się uciec od polityki w tym czasie. Na rozmowę zaprasza Patrycja Jenczmionka – Błędowska.

PJB: Czy polityka jest stałym elementem rozmów świątecznych? Czy udaje się w tym czasie od niej uciec?

MJ: Myślę, że przy wielu wigilijnych stołach trwają zażarte dyskusje o tym kto, co zrobił w ubiegłym roku i czy się z tym zgadzamy. Jeśli te dyskusje są spokojne i można przełamać się później opłatkiem i wciąż życzyć sobie wszystkiego dobrego to jest to w porządku. Gorzej jak dojdzie do kłótni. Święta nie są czasem do tego. Ja uwielbiam debatować. Taka też była tradycja w moim domu, że się dyskutowało nt. polityki. Polityka jest częścią naszego życia i wpływa na nie, więc trudno przejść obok tego tematu obojętnie. Nam politykom łatwiej jest, by w święta tego tematu nie było. Jednak jest to nieodzowny element wielu polskich kolacji pierwszego i drugiego dnia świąt, kiedy odwiedzamy rodzinę, znajomych i bliskich. Oby te żarliwe dyskusje zawsze kończyły się podaniem sobie ręki i życiem w zgodzie.

PJB: To my spróbujemy na chwilę zapomnieć o świecie politycznym. Jak w ferworze pracy znajduje Pan czas na przygotowanie do świąt?  Jaka jest Pana recepta na znalezienie czasu?

MJ: Od kiedy pojawiły się na świecie dzieci: Julka, Ignacy, Franek, Antosia i Ksawerek, mamy taką tradycję, że rodzinne Wigilie są wspólne. Wybieramy jeden z domów: mojej siostry, czasem rodziców mojej żony. W tym roku przypada, że Wigilia będzie organizowana w naszym domu, dlatego będzie trzeba się do niej jeszcze bardziej przyłożyć. Nawet jeśli Wigilia jest u kogoś z rodziny, to oczywiście pomagamy w przygotowaniu. Moim obowiązkiem jest dostarczenie do domu choinki. W tym roku pojechałem z moim synem nie do punktu sprzedaży drzewek świątecznych, ale do lasu, gdzie pod nadzorem leśniczego mogliśmy ją ściąć. Wtedy czujemy las i ten zapach, które przywieźliśmy do domu. Muszę przyznać, że nie jestem specjalistą od gotowania. Rewolucje kuchenne to nie ze mną. Mogłoby to się źle skończyć. Jeśli jest potrzeba to jadę do Milicza po karpie. Polecam stawy milickie, które mamy bardzo blisko i które są znane w całej Polsce.

PJB: Co króluje na stole? 

Barszcz z uszkami, zawsze karp, pierogi. Nie ukrywam, że w ostatnich latach jako novum mieliśmy karpia wędzonego. Znajdzie się także jakiś śledzik.

PJB: A coś na słodko?

Jest kutia i makowiec – jedno z ulubionych moich ciast. Jak żyła moja babcia – Stefania to było także ciasto drożdżowe, które uwielbiałem. Już chyba nikt nie potrafi zrobić takiego ciasta jak moja babcia. Mamy także kompot z suszu. W moim domu rodzinnym nie było takiej tradycji. Przyniosła ją do nas moja żona, która nie wyobraża sobie bez tego Wigilii. Od kiedy z Anią wspólnie spędzamy wieczór jest to już stały element naszego stołu. I oczywiście grzyby, które zbierane są we wrześniu. Lubię zbierać grzyby, ale w ostatnich latach nie mam okazji, by to robić. Z powodu jesiennej kampanii nie jeździło się na grzyby, a rozdawać ulotki. W ostatnią Wigilię mieliśmy grzyby mojej mamy i taty, którzy także uwielbiają to zajęcie. Zresztą zabierali mnie do lasu na grzybobranie od najmłodszych lat – taka tradycja. Część z zebranych jest suszona – prawdziwki, a podgrzybki są marynowane, które potem jemy na Święta Bożego Narodzenia.

PJB: Jak wygląda duchowa strona przygotowań do świąt? Są roraty? Postanowienie adwentowe?

MJ: Trudno mi chodzić z dziećmi na roraty z przyczyn zawodowych. W tym roku syn dopytuje mnie, co kilka dni: tato, który jest dzień Adwentu? Bardzo mocno to przeżywa, bo zaczyna rozumieć jaki jest tego sens. Dostrzega pewne elementy, który kiedyś przez niego nie były zauważone. Kiedyś była to choinka i prezenty – to było jego postrzeganie świąt, a dziś wyczekuje Narodzenia Pańskiego. Korzenie narodu polskiego wywodzą się z chrześcijaństwa. Od Chrztu Polski zaczęła się nasza historia. Pewne tradycje, które obchodzą osoby niewierzące wywodzą się z dziedzictwa chrześcijańskiego. Trudno się temu dziwić. Każdy ma prawo do tego, by wierzyć bądź nie. Niektórzy nie wierzą, ale mimo to spędzają ten czas z rodziną. I pamiętajmy, że te święta są dla wszystkich. Ten czas jest pewnym rozpoczęciem Nowego Roku, nowego życia, nowych spraw. To moment na podsumowanie tego, co do tej pory robiliśmy. Dla osób wierzących to może być moment zastanowienia się nad tym, co dalej, jak nasze życie powinno się potoczyć. Nie tylko w kwestiach zawodowych, ale także prywatnych, rodzinnych czy duchowych.

PJB: Ma Pan postanowienie adwentowe?

MJ: Zawsze jest to samo – aby więcej czasu poświęcać rodzinie. Proszę mi wierzyć w naszej pracy – dla niektórych wydaje się ona prosta i przyjemna, ale tak naprawdę jest ona bardzo skomplikowana – żyjemy właściwie między Warszawą a Wrocławiem. Trzeba pamiętać, że wybierani jesteśmy z okręgu, który nie składa się tylko ze stolicy Dolnego Śląska. To wielki obszar od Cieszkowa do Wiązowa, w którym też należy być, podobnie, jak we Wrocławiu. Zawsze tego czasu jest mało, szczególnie dla rodziny. A  dzieci dorastają. Pamiętam doskonale mojego syna – Ignacego i syna mojej siostry – Franciszka. Siedzieliśmy przy wigilijnym stole, a oni w specjalnych leżakach towarzyszyli nam przy pierwszych Świętach Bożego Narodzenia w 2012 roku. Mam to przed oczami jak zdjęcie dobrych, świątecznych wspomnień – tych dwóch chłopczyków ułożonych w leżaczkach.

PJB: A jakie tradycje wigilijne zachowuje Pan w domu?

MJ: Wkomponowaliśmy do naszej tradycji zwyczaj mojego szwagra i jego rodziny. W jednym z pierogów jest włożona jednogroszówka. Oczywiście trzeba być ostrożnym. Dla osoby, która trafiła na monetę, kolejny rok będzie szczęśliwy. Najpierw jednogroszówkę znalazła moja siostra i rok później, czego się nie spodziewała zamieszkała w nowym domu, a później los padł na moją żonę – Anię i także zamieszkaliśmy w nowym miejscu. Taka tradycja przyniesiona z innej rodziny stała się także naszą. Kolęd raczej nie śpiewamy, a są tłem całej atmosfery. Wypatrujemy przez okno zawsze pierwszej gwiazdki, by usiąść do stołu. Mamy jedno puste nakrycie dla osoby, która może pojawić się w trakcie wieczerzy. Do tej pory nie zdarzyła się taka sytuacja. Ciekawe jak byśmy zareagowali, gdyby faktycznie pojawiła się w drzwiach?  Na talerzy dla ewentualnego przybysza znajdują się uszka, które można zalać barszczem. W okolicach godziny 22.00 zawsze jest dyskusja i wyścigi, kto skorzysta z tego dania. A przecież jedzenia nie można marnować.

PJB: W wielu domach zachowana jest tradycja odczytywania fragmentu Ewangelii św. Łukasza.

MJ: U nas także zachowana jest ta tradycja zanim przystąpimy do wigilijnego stołu. Fragment Biblii odczytuje gospodarz domu, rozdaje opłatek, po czym łamiemy się nim i zasiadamy do zakrytego stołu. Majordomusem w moim domu – jestem ja, w domu moich rodziców – mój tato, a mojej siostry – jej mąż. Zdarza mi się czytać Pismo św. także w domu moich teściów.

PJB: Czy angażuje się Pan poseł w dzieła pomocy świątecznej. Bierze udział w akcjach charytatywnych, np. Wigilijnym Dziele Pomocy, Szlachetnej Paczce?

MJ: Zawsze biorę udział w takich inicjatywach świątecznych. W domu mieliśmy świecę Caritas i także w mojej rodzinie się ona pojawia od kilkunastu lat. Od niedawno biorę udział w Szlachetnej Paczce. W tym roku robiliśmy z firmą Rafała Borzyńskiego wspólną paczkę dla mieszkańców Wołowa. Niezależnie od świąt wspieram także Bank Żywności we Wrocławiu. Miałem także okazję wesprzeć w jednym z dyskontów ich akcję. Najmłodsza wolontariuszka miała ok. 8-9 lat, która z innymi przedstawicielami poprosiła mnie o pomoc. Dostałem ich ulotkę, na której napisane było, co bank szczególnie potrzebował, są to: bakalie, olej, ryż, konserwy, słodycze. W ramach akcji zebrali 62 tys. Kg produktów. Święta to dobry moment, by móc z innymi podzielić się dobrem. Możemy kupić coś do swego domu, ale także innym. Wspierać ich możemy przed i po świętach. Są także lodówki społeczne ustawione w rożnych częściach Wrocławia, ale nie tylko. Ostatnia pojawiła się w Miliczu. Pamiętajmy, by jedzenie się nie zmarnowało. I aby nie tylko na święta się dzielić. Niezależnie od okazji zawsze są potrzebujący. Każdy z nas może znaleźć się w podobnej sytuacji. Będąc dzieckiem, kiedy nie chciałem zbytnio jeść, babcia przypominała mi opowieści II wojny światowej, kiedy ludzie wybierali chleb ze śmietnika. Święta kojarzą mi się także z urodzinami mojego dziadka Bolka i chrzestnego Marka, którzy urodzili się 24 grudnia. Tradycję podtrzymała moja siostra Ola, która swoją córkę Tosię urodziła z 25 na 26 grudnia.

PJB: Z jakimi zapachami i smakami kojarzą się Panu święta Bożego Narodzenia?

MJ: Świeżo przywieziona choinka z lasu, zapach potraw, które pojawiają się na stole. Jeśli chodzi o smaki to barszcz z uszkami, bo jemy go tylko raz do roku. Zawsze pytałem mamę: dlaczego nie możemy robić tego częściej?

PJB: W czym tkwi wyjątkowość tych świąt i czy będzie czas na odpoczynek?

MJ: Święta to czas na głębszą refleksję. To taki przerywnik, kiedy na świat przychodzi Jezus Chrystus, jeśli taką tradycję obchodzimy i wspominamy to wydarzenie. To moment, by podsumować, co do tej pory było i pomyśleć nad tym, co może narodzić się w przyszłym roku. Nieodzownym elementem świąt jest spotkanie rodzinne i prezenty głównie dla dzieci. W mojej rodzinie mikołaj przynosi je także dla dorosłych. Święta to także czas na odpoczynek. Odpoczywa nam głowa, choć warto przynajmniej w ten drugi dzień świąt wybrać na spacer.

PJB: Czas na życzenia.

MJ: Życzę wszystkim miłych, spokojnych, rodzinnych świąt. Aby ten czas spędzany wspólnie, ta chwila do zadumy i refleksji – Narodziny Pańskie dały nam nowy impuls w roku 2020. Aby te święta nas natchnęły do intensywnego działania, ale zawsze z myślą o naszych rodzinach i naszych bliskich.

PJB: Dziękuję za rozmowę.