Pytania o powstania

Minęła kolejna rocznica kolejnego powstania. I jak bumerang powraca odwieczne pytanie: czy miało to w ogóle sens? Jeśli spojrzeć na bezpośrednie następstwa to większość narodowych zrywów kończyła się tak samo, czyli klęską. Konfederacja barska, powstanie kościuszkowskie, powstanie listopadowe, powstanie krakowskie, Wiosna Ludów, powstanie styczniowe, powstanie warszawskie – wspólnym mianownikiem tych wystąpień jest porażka. A trzeba mieć na uwadze, że nie jest to wyliczenie kompletne. Zrywów było więcej. Jako zwycięskie zapamiętane zostały jedynie dwa – wielkopolskie 1918 oraz śląskie (zwłaszcza to z 1921 roku). Sukcesem zakończyło się również powstanie sejneńskie z 1919 oraz wielkopolskie z 1806, ale jakoś nie przebiły się do świadomości Polaków. Cóż, łatwiej zapamiętać “hekatomby” niż lokalne zwycięskie insurekcje.

W dyskusji na temat powstań pada wiele zarzutów – że źle przygotowane, że źle dowodzone, że z cudzej inspiracji, że pochłonęły ogromne ofiary. Racjonalna kalkulacja prowadzi do bardzo klarownych wniosków – w 1830 trzeba było trzymać się powstałego po Kongresie Wiedeńskim Królestwa Polskiego, w 1863 roku trzeba było korzystać z liberalizacji, a w 1944 zapomnieć o Niemcach i przygotowywać się do kolejnej okupacji. Tak podpowiada rozsądek. Należy jednak mieć na uwadze, że ocena sytuacji z perspektywy wygodnej kanapy XXI wieku jest o wiele łatwiejsza niż w przededniu powstań. Sucha kalkulacja nie uwzględnia też istotnego czynnika, czyli emocji i… charakteru narodowego.

Powstańczy sztandar i pieśń.

Charakter ten wielu próbowało opisać. Jest to o tyle złożone, że współczesny naród polski powstał przede wszystkim z dwóch grup: szlachty i chłopstwa. Wychodząc z tego założenia Antoni Kępiński wyróżnił dwa dominujące wśród Polaków typy: histeryczny i psychasteniczny. Opisał je następująco: “Polski typ histeryczny odpowiada najsilniej temu, co przed laty Brzezicki opisał jako typ skirtotymny (od gr. skirtao – tańczę); jest to typ w zasadzie szlachecki – polskie zastaw się, a postaw się – polonez, Somosierra, szarża ułanów na czołgi, polskie sejmikowanie, polskie liberum veto i tzw. polnische Wirtschaft, przedziwna mieszanka cnót i wad. Polski psychastenik – to jakby typ polskiego kmiecia, cichy, spokojny, pracowity, nie wadzący nikomu, czasem tylko swój steniczny kolec ukazujący; wówczas poczciwy polski kmieć przeraża obrazem Jakuba Szeli; jest uparty i twardy w ciężkich warunkach życia. Ten dziwny rozkład naszego społeczeństwa na ludzi, którzy gadają, i na tych, którzy pracują, utrzymuje się przez wieki mimo zmian warunków życia, zmian ekonomicznych, ustrojowych itp.”

Typy wyróżnione przez Kępińskiego przez wieki żyły obok siebie i przenikały się. Każdy z nich jest zespołem zalet i wad, które nas wyróżniają. Cechy te często trudno jednoznacznie ocenić. Raz pchają one nas do beznadziejnych powstań, innym razem przejawiają się w aktach indywidualnego heroizmu (np. szarżą z kłem narwala na zamachowca na londyńskim moście). Mam wrażenie, że obie postawy wyrastają z tego samego korzenia. Poland first to fight. Tacy już jesteśmy. Widać to nie tylko w krytycznych sytuacjach. Szybko zapalamy się. Mobilizuje nas konflikt. Nawet jeśli jest to jedynie dyskusja w Internecie. Chętnie wspieramy akcje, które są odpowiedzią na jakiś emocjonujący problem. O wiele rzadziej potrafimy budować coś, co problemom zapobiega. Staliśmy się mistrzami improwizacji, gorzej wychodzi nam jednak żmudna praca u podstaw.

Nie wiem co by było, gdyby Polacy nie mieli tych cech. Gdyby zamiast wzniecać powstania, robili interesy i gromadzili majątki. Wiem natomiast czego by nie było. “Reduty Ordona” Mickiewicza, “Kordiana” Słowackiego, “Etiudy rewolucyjnej” Chopina, cyklu “Polonia” Grottera, “Wiernej rzeki” Żeromskiego, “Przesłania Pana Cogito” Herberta i wielu innych dzieł. Powstania miały bowiem ogromny wpływ na polską kulturę. Ta z kolei była tak atrakcyjna, że nie tylko utrzymała się mimo represji na najdalszych krańcach dawnej Rzeczypospolitej, ale przyciągała innych. Dlatego w dyskusji na temat powstań daleki jestem od odcinania się i odrzucania wszystkiego, co związane z martyrologią. Wspólnotę budują nie tylko zwycięstwa, ale również klęski. Trzeba je więc przypominać – choćby dlatego, by móc wyciągać z nich odpowiednie wnioski.