„Reforma” Władysława Grabskiego

1 kwietnia 1924 w II Rzeczypospolitej została wprowadzona tak zwana reforma walutowa. Czy jej jedynym celem była skuteczna walka z hiperinflacją?

Gdy mówi się o kwestiach gospodarczych w odrodzonej po I wojnie światowej Polsce to należy pamiętać o tym, że państwo zostało niejako poskładane z trzech zaborów, z których każdy różnił się pod względem urbanizacji i uprzemysłowienia. Zespolenie tych kawałków w jedno ciało wymagało bardzo dużego wysiłku, co więcej w każdym zaborze operowaną inną walutą. W obiegu była marka niemiecka, korona austriacka i marka polska. Zatem należało przeprowadzić unifikację walut i tak, aby w obiegu została tylko jedna waluta – padło na markę polską.

Niestety na skutek niewystarczającego pokrycia marki polskiej od 1923 roku Polska była dotknięta hiperinflacją, czyli zjawiskiem, które polega na tym, że dana waluta bardzo szybko traci na wartości, czasem nawet w ciągu dnia jej wartość może się znacząco obniżyć. Człowiekiem, który podjął się rozwiązania tego problemu był Władysław Grabski. Warto pamiętać, że było to jego drugie podejście, gdyż w 1920 roku zaliczył już swoją pierwszą nieudaną próbę przeprowadzenia reformy walutowej.

W 1923 roku w obliczu szalejącej hiperinflacji jego nowy rząd przeprowadził szereg „reform” mających na celu doprowadzenie polskiej gospodarki do lepszej kondycji. Reformy te zostały nazwane reformami Grabskiego. Niestety kuracja, którą zafundował Polsce pan Grabski była zabójcza zarówno dla społeczeństwa jak i dla całego porządku ekonomicznego w kraju. Zasadniczo polegała na czterech aspektach: reformie rolnej, podniesieniu podatków, wprowadzeniu obligacji państwowych oraz reformie walutowej.

Najlepiej tą „reformę” opisał hr. Emanuel Małyński w swojej książce „Nowa Polska. Reforma agrarna przeciwko własności prywatnej”. Sam jako posiadacz dużego i innowacyjnego majątku na Wołyniu został boleśnie doświadczony przez warszawskich ekonomistów. Pod nazwą reformy rolnej kryła się polityka mająca na celu podzielenie majątków ziemskich miedzy chłopów. Jej zamiarem, w dużym stopniu zrealizowanym, było mówiąc krótko zabranie ziemi ziemiaństwu i szlachcie. Po krótkim zastanowieniu dojdzie do nas rozmiar tego bezprawia, bo oto ludziom dzięki, którym kultura i tradycja polska przetrwała 123 lat bez własnego państwa, zabiera się ich majątki i rozdaje ludowi. Mało osób zdaje sobie sprawę, że to nie była żadna reforma, ponieważ reforma z definicji ma coś poprawić albo usprawnić, natomiast ta polityka doprowadziła do zniszczenia polskiej gospodarki rolnej. Wystarczy nad tym chwile pomyśleć, jeśli w latach dwudziestych na rynku światowym tylko duże i dobrze prosperujące majątki mogą być konkurencyjne względem ogromnych farm na zachodzie to rozparcelowanie ich powoduje ich upadek i rozgrabienie. To właśnie w bardzo dużym stopniu stało się w Polsce i nie miało na celu żadnej reformy tylko zaspokojenie żądań ludu domagającego się tego od rządzących i posiadającego jednocześnie prawa wyborcze, które podrażnione mogły obrócić się przeciwko mało chętnym do rozdawnictwa politykom. Reforma rolna doprowadziła do tego, że chłopi bardzo szybko potracili części rozparcelowanych majątków, bo jak mieli konkurować z zagranicą, i masy chłopskie zaczęły zalewać miasta. Gdzie w sytuacji totalnego braku środków do życia były bardzo tanią siłą roboczą.

Druga „reforma” polegała na podniesieniu podatków, czyli na ściągnięciu od ludzi pieniędzy, które weszły w skład wydatków rządkowych. Zatem państwo doszło do wniosku, że potrzebuje więcej pieniędzy, żeby odpowiednio móc je inwestować w sektory, które uważa za kluczowe. Dla niektórych może brzmieć to podejrzanie zwłaszcza z punktu widzenia reformy rolnej. Dokonuje się bowiem taka machinacja, państwo poprzez reformę rolną rozbija społeczeństwo majątkowo, zrównując je pod względem ekonomicznym. Z drugiej strony podnosi podatki przez co zabiera ludziom pieniądze, żeby je lepiej wydawać ergo zarządzać społeczeństwem, które widocznie tego nie potrafi. Rysuje się nam zatem obraz państwa socjalistycznego (sic!). Co jest o tyle ciekawe, że jest to rząd raczej endecki. Natomiast nie pozostawiajmy sobie złudzeń zabarwieniem politycznym, jest pewna mądrość etapu i trzeba ją realizować. Na świecie w tym okresie dzieje się bardzo podobnie (zwłaszcza po kryzysie 1929), wystarczy tylko wspomnieć New Deal (1933-1939) Roosvelta kiedy rząd zakazał posiadać obywatelom złota i pod karą wiezienia wymagał jego oddania po jakimś marnym kursie.

Trzecia „reforma” wprowadziła w obieg obligacje państwowe, które jak wszyscy wiemy mają na celu ściągniecie gotówki z rynku, co jest de facto zabiegiem antyinflacyjnym i mogącym być przygotowaniem do zmiany waluty państwa. Warto tutaj wspomnieć, że w Polsce nie istniał wtedy żaden bank centralny. Celem rządu zatem było jak najbardziej efektywne zebranie starych papierowych środków wymiany tak, aby po niższym kursie wprowadzić nowe pieniądze, aby lekko zniwelować szok reformy.

Czwartą „reforma” ,niczym czwartym jeźdźcem Apokalipsy, była już właściwa reforma walutowa mająca być głównym i ostatecznym narzędziem zwalczenia hiperinflacji. Polegała ona na zastąpieniu starej waluty nową. Tutaj kryje się całe clou sprawy, bowiem przy reformie walutowej należy ustalić stały kurs wymiany starej waluty na nowa. Ponieważ nikt nie ma pojęcia ile tak naprawdę są warte stare pieniądze (przy hiperinflacji i pieniądzu fiducjarnym są warta prawdopodobnie mniej niż papier, na którym zostały wydrukowane) w związku z tym rząd musi ustalić kurs po którym będzie wymieniał walutę. Jak powszechnie wiadomo pieniądze służą do kupowania dóbr, które w przeciwieństwie do przeważnie nie pokrytych w niczym pieniędzy, mają jakąś realna wartość. Wynika to z prostego faktu, że na przykład szampan w restauracji kosztuje powiedzmy 100 marek, ale papierek na którym wydrukowano ten banknot nie jest warty promila wartości tego szampana, zatem wszystko opiera się na dość niejasnej stricte spekulacyjnej konwencji wymiany. Zatem proszę sobie wyobrazić władzę, którą posiada rząd w momencie kiedy decyduje o wysokości stałego kursu wymiany starej waluty na nową. Taka informacja jest warta ogromne pieniądze i osoby ją posiadające, czy co więcej biorące udział w podejmowaniu decyzji o kursie mają prawie nieograniczoną władzę nad tym co jaką ma wartość na terenie całego kraju. Jest to władza życia i śmieci.

Za pomocą reformy na miejsce starej waluty – marki polskiej, została wprowadzona nowa waluta – złoty polski. Nowy pieniądz był oparty na złocie i dolarze dzięki czemu wydawał się być stabilny na tyle, że do wybuchu II wojny światowej nie przeżył poważniejszych załamań kursu. Natomiast, mówiąc o reformie waluty w II Rzeczypospolitej jako o czymś jednostronnie dobrym należy mieć na uwadze, że to nie była żadna reforma tylko wprost redystrybucja dóbr, która dotknęła przede wszystkim tych, którzy coś mieli. Reformy Grabskiego obecnie bardzo chwalone za rozwiązanie kwestii hiperinflacji były tak naprawdę potężnym walcem, który zmienił polskie społeczeństwo. Według mnie na gorsze, bo bez własności prywatnej człowiek staje się czyimś niewolnikiem i da się na niego bardzo mocno wpływać. Ludzie z majątkiem natomiast zawsze są groźni zwłaszcza kiedy chce się budować nowy ład.