Saksonia to nie tylko Drezno

Współpraca Dolnego Śląska i Saksonii trwa od ponad 20 lat. W ramach porozumienia pogranicza podejmowane są inicjatywy w obszarach gospodarczych, edukacyjnych, turystycznych, ekologicznych czy kulturalnych. Poza stolicą regionu – Dreznem, które słynie z bogactwa kulturowego i Jarmarku Bożonarodzeniowego, warto przyjrzeć się innym miejscom, które mają swoje atuty.

„Pałac na wodzie”

Około 180 km od Wrocławia w Tauchritz, blisko południowej granicy miasta Görlitz, znajduje się sztuczne jezioro po dawnej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego z XX w. W 1997 roku zamknięto zakład górniczy i podjęto środki w celu rekultywacji terenu. W ten sposób powstało Berzdorfer See liczące dziś ok. 960 hektarów powierzchni i ponad 70 m głębokości oraz o 15 km długość linii brzegowej. Jest to trzecie, co do wielkości jezioro w Saksonii. Obecnie zalew odwiedza ok. 5 tys. osób dziennie. Turyści mogą korzystać m. in. z kąpieliska, plaży czy sportów wodnych (pływanie, żaglowanie, surfing). Do dyspozycji odwiedzających jest także ścieżka rowerowa. Nad panoramą jeziora dominują różnego rodzaju plaże, co sprzyja spacerom o każdej porze roku.

– Przed czasami odkrywkowej kopani węgla brunatnego były tu wiejskie osady. W latach 30-tych XX w. rozpoczęto na tym terenie wydobycie surowca. Przez prawie 70 lat odbywała się tu działalność górnicza w formie odkrywki. Wydobyto tutaj 300 mln ton węgla brunatnego. Po zakończeniu działalności wydobywczej przeprowadzono rekultywację odkrywki. Przez 10 lat zalewano jezioro wodą. Od 7 lat jest to teren rekreacyjny, kąpieliskowy, do plażowania, surfingu i żeglarstwa.

Berzdorfen

Wokół Berzdorfer See mamy ścieżkę, po której możemy poruszać się rowerem czy na rolkach, a także port z basenem, przystań jachtową. Znajdziemy tu także punkty widokowe, pole golfowe, restauracje i place zabaw. Według analizy użytkowania akwenu wodnego, latem przyjeżdżają do nas głównie turyści z Polski. Stanowią 2/3 wszystkich odwiedzających. Zimą dominującą grupą są Niemcy. Z atrakcji surfingowych i żeglarskich przez cały rok korzystają przede wszystkim Czesi.

Zanotowaliśmy także turystów z Hiszpanii, Meksyku czy Kuby. Przybywających do „Pałacu na wodzie” interesuje także polska strona m.in. Góry Izerskie i Karkonosze. Bardzo nas cieszy, że jest to ruch w obie strony. Polacy korzystają z możliwości ze strony niemieckiej, a Niemcy z polskiej. Ciekawym przykładem praktycznym jest Tango. Na wieczory i festiwale sztuki tanecznej przyjeżdżają osoby z Zielonej Góry, Wrocławia, Czesi z Pragi, a z Drezna – Niemcy. To żywe, europejskie partnerstwo, zaznacza przedstawiciel Saksonii – Ansgar Kaup z biura planistycznego w Görlitz. Pomimo rosnącej atrakcyjności regionu potencjał miejsca nie jest do końca wyczerpany.

– Wykorzystanie potencjału jeziora rozwija się bardzo powoli. Potrzeba współpracy wielu interesariuszy. Wyobrażam sobie zdrową mieszankę zarówno hoteli, resortów wypoczynkowych połączonych z naturalnymi plażami i zielenią czyli coś dla każdego. Jesteśmy przygotowani na podwojenie liczby odwiedzających, przyjęcie ok. 10 tys. osób dziennie. Chcielibyśmy, aby przez cały rok równomiernie liczba gości się rozkładała, by w zimie odwiedzało nas więcej turystów, dodaje planista. Od 15 lat gmina Krotoszyce w powiecie legnickim współpracuje z Markersdorf w Saksonii. – Największy akcent w partnerstwie kładziemy na dzieci. Od kilkunastu lat organizujemy letnie kolonie i obozy dla dzieci do czwartej klasy, a także starszych. Robimy to na zmianę po stronie polskiej, niemieckiej i czeskiej. Najmłodsi, którzy uczestniczyli w obozach dawniej, dziś przyjeżdżają do Berzdorfer See na regaty, mówi o tradycji miejsca burmistrz niemieckiej gminy Markersdorf – Thomas Knack.

Część terenu sztucznego jeziora w Tauchritz ma służyć obecnie ochronie przyrody i krajobrazu. W planach podobna rekultywacja ma dotknąć kopalnię w Turowie, która będzie prowadzona do roku 2045. Po wydobyciu złóż węgla ma nastąpić zamknięcie zakładu i elektrowni, a następnie zalanie terenu i przekształcenie go w krajobraz rekreacyjny. Być może nastąpi to do roku 2060.

„Makaranowy parostatek”

W niemieckim Löbau znajduje się jedno najwybitniejszych dzieł niemieckiego modernizmu projektu Hansa Scharouna – Dom Schminke. Willę została zbudowana w latach 1930 -1933 dla przedsiębiorcy i właściciela fabryki makaronu Fritza Schminkego i jego małżonki – Charlotte i ich czwórki dzieci.

– Hans Scharoun od 1925 był profesorem w Państwowej Akademii Sztuki i Rzemiosła Artystycznego we Wrocławiu, mówi Julia Bojaryn z Fundacji Dom Schminke, która zajmuje się pedagogiką architektury. Projektant uważał, że w centrum powinien być użytkownik i to od niego należy wychodzić projektując architekturę. W Domu Schminke widać to szczególnie we wszystkich elementach, które są przewidziane dla dzieci. W drzwiach tarasowych ogrodu zimowego wbudowane są na wysokości jednego metra kolorowe szybki, przez które najmłodsi mogli oglądać barwny świat. Innym przykładem są schody i poręcz schodów. Te ostatnie były specjalnie przygotowane, by można było po niech spokojnie zjeżdżać bez obawy o uderzenie w głowę, gdyż kanty ścian były odpowiednio zaokrąglone. Parapet w willi może tu służyć jako biurko. Do willi dostaje się mnóstwo światła przez ogromne okna.

Dzieci kochają tu przebywać, szczególnie sprawiają im przyjemność i frajdę okrętowe elementy znajdujące się w domu, zaznacza Julia Bojaryn. Dom Schminke przypomina statek, gdyż właściciel marzył o takiej karierze zawodowej. Sypialnia właściciela, na tle wszystkich pokojów w willi, jest jest dziobem statku. Pierwotnie wystrój domu: kolorystyka, układ i forma był zaprojektowany z wielkim przemyśleniem. Ogród, w którym znajduje się mały staw jest zsynchronizowany z całością tworząc niemal niezauważalne przejście. Fundacja Dom Schminke dokłada starań, by budynkowi przywrócić dawny blask. Pasjonaci architektury mogą wynająć nocleg w willi i poczuć się jak jej właściciel. Miłośnicy historii mogą dowiedzieć się o losach rodziny, która za współpracę z Wehrmachtem została po II wojnie światowej wywłaszczona, a także poznać przeznaczenie budynku w trakcie trwania Żelaznej Kurtyny jako Domu Młodych Pionierów NRD.

Willa Schminke jest uznawana za czwarty przykład najważniejszej budowli modernistycznej na całym świecie. Od ponad 40 lat „Makaranowy parostatek” wpisany jest do rejestru zabytków. Co ciekawe, ślady architekta Hansa Scharouna można znaleźć we Wrocławiu. Zawdzięczamy mu m.in. osiedle WUWA z 1929 roku – jeden pierwszych budynków na świecie, w którym układ kondygnacji polega na wzajemnym zazębianiu się tzw. split levels. Był przeznaczony dla osób samotnych i młodych małżeństw.

Dolina  Najświętszej Maryi w Ostritz

Po rekreacji i sztuce czas na duchową stronę Saksonii. W Ostritz znajduje się najstarszy żeński zakon cysterski w Niemczech – St. Marienthal, istniejący nieprzerwanie od momentu swego powołania w roku 1234. Został założony przez Kunegundę Hohenstauf, żonę czeskiego króla Wacława. Klasztor spotkał kataklizm w postaci wielkiego pożaru w 1683 r., a także najazd Husytów. W klasztorze znajduje się biblioteka sióstr cysterek, w której znajdziemy m.in. dzieła św. Bernarda: Hagiografia i Legendy, Biblia (w języku greckim, łacińskim, niemieckim), Kronikę cystersów, naukowe publikacje, medyczne, podróżnicze oraz literaturę świecką. Najstarsza księga – Incunabula – pochodzi z 1275 roku. Zbiory liczą ok 4.5 tys. tomów, z których większość to oryginały.

– W tej części opactwa nie było remontu, nie mamy zatem instalacji elektrycznej. Światło jest tu dostępne w ograniczonym wymiarze. Od XIII w. budynek funkcjonuje nieprzerwanie jako klasztor cysterski, opowiada siostra Julianne. W 1752 r. powstała ta biblioteka z inicjatywy przeoryszy, aby siostry mogły się kształcić kulturowo, a przede wszystkim duchowo. Ta duża księga to Psałterz w języku łacińskim, z którego siostry siedem razy dziennie czytały modlitwy. Malowidło na suficie pochodzi 1750-56. Nie są to pomieszczania publiczne, wcześniej siostry nie mogły tu przebywać. Dawniej mniszki przechodziły dolnym krużgankiem, obowiązywała tu ścisła klauzula, z powodu wartości zbiorów.

Mamy tutaj Gabinet Dokumentów. Klasztor otrzymywał przywileje gospodarcze, dzięki czemu siostry mogły utrzymywać zakon. Cystersi byli znani z gospodarności. Mamy nadzieję, że nasz klasztor także będzie mógł przetrwać. Na tym portrecie przedstawiona jest przeorysza Agnes, która w 1427 r. broniła klasztoru przed czeskimi Husytami. Klasztor został niestety spalony, a mniszki 30 lat spędziły w Görlitz. Znaczące środki na odbudowę przeznaczyło biskupstwo, gdyż tutejszym ludziom zależało na tym, by siostry się modliły. Wszystko, co widać jest oryginałem.

Biblioteka nigdy nie była restaurowana czy moderowana. Najstarszą księgą, którą tu mamy jest Incunabula i pochodzi z 1275 roku, a także ręcznie przepisywane chorały przez siostry. Z tych ksiąg mniszki śpiewały. Mamy także bibliotekę współczesną, zbieramy książki ciekawe i mamy też bibliotekę podręczną dla sióstr. Nie jest przyjęte w zakonie cysterek, by takie bogate zbiory znajdowały się w klasztorze. Z reguły takie biblioteki znajdują się w zgromadzeniach męskich cystersów, mówi siostra Julianne, najmłodsza z zakonu.

Biblioteka cysterek nie jest dostępna na co dzień dla osób z zewnątrz. Zakon kontemplacyjny zachowuje bardzo ścisłą i surową regułę życia. Obecnie posługuje w nim 10 sióstr. W skład opactwa wchodzą kościół klasztorny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, kaplica pw. Krzyża Świętego, a całość otacza malowniczy park krajobrazowy z Ogrodem Roślin Biblijnych. Na dziedzińcu klasztoru znajduje się pomnik św. Jana Pawła II. Nieopodal znajduje się Kalwaria, skąd rozciąga się widok na opactwo. W Polsce pierwszy klasztor cysterek powstał w Trzebnicy w 1202 r. Mniszki zostały sprowadzone dzięki inicjatywie św. Jadwigi, żony księcia Henryka l Brodatego z klasztoru w Bambergu. Sama patronka Śląska ostatnie dni swego życia spędziła w klasztorze cysterskim w Trzebnicy, gdzie została pochowana.