Most jak zdrowie

27 listopada 2019 roku o godzinie 11.00 zamknięty został most na Dunajcu w Ostrowie – główna przeprawa wiodąca z Tarnowa do Krakowa. Cóż, infrastruktura jest jak zdrowie, albo Litwa – ile ją cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto ją stracił. Tysiące pasażerów przejeżdżający codziennie tą trasą odczuje ten brak na pewno.

Główny przewoźnik autobusowy nie zlikwidował żadnych przystanków. Mieszkańcy Wierzchosławic mogą więc spać spokojnie – dostaną się do Krakowa. Tarnowianie jednak pojadą dłużej. Według Google trasa wydłuży się o 10 minut, choć w praktyce może to wyglądać różnie, zwłaszcza jeśli na moście w Zgłobicach będą tworzyły się zatory.

Trasa z Tarnowa do Wierzchosławic przez Ostrów – 9,8 km (13 minut).
Trasa z Tarnowa do Wierzchosławic przez Zgłobice – 20,4 km (23 minuty).

Ten lokalny problem może wydawać się błahy. 10 minut to przecież nie tragedia. Sęk w tym, że dla kogoś kto dojeżdża autobusem codziennie do Krakowa oznacza to podróż (w obie strony) dłuższą o 20 minut. W skali tygodnia to co najmniej 100 minut. A miesiąca – ponad 400. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że most został zamknięty na 2 lata, to otrzymujemy łącznie ponad 10 tysięcy minut, czyli cały tydzień. Oczywiście jest to wariant optymistyczny. Ja nie znam w Tarnowie żadnej inwestycji, która w ostatnich latach zostałaby zakończona o czasie. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby remont potrwał 5 lat, co daje nam co najmniej 26 tysięcy minut, czyli 18 dni. Niestety w kraju nad Wisłą nikogo to raczej nie poruszy. Zdaje się, że wszyscy przywykliśmy już do “kradzieży czasu”. Zwłaszcza ci, którzy podróżują koleją…

Na koncie mam setki tych samych kolejowych historii: pociąg spóźniony, pociąg stojący w polu, pociąg przepełniony. Odwieczne fatum, którego nie sposób pojąć. Bo o ile jestem w stanie zrozumieć, że spadnie śnieg i cały rozkład jazdy się sypie (“taki mamy klimat”), o tyle zupełnie nie mieszczą mi się w głowie powtarzające się przypadki. Na przykład przepełnione w weekendy pociągi z Katowic do Żywca/Zwardonia. Nie jest to wina klimatu, tylko przewidywalnej tendencji ucieczki z miasta w góry. I zdawałoby się logiczne, aby powiększyć skład lub zwiększyć liczbę kursów. Zdawałoby się… ale nie w PKP.

Zatłoczony pociąg do Ostrowca Świętokrzyskiego na peronie dworca w Krakowie.

Swego czasu w Krakowie codziennie były opóźnienia pociągów. Powód? Remont torów. Sęk w tym, że remont to nie jest atak mrozu, który zepsuł trakcję, albo śnieżyca, która zasypała torowisko. Ani powódź. Ani wichura. Ani trzęsienie ziemi. Remont to remont. Można go przewidzieć, zaplanować, dostosować do rozkładu jazdy lub rozkład jazdy do niego. Można, ale nie w Polsce. U nas remont oznacza kilka miesięcy codziennych opóźnień.

Ponoć w Japonii przy 140 tysiącach szybkich pociągów średnie opóźnienie wynosi 18 sekund. W skali roku. Podejrzewam, że Polska jednego dnia jest w stanie wyrobić japońską normę za 1000 lat. Z czego się to bierze? Moim zdaniem z braku szacunku do czasu. Bo mimo iż każdy zna powiedzenie “czas to pieniądz”, to nie każdy jest tego w pełni świadomy.

Trafiłem kiedyś na film z Holandii, gdzie w weekend zrobiono tunel pod drogą. Prace trwały bez przerw – dzień i noc. Trzeciego dnia nad ranem trzy pasy drogi w jedną, trzy pasy w drugą stronę były przejezdne. Ponoć tunel był potem nieczynny przez dłuższy czas. W Polsce jednak stawialiby ten nieczynny tunel przez rok i przez cały ten okres byłby drożny tylko jeden pas ruchu. Oczywiście tworzyłyby się niemiłosierne korki a stracony czas można byłoby liczyć w latach. Pytanie jednak brzmi: czy ktoś to w ogóle liczy?

Przebudowa wiaduktu w Pensylwanii.

W 2013 roku pojawiła się informacja o planowanym remoncie wiaduktu przy al. Tarnowskich w Tarnowie. Komunikat brzmiał: “Remont rozpocznie się w sierpniu 2014 i potrwa do sierpnia 2015. Ulica będzie przejezdna przez cały czas trwania remontu, po jednym pasie w każdą stronę, z wyjątkiem trzech ostatnich miesięcy remontu, kiedy wiadukt zostanie zamknięty.” Ostatecznie prace rozpoczęły się później – w 2016 roku. Al. Tarnowskich do dziś jest nieprzejezdna. Tymczasem w Pensylwanii przebudowa wiaduktu zajęła 57 godzin. Nie rok, nie dwa, tylko nieco ponad 2 doby. Cóż, Amerykanie pewno już wiedzą, że “czas to pieniądz”, a infrastruktura jest jak zdrowie…