Skąd wyruszył pierwszy transport do KL Auschwitz?

Jeśli wysiądziemy na dworcu kolejowym w Tarnowie i mamy bystre oko, to na pierwszym peronie, w cieniu windy, dostrzeżemy niewielki obelisk. Napis głosi: “14 czerwca 1940 roku z rampy dworca PKP Niemcy deportowali do Konzentrationslager Auschwitz 728 więźniów politycznych przetrzymywanych w tarnowskim więzieniu. Stali się oni pierwszymi ofiarami najtragiczniejszego w dziejach świata obozu zagłady, w którym hitlerowcy zamordowali półtora miliona ludzi różnych narodowości. W latach 1940−43 z Tarnowa do KL Auschwitz wywieziono w 50 transportach 7 tysięcy więźniów.” Obok 728 nazwisk.

Pomnik ten od 10 lat przypomina tragiczną kartę z dziejów miasta i całego świata. Mało kto jednak wie, skąd dokładnie wyruszył pierwszy transport do KL Auschwitz. Wspomniana “rampa dworca PKP” nie jest tożsama z dworcem. W istocie miejsce to jest 900 metrów dalej, w dodatku – w żaden sposób nie oznaczone.

13 czerwca 1940 roku z tarnowskiego wiezienia, które spełniało rolę więzienia etapowego, wyprowadzono 753 osoby. Przetransportowano je do łaźni żydowskiej znajdującej się przy placu znanym wówczas pod nazwą Dożywocie. Dziś jest to Plac Więźniów KL Auschwitz, na którym stoi odsłonięty w 1975 roku pomnik upamiętniający pierwszy transport. Co ciekawe, w 2008 roku usunięto z niego napis “Oświęcim”, który zastąpiono “KL Auschwitz”. 7 lat później, w 2015 roku, podczas renowacji, zmodyfikowano go zamieniając tablice oraz usuwając postaci dzieci i kobiet z płaskorzeźby. Warto tutaj dodać, że w pierwszym transporcie znaleźli się wyłącznie mężczyźni, w zdecydowanej większości więźniowie polityczni narodowości polskiej.

Dezynfekcja trwała całą noc. Rankiem 14 czerwca 1940 roku więźniów poprowadzono ulicą Wałową, a następnie ulicą Krakowską w kierunku dworca kolejowego. Kolumna jednak nigdy nie dotarła do dworca. Przeszła pod wiaduktem kolejowym i skręciła w prawo – na rampę wojskową, gdzie więźniów załadowano do wagonów osobowych. Dziś jest to pusty plac, bez najmniejszego śladu upamiętnienia tego, co wydarzyło się tu 80 lat temu.

Była rampa wojskowa.
W oddali widać budynek dworca kolejowego.

Eugeniusz Niedojadło (numer obozowy 213), tak wspominał marsz przez miasto: “Pochód wił się wśród ulic jak długi wąż – robił przy tym nieodparte wrażenie gnanego do rzeźni stada. Krzyki żandarmów przycichły, lecz nie ustały. Szliśmy poważni i przygnębieni. Byli wśród Nas miejscowi tarnowianie – im chyba było najtrudniej. Choć trasa naszego marszu wciąż była pusta… mimo to gdzieniegdzie w oknach dało się dostrzec ukryte za firankami twarze. Spłoszone znikały szybko, aby za chwilę znów się ukazać. To oszołomione terrorem miasto w dwójnasób przeżywało wyjazd tak ogromnego transportu… W pewnym momencie, rzucona niewidzialną ręką, wiązanka czerwonych kwiatów, zdeptana wściekle butem idącego żandarma. Tak żegnał swoich więźniów poczciwy Tarnów: cicho… tajemnie… serdecznie.”

14 czerwca 1940. Ulica Krakowska.

Z 753 osób, które wyprowadzono z tarnowskiego więzienia, do niemieckiego obozu dotarło 728. Co się stało z 25 dokładnie nie wiadomo. Część mogła uciec, część prawdopodobnie przewieziono w inne miejsce. Obóz przeżyło około 200 więźniów z pierwszego transportu. Rok temu zmarł ostatni z nich.